To, co się stało w końcówce meczu GieKSy Katowice z Olimpią Grudziądz, było nieprawdopodobne. Na zegarze wybijała 94. minuta spotkania, pod pole karne katowiczan wbiegał bramkarz grudziądzan, Michał Wróbel. I co? Strzegący bramki Olimpii zawodnik zdobył gola po uderzeniu głową i w związku z tym podopieczni Tomasza Asensky’ego wywieźli z Górnego Śląska niezwykle cenny punkt w batalii o awans do ekstraklasy. Sam zawodnik po meczu do końca nie dowierzał, że strzelił bramkę w takich okolicznościach.
Gol w Twoim wykonaniu był absolutnym precedensem.

Cieszę się, że to wpadło. Aczkolwiek ja chciałem skierować piłkę gdzieś w pole karne. Tak wyszło, że ona wpadła do bramki. Mam swoje warunki fizyczne i chciałem pomóc kolegom w końcówce, nawet nie tyle uderzyć na bramkę, co zamieszać w polu karnym, żeby jeden czy dwóch zawodników skupiło swoją uwagę na mnie. Chociaż z tego, co zauważyłem, żaden z piłkarzy GKS-u nie zwracał na mnie uwagi, więc udało mi się strzelić.
Na treningach ćwiczycie takie sytuacje z Twoim udziałem?
Nie, na treningach nie ma czegoś takiego. To nie są sytuacje wyćwiczone, to jest po prostu przypadek. Co można zrobić w 94. minucie?
Z tego, co można było dostrzec w tej akcji, to dośrodkowywał Mariusz Kryszak.
Tak, Mariusz wrzucał. On ma bardzo dobre dogrania, więc praktycznie trafił mnie w głowę i z okolic dziesiątego metra uderzyłem, to idealnie wpadło. Pozostaje nam się z tego cieszyć.
Czy masz do siebie pretensje o straconą bramkę? Nie szło przeciąć tej piłki?
Nie, piłka szła takim łukiem ode mnie, że nie miałem szans. Pitry ładnie zagrał, natomiast Fonfara dobrze to wykończył.
To Wasz szósty mecz bez porażki. Czy Olimpia walczy o awans?
Na początku zaczęliśmy nieciekawie. Mieliśmy dużo sytuacji, ale przegrywaliśmy spotkania. W pojedynku z GieKSą też prowadziliśmy grę, a mało brakowało i skończylibyśmy to spotkanie bez chociażby jednego punktu. Cieszy to, że w końcówkach meczów jesteśmy dobrze przygotowani i te sytuacje, które mamy, nie są przypadkowe, tylko wyćwiczone podczas treningu.
Z Katowic – Łukasz Pawlik/iGol.pl











