Łukasz Dynel: „Uznałem, że warto by sprawdzić się za granicą. I na razie nie żałuję” (WYWIAD)


Jesienią strzelał w IV lidze polskiej, by wiosną wylądować w IV lidze włoskiej…

6 lutego 2020 Łukasz Dynel: „Uznałem, że warto by sprawdzić się za granicą. I na razie nie żałuję” (WYWIAD)
Martyna Kowalska

Nie chcieli go w Polsce, to wyjechał do Włoch. 23-letni Łukasz Dynel ma za sobą bardzo udaną rundę jesienną. W czwartoligowej drużynie KS Kutno zdobył 19 goli i w dużym stopniu przyczynił się do tego, że ta zimuje obecnie na pozycji lidera. Strzelając bramki jak na zawołanie, nie dało się nie odnieść wrażenia, że Dynel za długo w Kutnie nie pogra. Bardzo prawdopodobne było bowiem rozstanie z bramkostrzelnym napastnikiem, który miał związać się z klubem grającym co najmniej klasę rozgrywkową wyżej. Jednakże, co najciekawsze, mając kilka ofert z III ligi, ten wybrał kierunek bardzo nietypowy, bo reprezentować będzie barwy ekipy z włoskiej Serie D.


Udostępnij na Udostępnij na

S.S.D. Acireale Calcio 1946 to drużyna występująca na czwartym poziomie rozgrywkowym, na którym rywalizuje również bardzo dobrze znane polskim fanom Palermo. Obecnie Acireale traci do podium raptem trzy oczka i niewykluczone, że może jeszcze powalczyć o awans do Serie C. A w zmaganiach o upragniony awans pomoże jej Polak – Łukasz Dynel, który związał się z włoską drużyną, mając na koncie 19 trafień w rundzie jesiennej w łódzkiej IV lidze.

Dynel jest wychowankiem ŁKS-u Łódź, ale nie było mu dane związać się na dłużej z tym klubem. Zwłaszcza teraz, kiedy „Rycerze Wiosny” szukają solidnego napastnika. Co ciekawe, pod koniec 2019 roku na łamach „Expresu Ilustrowanego” powstał artykuł o wdzięcznym tytule „Najciemniej pod latarnią. Dlaczego Łukasz Dynel nie zagra w Łodzi?”. Tekst ten można znaleźć, klikając TUTAJ.

Po rozstaniu się z Łódzkim Klubem Sportowym Dynel związał się z takimi klubami, jak: GLKS Andrespolia, Ner Poddębice oraz KS Kutno. W swojej karierze rozegrał 215 spotkań i zdobył łącznie 129 goli (dane na Łączy Nas Piłka).

Udało nam się krótko porozmawiać z 23-letnim piłkarzem. Jak to się stało, że przeniósł się do Włoch? Czy IV liga we Italii różni się od tej w Polsce? Czy liczył na to, że jednak dostanie angaż w lepszym polskim klubie? Zapraszamy do lektury!

***

Podoba się Panu Sycylia? 

Bardzo mi się podoba. Jest tutaj wiele pięknych miejsc do obejrzenia i zwiedzenia. Na piękne widoki narzekać nie można (śmiech).

Decyzja o przenosinach na Półwysep Apeniński była trudna? 

Nie do końca. Szczerze mówiąc, to zarówno rodzice, jak i znajomi byli bardzo szczęśliwi, że wyjeżdżam za granicę. Sami namawiali mnie, abym tu przyjechał i spróbował dostać się do drużyny. Tak też zrobiłem…

Nie żałuje Pan, że nie pomoże kutnowskiej drużynie w walce o awans do III ligi? 

Na pewno jest czego żałować, ponieważ w pierwszej rundzie zrobiliśmy kawał dobrej roboty, ale wierzę i jestem przekonany, że chłopaki poradzą sobie beze mnie i zdobędą ten upragniony awans do III ligi, za którą Kutno się trochę stęskniło.

W obecnym sezonie zdobył Pan 19 bramek i był jedną z czołowych postaci łódzkiej IV ligi. Czy obecne rozgrywki były najlepsze w Pana karierze?

