Ligowy Bigos #4: Science fiction, czyli Raków w ekstraklasie


Obraz walki o mistrzostwo i utrzymanie na przykładzie subiektywnej symulacji poczynań Rakowa

18 marca 2019 Ligowy Bigos #4: Science fiction, czyli Raków w ekstraklasie
Łukasz Sobala / Press Focus

Temat Rakowa Częstochowa jest na ustach całej piłkarskiej Polski z powodu sprawienia niemałej niespodzianki w ćwierćfinale Pucharu Polski. Częstochowianie, ku uciesze swoich kibiców, wyeliminowali obecnych mistrzów Polski i dzięki temu temat Rakowa w ekstraklasie jest coraz gorętszy. Dzisiaj wielu ekspertów zastanawia się, jak podopieczni Marka Papszuna poradziliby sobie na najwyższym poziomie rozgrywek. Postanowiliśmy ich trochę wyręczyć i sami przeprowadziliśmy taką małą symulację. Przy okazji przyjrzymy się sytuacji w walce o mistrza i utrzymanie.


Udostępnij na Udostępnij na

Ligowy Bigos to seria felietonów, w których będziemy skupiali się na najważniejszych wydarzeniach minionej kolejki naszej rodzimej ligi. W czwartym wydaniu chcemy pobawić się w luźny, subiektywny, ale w miarę logiczny, jak na standardy naszej ekstraklasy, symulator rozgrywek. Drużyną, której w szczególności chcemy się przyjrzeć, jest obecny lider Fortuna 1. ligi – Raków Częstochowa.

Wydawało się, że po wyeliminowaniu w październiku zeszłego roku Lecha Poznań z rozgrywek Pucharu Tysiąca Drużyn piłkarze spod Jasnej Góry wyczerpali limit szczęścia. Jednakże trzeba sobie jasno powiedzieć, że zwycięstwa nad Lechem i Legią to nie były przypadki. Tam szczęście nie było głównym elementem, dzięki któremu Raków wyeliminował największe piłkarskie marki w Polsce. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że chociaż na papierze częstochowianie nie byli faworytem obu starć, to na boisku byli drużyną lepszą, dojrzalszą i co najważniejsze – skuteczniejszą.

Nic więc dziwnego, że ludzie zastanawiają się, co by było, gdyby Raków grał w ekstraklasie. Przecież drużyna Marka Papszuna demoluje rywali nie tylko w Pucharze Polski, lecz także w swojej lidze. W ekstraklasie lider Lechia Gdańsk ma raptem dwa punkty przewagi. Poziom niżej lider z Częstochowy ma całe jedenaście punktów więcej od drugiego ŁKS-u! Trudno nie stwierdzić, że kibice Rakowa z niecierpliwością wyczekują już końcówki sezonu, a co za tym idzie – awansu, który staje się coraz bardziej prawdopodobny.

Grupa spadkowa

Odkąd w ekstraklasie po rundzie zasadniczej następuje podział na grupę mistrzowską (osiem najlepszych drużyn) i grupę spadkową (osiem drużyn w dolnej części tabeli), można zauważyć pewną ciekawą sytuacje. Drużyny z dolnej części tabeli, nie chcąc doprowadzić do spadku z ekstraklasy, walczą do ostatniej kropli krwi. Być może nawet z większą determinacją od tych z grupy mistrzowskiej.

Toteż mogłoby sprawić, że z drużynami aspirującymi na tym etapie rozgrywek do grania w dolnej ósemce Raków mógłby mieć znacznie trudniej. Wpływ na to może mieć znacznie większa presja z takowymi rywalami. Dla przykładu podopieczni Marka Papszuna tydzień temu pokonali świetnie dysponowanego trzeciego w tabeli Piasta Gliwice. Dzisiaj grają z przedostatnią w tabeli Wisłą Płock. Tydzień temu grali bez presji. Po prostu nic nie musieli. Oni tylko mogli. Dzisiaj zwycięstwo to ich obowiązek!

Czy w meczu z wymienioną wyżej Wisłą Płock wygraliby bez problemu? Tutaj można polemizować. Przede wszystkim dlatego, że w pierwszej lidze częstochowianie udowadniają, że nie mają układu nerwowego, gdyż grają jak z nut. Nieważne, czy ich rywalami są drużyny z dolnej połówki tabeli czy z górnej. Po prostu wychodzą na boisko i robią swoje.

Z drugiej strony, chyba nikt nie ma wątpliwości, że od wielu lat nasza rodzima ekstraklasa jest strasznie nieprzewidywalna.

