Łódzki Klub Sportowy oddala się od gry w T-Mobile Ekstraklasie. Sytuację łodzian znacznie pogorszyła dzisiejsza porażka 0:2 z Koroną Kielce.
Przed meczem z Koroną Kielce wszyscy piłkarze ŁKS-u wiedzieli, że muszą koniecznie wygrać, by zachować szanse na utrzymanie. Rywal jest trudny – Korona mimo ostatniej wpadki z Zagłębiem Lubin i wcześniej Lechem Poznań spisuje się w tym sezonie naprawdę bardzo dobrze. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego potwierdzili to już w 8. minucie meczu. Pavle Velimirović, który w przeciągu całego sezonu uznany został za jednego z lepszych zawodników swojego zespołu, popełnił fatalny błąd. Czarnogórzec wyszedł z pola karnego, nie trafił w piłkę, a jego pomyłkę wykorzystał Paweł Sobolewski, który kilka sekund później umieścił futbolówkę w siatce.

Po następnych nudnych dziesięciu minutach gry Korona wylała kolejny kubeł zimnej wody na głowy piłkarzy i kibiców łódzkiego zespołu. Gola głową zdobył Artur Lenartowski, jednak bardziej zasłużył się w tej akcji Paweł Sobolewski, który dokładnym dośrodkowaniem znalazł swojego kolegę z drużyny. Kolejne minuty to zdecydowane ataki gospodarzy. Najwyraźniej druga stracona bramka wpłynęła pozytywnie na piłkarzy, którzy starali się zdobyć kontaktowego gola. Bliski zdobycia pierwszej bramki dla ŁKS-u był Wojciech Łobodziński, który po otrzymaniu podania od Macieja Iwańskiego uderzył z woleja, ale jego strzał okazał się niecelny.
W ostatnim kwadransie pierwszej połowy, prócz strzału Bonina wprost w bramkarza z kilku metrów, zbyt wiele się już na boisku nie działo. Można odnotować jedynie kolejny bezsensowny faul Kamila Kuzery, za który piłkarz otrzymał żółtą kartkę wykluczającą go z następnego meczu. Sędzia jednak wybroniłby się, gdyby pokazał twardo grającemu obrońcy kartkę czerwoną. Czym to zaowocowało? Strachem Leszka Ojrzyńskiego i zmianą Kuzery już w 44. minucie meczu.

Druga część spotkania toczona była w dość wolnym tempie i tak naprawdę żadna z drużyn nie potrafiła zdobyć się na przeprowadzenie akcji, która mogłaby poważnie zagrozić bramce rywala. ŁKS tradycyjnie w drugiej połowie ratował się zmianami. Kondycyjnie nie wytrzymywali zawodnicy sprowadzeni pod koniec okna transferowego, od kilku miesięcy bowiem nie trenowali ze swoimi zespołami. Zmiany na boisku na wiele się jednak nie zdały, bo żaden z nowych piłkarzy nie wniósł wiele świeżości do gry. Na 20 minut przed końcem spotkania mogło być już 0:3, jednak w kluczowym momencie intuicyjny strzał wprowadzonego za Kuzerę Jakuba Bąka zablokował Grzegorz Bonin.