Zgadza się. Runda jesienna była dla mnie bardzo udana. Udało mi się nastrzelać trochę bramek, ale też chciałbym zwrócić uwagę, że nie byłoby to możliwe, gdyby nie reszta zespołu. Moje 19 goli to zasługa całej drużyny i, szczerze mówiąc, gdyby nie chłopaki, to raczej trudno byłoby mi tyle nastrzelać…

Nie dziwi Pana trochę fakt, że nie zainteresował się Panem poważnie jakiś polski klub? Sam trener KS Kutno opowiadał, że był zdziwiony, iż nie biły się o Pana lepsze zespoły w Polsce…

Nie będę ukrywał tego, że jestem troszkę tym zdziwiony, ale i zawiedziony. I nie ukrywam, że miałem dwie propozycje z III ligi – walczyły o mnie Sokół Aleksandrów oraz Concordia Elbląg, ale osobiście uznałem, że warto by sprawdzić się za granicą. I na razie nie żałuję.

Jak wspomina Pan grę w ŁKS-ie Łódź? 

Wspomnienia z Łodzi mam same dobre. W końcu jestem wychowankiem tego klubu i to tam stawiałem pierwsze kroki i wiele się nauczyłem. 

Myśli Pan, że potraktowano Pana niesprawiedliwie? Zwłaszcza że dzisiaj ŁKS z chęcią znalazłby dobrego napastnika? 

Powiem tak. Szkoda, że ta przygoda z seniorską piłką w ŁKS-ie trwała tak krótko. Ale może właśnie tak musiało być? Trzeba patrzeć do przodu i tyle. Życie toczy się dalej…

Ponoć w ostatnim czasie zaczął Pan zwracać większą uwagę na przygotowanie fizyczne.

Zgadza się… Trenowałem bardzo ciężko. Zarówno na treningach w klubie, jak i po za nim. W tych czasach bardzo dużo zależy od warunków fizycznych, dlatego na tym starałem się skupić najbardziej. Ale żeby nie było, to zwracałem też uwagę na to, by nie przesadzić i nie stracić na dynamice, na szybkości. To też bardzo ważne.

Propozycja z Włoch przyszła nagle? Czy może Włosi obserwowali Pana już od jakiegoś czasu? 

W przenosinach do Włoch pomógł mi bardzo znajomy, który dostał informacje od swojej znajomej, która zajmuje się menedżerką, że szukają napastnika i gdy tylko się o tym dowiedziałem, to z miejsca się zgodziłem.

Tak od razu?

Od razu. Z bardzo prostej przyczyny. Taka szansa może się już więcej nie powtórzyć, a jak to tutaj mówią – carpe diem!

Czy dostał Pan jakąś obietnicę, np. od trenera, że będzie Pan występować w pierwszym składzie, tzn. będzie ważnym ogniwem? 

Nic z tych rzeczy… Grają tutaj bardzo dobrzy zawodnicy i staram się na każdym treningu dać z siebie 100%. To bardzo ważne, bo tylko na treningu jestem w stanie udowodnić, że zasługuję na grę od pierwszych minut. Trzeba sobie na to zapracować, bo nic za darmo nie przyjdzie.

A jak to jest z tym poziomem ligowym? IV liga we Włoszech a w Polsce to dwa różne światy? 

Zdecydowanie! Tak pokrótce tłumacząc, piłka we Włoszech rożni się tym od piłki w Polsce, że tutaj gra się szybką piłkę. Po prostu nie ma czasu na zastanawianie się. Jeden, dwa kontakty, przyjmiesz piłkę i już masz przeciwnika na plecach. Mimo tego, że to IV liga.

A propos treningów… We Włoszech są intensywniejsze? 

Zgadza się. W ciągu tygodnia mamy od sześciu do siedmiu jednostek treningowych plus mecz.

A jak wygląda zaplecze Acireale Calcio? Jest lepiej niż w kutnowskim klubie? 

Jeśli o to chodzi, to raczej jest podobnie. W obu klubach dbają bardzo dobrze o swoich zawodników, by niczego im nie brakowało oraz oczywiście o jak najlepszą regenerację po każdym treningu i meczu. Tak w Kutnie, jak i tutaj zaplecze jest całkiem przyzwoite. Złego słowa powiedzieć nie mogę.

Czy jeśli pojawiłaby się oferta powrotu do Polski, ale z opcją gry w lepszym, na przykład drugoligowym bądź trzecioligowym, klubie, wróciłby Pan? Czy może ma Pan teraz zamiar na 100% pokazać się we Włoszech? 

Szczerze? Nie wykluczam takiej sytuacji. Jednak na razie wolałbym skupić się na zagranicy. Co będzie potem, to zobaczymy…

Na koniec proste pytanie – czego można Panu życzyć?

Dużo zdrowia, oby kontuzje omijały. A i bramek. To chyba obok zdrowia najważniejsze!

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze