Lepiej być nie mogło! Już możemy wyczekiwać istnego tournee po Starym Kontynencie, które odbędzie się za niecałe dwa lata. Na pierwszy rzut oka, losowanie grup eliminacyjnych w Dublinie przebiegło całkowicie po myśli polskich kibiców i sztabu szkoleniowego. Co więc może zmącić dzisiejszą radość? Pamięć o przeszłości…
Dlaczego mogłoby być źle?
Austria, Izrael, Słowenia. Macedonia i Łotwa – faktycznie, to nie są zespoły, przed którymi należałoby truchleć i obgryzać z nerwów paznokcie. Nawet próbując naginać rzeczywistość, zestawu tego nie możemy zaliczyć nawet do drugiego szeregu europejskiej piłki. Najpoważniejszym rywalem wydaje się być oczywiście Austria, której od święta zdarza się urywać punkty zdecydowanym faworytom. Powiedzieć, że reszta stawki z grupy G jest w naszym zasięgu to nic nie powiedzieć. Nietrudno o optymizm, z resztą całkiem uzasadniony, ale jak sięgniemy pamięcią kilka, kilkanaście lat wstecz to uświadomimy sobie, że zbyt często (i jakże bezpodstawnie) wpychaliśmy się na finałowy turniej (lub jego dalszą część) jeszcze przed pierwszym spotkaniem eliminacyjnym.
Tak było przed azjatyckim Mundialem w 2002 roku (na pewno awansujemy do 1/8 wespół z Portugalią, Korea Płd i USA zupełnie się nie liczą), przed kolejnym światowym czempionatem w Niemczech (sytuacja jak wyżej, tylko Portugalczyków zastąpili Niemcy, a wyłożyliśmy się na egzotycznym Ekwadorze, Kostaryka była już zbędna), a także w fatalnych dla nas eliminacjach gdzie walczyliśmy o przepustki do RPA, a gdzie w grupie ze Słowacją, Słowenią, Czechami, Irlandią Płn i San Marino zajęliśmy… przedostatnie miejsce. Łotwa, na którą trafiliśmy obecnie, od razu przypomina nam turniej kwalifikacyjny do Euro 2004 i klęskę na Łazienkowskiej (0:1). To właśnie inny nadbałtycki kraj, po barażach, wywalczył prawo gry na portugalskich boiskach, a grupę wygrali Szwedzi. My wyprzedziliśmy jedynie Węgrów i San Marino.
Ostatni koszmar w drodze mającej prowadzić na wielki turniej przeżyliśmy w eliminacjach do Mundialu w Brazylii. W tym przypadku sytuacja była nieco trudniejsza, gdyż prócz teoretycznych outsiderów, czyli Mołdawii i San Marino, trafiliśmy na Anglię, Czarnogórę i Ukrainę. Kibice podzielili się na niepoprawnych optymistów i tych, którzy wieszczyli klęskę. Jak się okazało, to Ci drudzy mieli rację i zespół Fornalika nie miał szczęścia, by ujrzeć słoneczne Rio.











