Manchester City w niedzielę rozgromił Liverpool 4:1 na Anfield. Antybohaterem gospodarzy został Alisson, który popełnił dwa fatalne błędy przy rozegraniu. „The Reds” po tym meczu znaleźli się w bardzo trudnym położeniu. Strata do lidera jest już bardzo duża, a w najbliższym czasie podopieczni Jürgena Kloppa mają jeszcze do rozegrania spotkania z Leicester City, RB Lipsk i Evertonem.
Mecze pomiędzy Liverpoolem a Manchesterem City zawsze miały wyjątkową atmosferę. Jednak za czasów Jürgena Kloppa i Pepa Guardioli stały się one prawdziwymi bataliami, na które czekano z niecierpliwieniem. W tych spotkaniach nigdy nie brakowało zwrotów akcji i emocji do samego końca, więc przed niedzielnym starciem właśnie tego wyczekiwano. Wagę meczu podnosił również fakt, że dla Liverpoolu mogło to być spotkanie kluczowe w kwestii walki o zwycięstwo w Premier League.
Mecz o być albo nie być
Wydawało się, że Liverpool po zwycięstwach z Tottenhamem i West Hamem wraca na dobre tory. Podopieczni Jürgena Kloppa bardzo dobrze zaprezentowali się dwukrotnie w Londynie i pokonali dwóch niewygodnych przeciwników. Mecz z Brighton miał dać kolejne potwierdzenie na to, że mistrzowie Anglii najgorsze mają już za sobą. Zwycięstwo z „Mewami” dobrze nastroiłoby również zespół z Anfield przed niedzielną batalią z Manchesterem City. Nic takiego się jednak nie stało, bo piłkarze Grahama Pottera wygrali tamto spotkanie. Dla zawodników Liverpoolu była to gorzka pigułka do przełknięcia, bo czwartkowa porażka sprawiła, że tracą już oni siedem punktów do drużyny Pepa Guardioli, a ta ma jeszcze zaległy mecz do rozegrania.
– W tej chwili nie liczymy się w wyścigu o tytuł – powiedział Andy Robertson po meczu z Brighton. Trudno się nie zgodzić ze Szkotem. Patrząc na formę, w jakiej znajdują się piłkarze Manchesteru City, wydaje się, że niełatwo będzie już podjąć rękawice Liverpoolowi w walce o tytuł. Na Anfield jednak wciąż wierzą, że jest to możliwe. Aby ten cel zrealizować, potrzebne było w niedziele zwycięstwo w starciu z maszyną Pepa Guardioli. Trzy punkty w tym spotkaniu byłyby niczym butla z tlenem dla podopiecznych Jürgena Kloppa.
– Skupiamy się na byciu sobą – powiedział na przedmeczowej konferencji prasowej Jürgen Klopp. Niemiec zdaje sobie sprawę, że jego zespół nie znajduje się obecnie w najlepszej możliwej formie. Brakuje kreatywności z przodu, obrona przecieka, a kontuzje nie ułatwiają pracy. Menedżer Liverpoolu wiedział jednak, że aby pokonać Manchester City, jego zespół będzie musiał uwierzyć w siebie i skupić się na swoich atutach. To miało zapewnić triumf nad drużyną Pepa Guardioli.
Lepszy Liverpool i zmarnowany karny gości
Oba zespoły rozpoczęły niedzielne spotkanie bardzo spokojnie. Widać było, że Liverpool darzy dużym szacunkiem swoich rywali, i z wzajemnością. Mimo to optyczną przewagę miał Manchester City. To goście dłużej utrzymywali się przy piłce i starali się złamać defensywę gospodarzy. Podopieczni Jürgena Kloppa byli jednak dobrze zorganizowani i nie dopuszczali piłkarzy Pepa Guardioli do własnego pola karnego. Pierwszy kwadrans minął więc na wzajemnym badaniu się. Nie było żadnych dogodnych okazji strzeleckich, ale w grze obu drużyn dało się zauważyć sporo świeżości, co dobrze wróżyło na resztę spotkania.










