Trzeci mecz bez zwycięstwa mistrzów Anglii. Liverpool złapał zadyszkę


W poniedziałkowy wieczór Liverpool trzeci raz z rzędu nie potrafił pokonać rywala w Premier League i roztrwonił przewagę nad grupą pościgową w walce o tytuł

5 stycznia 2021 Trzeci mecz bez zwycięstwa mistrzów Anglii. Liverpool złapał zadyszkę

Ostatnie trzy spotkania pokazały, że piłkarze Jürgena Kloppa to tylko ludzie, a nie roboty. Widać, że w tym trudnym sezonie Liverpool dopadł mały kryzys formy. Na razie nie ma co panikować, bo piłkarze z Anfield wciąż znajdują się na pierwszym miejscu w tabeli. Niemiecki szkoleniowiec musi jednak szybko przywrócić blask swojej drużynie, bo już w następnej kolejce zmierzy się ona z rozpędzonym Manchesterem United. 


Udostępnij na Udostępnij na

Piłkarze Liverpoolu przyzwyczaili nas w ostatnich latach do niesamowitej dyspozycji. Weszli na poziom nieosiągalny dla innych zespołów w Anglii i na świecie, ale coś zaczyna szwankować w maszynie Jürgena Kloppa. Mecze z West Bromem, Newcastle i Southampton pokazały, że w tym trudnym sezonie „The Reds” nie są już zespołem z innej galaktyki.  

Problem ze słabszymi rywalami  

„Mentalne potwory”. Dwa słowa Jürgena Kloppa, które w zeszłym sezonie stały się wizytówką Liverpoolu. Żadna drużyna w Europie nie potrafiła w tak efektywny, a czasem i dramatyczny, sposób odwracać losów spotkania. Mecze z Aston Villą, Wolves czy Tottenhamem z ubiegłych rozgrywek są tego najlepszym potwierdzeniem. Nie było spotkania (szczególnie przed przerwaniem rozgrywek), którego losów „The Reds” nie potrafiliby odwrócić na swoją korzyść. Na samym początku można było mówić, że ekipa Jürgena Kloppa miała po prostu szczęście. Z każdym kolejnym spotkaniem stawało się to jednak normą, a o żadnym przypadku czy zbiegu okoliczności nie było mowy.

W tym sezonie jednak określenie mentalne potwory” nie pasuje już w stu procentach do Liverpoolu. Ostatnie trzy spotkanie najlepiej to potwierdzają. West Brom, Newcastle i Southampton stawiły podopiecznym Jürgena Kloppa poważny opór. „The Reds” nie potrafili potwierdzić swojej dominacji w tych meczach golami. To właśnie ich najbardziej brakowało. Liverpool stwarzał sobie sytuacje, ale nikt nie potrafił zwieńczyć akcji bramką. W zeszłym sezonie gracze z Anfield byli do bólu skuteczni i to często decydowało o końcowym wyniku. W obecnym natomiast coraz częściej zdarza się jednak, że piłkarze Jürgena Kloppa nie są już w stanie, kolokwialnie mówiąc „przepychać” spotkań z teoretycznie słabszymi od siebie drużynami.

Liverpoolowi w tym sezonie zdecydowanie brakuje mistrzowskiego genu. Przede wszystkim w starciach z rywalami z dolnych rejonów tabeli. Piłkarze z Anfield gubili przecież punkty z takimi drużynami jak Fulham, Brighton, West Brom, Newcastle. Nie są to najlepsze drużyny w Anglii, a mimo to mistrzowie Premier League nie potrafili znaleźć na nich sposobu. Przeczy to zupełnie postawie Jürgena Kloppa w meczach, których ranga szybowała znacznie wyżej. W starciach z Chelsea, Wolves, Tottenhamem czy Manchesterem City Liverpool był zupełnie inną drużyną. Pewną siebie i zabójczo skuteczną. Atut „The Reds” w postaci wygrywania ciężkich spotkań z rywalami z niższej półki z zeszłych rozgrywek stał się w obecnych ich prawdziwym utrapieniem i to może martwić Jürgena Kloppa.

Brak kreatywności w drugiej linii

Problemem w tym sezonie Liverpoolu jest również środek pola. Przyjście Thiago miało dać nowy impuls drugiej linii, ale na razie Hiszpan więcej czasu spędził w gabinetach lekarskich niż na murawie. Kontuzje dopadały zespół Jurgena Kloppa. To jest fakt, któremu nie można zaprzeczyć, ale ich wpływ na grę całej drużyny jest bardzo duży. W meczu z Southampton na środku obrony musieli zagrać Jordan Henderson i Fabinho. Z pewnością tego pierwszego niemiecki szkoleniowiec chciałby widzieć wyżej, ale sytuacja jest nadzwyczajna. Można mówić, że kapitan Liverpoolu to przede wszystkim gość od biegania i odbierania piłki, ale nie można zapominać, jaki miał on wpływ na ofensywną grę swojej drużyny jeszcze kilka miesięcy temu. Jego wejścia prawą flanką nie raz prowadziły do zdobycia bramek (patrz Liverpool – Manchester City z zeszłego sezonu i gol Sadio Mane).

