Temat Rakowa Częstochowa jest na ustach całej piłkarskiej Polski z powodu sprawienia niemałej niespodzianki w ćwierćfinale Pucharu Polski. Częstochowianie, ku uciesze swoich kibiców, wyeliminowali obecnych mistrzów Polski i dzięki temu temat Rakowa w ekstraklasie jest coraz gorętszy. Dzisiaj wielu ekspertów zastanawia się, jak podopieczni Marka Papszuna poradziliby sobie na najwyższym poziomie rozgrywek. Postanowiliśmy ich trochę wyręczyć i sami przeprowadziliśmy taką małą symulację. Przy okazji przyjrzymy się sytuacji w walce o mistrza i utrzymanie.
Ligowy Bigos to seria felietonów, w których będziemy skupiali się na najważniejszych wydarzeniach minionej kolejki naszej rodzimej ligi. W czwartym wydaniu chcemy pobawić się w luźny, subiektywny, ale w miarę logiczny, jak na standardy naszej ekstraklasy, symulator rozgrywek. Drużyną, której w szczególności chcemy się przyjrzeć, jest obecny lider Fortuna 1. ligi – Raków Częstochowa.
Wydawało się, że po wyeliminowaniu w październiku zeszłego roku Lecha Poznań z rozgrywek Pucharu Tysiąca Drużyn piłkarze spod Jasnej Góry wyczerpali limit szczęścia. Jednakże trzeba sobie jasno powiedzieć, że zwycięstwa nad Lechem i Legią to nie były przypadki. Tam szczęście nie było głównym elementem, dzięki któremu Raków wyeliminował największe piłkarskie marki w Polsce. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że chociaż na papierze częstochowianie nie byli faworytem obu starć, to na boisku byli drużyną lepszą, dojrzalszą i co najważniejsze – skuteczniejszą.
Nic więc dziwnego, że ludzie zastanawiają się, co by było, gdyby Raków grał w ekstraklasie. Przecież drużyna Marka Papszuna demoluje rywali nie tylko w Pucharze Polski, lecz także w swojej lidze. W ekstraklasie lider Lechia Gdańsk ma raptem dwa punkty przewagi. Poziom niżej lider z Częstochowy ma całe jedenaście punktów więcej od drugiego ŁKS-u! Trudno nie stwierdzić, że kibice Rakowa z niecierpliwością wyczekują już końcówki sezonu, a co za tym idzie – awansu, który staje się coraz bardziej prawdopodobny.
Grupa spadkowa
Odkąd w ekstraklasie po rundzie zasadniczej następuje podział na grupę mistrzowską (osiem najlepszych drużyn) i grupę spadkową (osiem drużyn w dolnej części tabeli), można zauważyć pewną ciekawą sytuacje. Drużyny z dolnej części tabeli, nie chcąc doprowadzić do spadku z ekstraklasy, walczą do ostatniej kropli krwi. Być może nawet z większą determinacją od tych z grupy mistrzowskiej.
Toteż mogłoby sprawić, że z drużynami aspirującymi na tym etapie rozgrywek do grania w dolnej ósemce Raków mógłby mieć znacznie trudniej. Wpływ na to może mieć znacznie większa presja z takowymi rywalami. Dla przykładu podopieczni Marka Papszuna tydzień temu pokonali świetnie dysponowanego trzeciego w tabeli Piasta Gliwice. Dzisiaj grają z przedostatnią w tabeli Wisłą Płock. Tydzień temu grali bez presji. Po prostu nic nie musieli. Oni tylko mogli. Dzisiaj zwycięstwo to ich obowiązek!
Czy w meczu z wymienioną wyżej Wisłą Płock wygraliby bez problemu? Tutaj można polemizować. Przede wszystkim dlatego, że w pierwszej lidze częstochowianie udowadniają, że nie mają układu nerwowego, gdyż grają jak z nut. Nieważne, czy ich rywalami są drużyny z dolnej połówki tabeli czy z górnej. Po prostu wychodzą na boisko i robią swoje.











