Kompletnie dwie różne połowy obejrzeli dzisiaj widzowie na Stade Gerland. Pierwsze 45 minut było nudne jak flaki z olejem, ale wydarzenia po przerwie wszystko zrekompensowały. Ostatecznie, po wielu emocjach, wygrał Lyon, który pokonał Athletic 2:1. Gole dla zwycięzców strzelali Lopez i Briand, a dla pokonanych trafił Ibai Gomez.
Początek meczu nie zachwycił. Dopiero w 22. minucie strzału z dystansu spróbował Malbranque, ale nie trafił w bramkę. W odpowiedzi mocno w kierunku krótszego słupka uderzył Aduriz, jednak tym razem golkiper okazał się lepszy i wybił piłkę na rzut rożny. W 32. minucie pomylił się pod bramką gości Gonalons.
Niewielką przewagę miał Lyon i jeszcze przed przerwą niebezpiecznie zaatakował. Najpierw z piłką obrócił się Malbranque, po czym oddał strzał, który Iraizoz dobrze obronił. Chwilę później niecelnie uderzył Lopez. Tuż przed końcem pierwszej połowy rzut rożny mieli jeszcze goście, ale ten stały fragment gry również nic nie dał i do szatni zespoły schodziły przy bezbramkowym remisie.
Drugą połowę lepiej zaczęli goście, bo jako pierwszy zatrudniony został Vercoutre, który w 52. minucie musiał odbić piłkę na róg po strzale z ostrego kąta De Marcosa. 120 sekund później zrobiło się jednak 1:0 dla gospodarzy. Briand ładnym podaniem obsłużył Reveillere’a, a ten popisał się równie precyzyjnym dośrodkowaniem na głowę Lopeza, który ubiegł kryjącego go obrońcę i strzałem głową w długi róg pokonał Iraizoza.
Athletic mógł szybko odrobić straty, gdyż chwilę później Susaeta wybiegł do prostopadłego podania, uprzedził i ograł bramkarza rywali, po czym dośrodkował. Piłka długo leciała, trafiła w poprzeczkę, a próbujący umieścić ją z ostrego kąta w siatce Aduriz strzelił niecelnie. Gol jednak, nawet gdyby futbolówka wpadła do bramki, nie zostałby uznany, bo wcześniej sędzia boczny podniósł chorągiewkę, sygnalizując aut bramkowy. Ten został fatalnie wykonany przez Vercoutre, bo golkiper Lyonu podał wprost pod nogi rywali. Znowu Susaeta dostał prostopadłe podanie, wyszedł sam na sam i próbował przelobować bramkarza, ale nie trafił w bramkę.
Fernando Llorente może w tym sezonie, niekoniecznie z powodów sportowych, grzać ławę, ale jeśli wymaga tego sytuacja, to wchodzi na boisko, więc na ostatnie pół godziny rosły Hiszpan zameldował się na murawie. W 64. minucie po rzucie wolnym niepilnowany w polu karnym znalazł się jednak nie on, a Gurpegi. Kapitan gości jednak źle główkował, piłka odbiła się od jednego z rywali, a próba dobitki zakończyła się kopniakiem w głowę Vercoutre, z którego jednak bramkarz wyszedł bez szwanku.
Remi Garde postanowił odpowiedzieć na posunięcie rywala dwiema zmianami i na boisko wpuścił Lacazette oraz Gomisa. Ten drugi w 72. minucie znalazł sobie trochę miejsca w polu karnym i uderzył mocno po ziemi. Kilkadziesiąt centymetrów i byłoby 2:0. Chwilę wcześniej mógł być jednak remis, ale w ostatnim momencie obrońcy przecięli dośrodkowanie do Llorente. Tymczasem w 74. minucie strzałem z rzutu wolnego w stylu Michela Bastosa popisał się Monzon. Iraizoz nawet nie próbował łapać piłki, tylko bez zastanowienia ją odbił.