Zupełnie inaczej wyglądał Thiago w meczu z Southampton, a w końcówce spotkania z Newcastle. Na St James' Park dostał kilkanaście minut i rozruszał zespół. Wprowadził kilka niekonwencjonalnych zagrań i to dało impuls Liverpoolowi. Obok siebie miał oczywiście Jordana Henderona, co pozwalało mu na większą swobodę przy rozegraniu i akcjach ofensywnych. W spotkaniu ze „Świętymi” nie wyglądało to już tak dobrze. Szczególnie w pierwszej połowie, gdzie Alex Oxlade-Chamberlain, Georginio Wijnaldum i Thiago nie potrafili nic wykreować swoim partnerom.

Druga linia w Liverpoolu to poważny problem. Można mówić, że podopieczni Jürgena Kloppa zdecydowanie częściej uciekają się do gry długimi podaniami, więc głównym kreatorem gry jest Trent Alexander-Arnold i Andrew Robertson. To wszystko prawda, ale Georginio Wijnaldum i Thiago nie mają w tym sezonie jeszcze asysty w Premier League, a Jordan Henderson i Alex Oxlade-Chamberlain zanotowali zaledwie po jednym finalnym podaniu. Dzisiaj dośrodkowania dwóch bocznych defensorów Liverpoolu wyglądają na akt desperacji i brak innego pomysłu na rozegranie akcji. „The Reds” potrzebują poprawy w tym aspekcie gry. Widać, że Thiago nabiera formy, a Curtis Jones staje się ważnym elementem układami. Dzisiaj drużyna Jürgena Kloppa potrzebuje jednak efektów od zaraz, a nie dopiero za kilka tygodni czy miesięcy.

Zgubione punkty na wyjazdach 

Twierdza, jaką Liverpool zbudował na Anfield, to niesamowity wyczyn. Od 23 kwietnia 2017 roku w Premier League nikt nie potrafi wywieźć trzech oczek z czerwonej części Merseyside. W tym sezonie jest podobnie. „The Reds” tylko raz zgubili u siebie punkty. Był to mecz oczywiście z West Bromem, ale oprócz tej jeden wpadki podopieczni Jürgena Kloppa u siebie są bezbłędni. Problemem dla Liverpoolu w tym sezonie stały się jednak mecze wyjazdowe, bo to właśnie w nich traci on większość swoich punktów.

Oczywiście od razu w tym miejscu można odwołać się do ostatnich dwóch spotkań Liverpoolu, z Newcastle i Southampton. W obu tych starciach podopieczni Jürgena Kloppa, nie potrafili trafić do bramki rywali, a przecież do meczu ze „Srokami” byli jedynym zespołem w Premier League, który w każdym spotkaniu zdobywał co najmniej jedną bramkę. Jeśli jednak wrócimy, chociażby do starcia na wyjeździe z Brighton czy Fulham, to znajdziemy wiele analogi. „The Reds” nie potrafią tak zdominować rywali, aby wywieźć z obiektu przeciwnika komplet punktów. Dają się zaskoczyć swoim przeciwnikom, a to kosztuje punkty.

W zeszłym sezonie Liverpool nawet, gdy trafił gola jako pierwszy, miał argumenty, aby odwracać losy spotkań. Dzisiaj też je oczywiście ma, ale można odnieść wrażenie, że w pewnych momentach jest ich jakby mniej. Tyczy się to szczególnie wyjazdowych starć, bo na Anfield piłkarze Jürgena Kloppa nie mają takich problemów. Muszą się „The Reds” poprawić pod tym względem. W tabeli, w której brane są pod uwagę tylko i wyłącznie mecze wyjazdowe, Liverpool zajmuje dopiero 11. miejsce. Już na tym etapie sezonu ma o trzy remisy więcej na boiskach rywali niż w całym zeszłym sezonie i tylko o jedną porażkę mniej. 

***

Czy można mówić, że Liverpool jest dzisiaj w kryzysie? Oczywiście, że nie. Nie popadajmy od razu w tak skrajne opinie. Wydaje się po prostu, że zespół Jürgena Kloppa złapał małą zadyszkę. Dało się przewidzieć, że w tak napiętym sezonie taki moment po prostu przyjdzie. Biorąc dodatkowo pod uwagę ilość kontuzji, trzeba i tak podziwiać piłkarzy z Anfield za postawę w lidze. Dzisiaj nie ma powodów do żadnej paniki. Liverpool co prawda nie ułatwił sobie życia w ligowej tabeli, ale na tym etapie sezonu nie ma co zbytnio patrzeć na nią. Ona jeszcze wiele razy ulegnie przetasowaniu. Trzeba jednak będzie uważnie przyjrzeć się podopiecznym Jürgena Kloppa za niecałe dwa tygodnie. W meczu z Manchesterem United, bo to spotkanie może być odpowiedzią na wiele nurtujących pytań.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze