ŁKS Łódź po emocjonującym spotkaniu zremisował z Cracovią Kraków 2:2. Bramki dla gospodarzy zdobyli Marek Saganowski z rzutu karnego i Artur Gieraga. Trafienia dla gości zanotowali Vladimir Boljević i Hesdey Suart.
W inauguracyjnym spotkaniu 21. kolejki T-Mobile Ekstraklasy ŁKS Łódź na własnym terenie zmierzył się z Cracovią Kraków. Dla obu ekip zdobycie kompletu punktów było priorytetem. Faworytem starcia byli gospodarze, którzy z meczu na mecz spisywali się coraz lepiej. Przed tygodniem ekipa Piotra Świerczewskiego odważnie stawiła czoła warszawskiej Legii, pozostawiając po sobie całkiem niezłe wrażenie. W Krakowie z kolei działo się nie najlepiej. Porażka z bezpośrednim rywalem o utrzymanie się w lidze (0:2 z Zagłębiem Lubin) i dymisja Dariusza Pasieki nie wróżyły niczego dobrego. Nowy trener „Pasów”, Tomasz Kafarski, miał mało czasu na postawienie drużyny do pionu, a kolejna strata punktów z drużyną walczącą o utrzymanie znacznie pogorszyłaby sytuację Cracovii.
Spotkanie zostało poprzedzone minutą ciszy za zmarłego w środę wybitnego reprezentanta Polski, Włodzimierza Smolarka.
Kafarski w poprzednim klubie często grał jednym wysuniętym napastnikiem i dwoma szeroko rozstawionymi skrzydłowymi. Podobnie ustawił Cracovię, licząc również w akcjach ofensywnych na bocznych obrońców, Tomasza Nykiela i Hesdeya Suarta. Już po pierwszych minutach było widać, że przyjezdni nie cofną się, lecz będą grać pressingiem, zmuszając przeciwników do błędów. Jednak to ŁKS miał pierwszą okazję do zdobycia bramki. W dobrej sytuacji znalazł się Marek Saganowski, lecz źle przyjął piłkę. Po chwili Cracovia strzeliła gola, ale sędzia dopatrzył się spalonego. Faktycznie, Saidi Ntibazonkiza był minimalnie na spalonej pozycji.
Zarówno jedna, jak i druga drużyna odważnie przenosiła się z piłką na połowę przeciwnika, co zapowiadało ciekawe widowisko. Podział punktów nie interesował żadnego zespołu. W 12. minucie gracz ŁKS-u świetnie zagrał do Wojciecha Łobodzińskiego, a ten dobrze wypatrzył Agwana Papikjana, lecz młody zawodnik minął się z piłką. Minutę później na zaskakujący strzał z dystansu zdecydował się Olegs Laizans. Spadający liść o kilka centymetrów minął bramkę Wojciecha Kaczmarka. Cracovia nie pozostała dłużna. W swoim stylu Ntibazonkiza dynamicznie zabrał się lewą stroną, a jego strzał trafił w rękę Piotra Klepczarka. Sędzia Marek Gil uznał, że było to przypadkowe zagranie. Po tempie gry i walce zawodników było widać, że oba zespoły wiedziały, o jaką stawkę toczyło się piątkowe spotkanie.
Z biegiem czasu ŁKS przeważał coraz bardziej, a Cracovia szybkimi podaniami starała się uruchomić Ntibazonkizę. W 27. minucie Papikjan świetnie wypatrzył Macieja Iwańskiego, ale ręką podanie przeciął Mateusz Żytko. Sędzia bez namysłu podyktował rzut karny, którego na bramkę zamienił Marek Saganowski. Cała sytuacja była kontrowersyjna, ponieważ wydawało się, że Żytko zagrał ręką przed „szesnastką”. Cracovia nie podłamała się, w następnej akcji dobrze z dystansu uderzał Vladimir Boljević. Pięć minut później Maciej Iwański świetnie zacentrował z rzutu wolnego, a piłkę głową do siatki skierował Artur Gieraga. W tym momencie Cracovia znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Trzeba przyznać, że Papikjan był wyróżniającą się postacią. Młodego Ormianina wszędzie było pełno.