Nie bez powodu zresztą nawet ostatni mecz ostatniej drużyny w tabeli z liderem miał bardzo wysokie kursy. U jednego z popularniejszych bukmacherów, stawiając sto złotych na „pewne” zwycięstwo gości (lidera), można było zarobić aż 220 złotych. Czy to pewniak? W najlepszych ligach europejskich w takowych meczach zarobilibyśmy grosze. Oczywiście stawiając na „pewniaczka”…

Czy więc Raków grałby po rundzie zasadniczej w dolnej części tabeli? Niewykluczone. Jednak jeśli już, to z pewnością nie miałby problemów z utrzymaniem. Z kolei trudno wyobrazić sobie, by Raków w obecnej dyspozycji oddawał pole gry rywalom z dolnej połówki. Kiedy drużyna nie przegrywa meczu od sierpnia, to nie jest przypadek.

Na pewno problemem byłyby mecze z drużynami aspirującymi do gry w grupie mistrzowskiej. Takowe z reguły budzą się pod koniec rundy zasadniczej i z reguły nie odpuszczają. Są też takie drużyny jak Arka Gdynia. Gdynianie w zeszłym sezonie byli pewni utrzymania i w zasadzie w grupie spadkowej, będąc już pewnymi utrzymania, rozdawali punkty na lewo i prawo, ostatecznie zajmując bezpieczne 9. miejsce na koniec rozgrywek.

Grupa mistrzowska

Co tu dużo pisać. Autor tekstu naprawdę uważa, że walka o utrzymanie w polskiej lidze od kilku lat jest znacznie ciekawsza od walki o mistrzostwo ligi. Z czego to wynika? Być może z tego, że nasi ligowcy jakby z góry znają scenariusz tych rozgrywek. Wiadome jest, kto na końcu zatriumfuje, chociaż tak naprawdę drużyna ta wcale nie grała lepiej, jedynie była nieco sprytniejsza i czyhała na potknięcie innych rywali.

Nie od dziś walka o mistrzostwo Polski nazywana jest powszechnie określeniem „wyścig ślimaków”. Wzięło się to oczywiście z tego, że nikomu nie spieszy się, by objąć prowadzenie w tabeli z taką przewagą nad wiceliderem, która pozwalałaby już powoli cieszyć się ze zwycięstwa w lidze.

Spójrzmy chociażby na ligę włoską. Tam Juventus ostatnio uległ 0:2 Genoi. Porażka ta mogła być dla podopiecznych Massimiliano Allegriego dotkliwa. Nie z tego względu, że stracili punkty. Dlaczego? Ponieważ ponieśli pierwszą porażkę w lidze. A jeśli chodzi o ich przewagę punktową, to trzeba przyznać, że najprawdopodobniej (na pewno, na bank, na 100% i na mur beton) nikt im już nie zagrozi.

W Polsce jest inaczej. Jednakże co innego poziom niżej. Jedenaście punktów przewagi przyszłego ekstraklasowicza z Częstochowy to wynik, którego z pewnością zazdrości obecny lider ekstraklasy. Ponadto passa meczów bez porażki od sierpnia… To też rzadki obrazek na naszych ligowych boiskach. Czapki z głów, panie Papszun!

To jak w końcu Raków poradziłby sobie w grupie mistrzowskiej? Czy to, że grałby jak dotychczas z Legią czy Lechem w Pucharze Polski kompletnie bez presji ze strony kibiców czy ekspertów, byłoby niemałą pomocą?

Z jednej strony tak, z drugiej nie. Absurd, prawda? Dokładnie tak jak walka o mistrza w ekstraklasie. Niełatwo to pisać, ale z drugiej strony prawda jest taka, że walka o mistrza ustępuje tak naprawdę walce o europejskie puchary czy utrzymanie. To tam się dzieje znacznie więcej. Dlaczego? Jak już wspomniano, ma to związek z tym, że znamy przyszłego mistrza już na początku rozgrywek. Ba, może nawet przed rozpoczęciem rozgrywek.

W zeszłym sezonie mistrz Polski ponad pół sezonu grał bez trenera. W tym sezonie według nas przyszły mistrz Polski ma już trenera, który w DNA ma wpisany sukces, dlatego jego drużyna gra mocno pragmatycznie. Nie styl się liczy, ale wyniki. I te, jak by nie patrzeć, są. Drugie miejsce niedługo przed końcem rundy zasadniczej to dobry prognostyk przed „walką” o mistrzostwo po podziale.

Argumenty przemawiające za tym, że znamy mistrza Polski, znajdziemy TUTAJ.

A co do Rakowa… Mało prawdopodobne, by po awansie do ekstraklasy, co jest już coraz to bardziej prawdopodobne, miał zostać przyszłym Leicester City. Jednakże jesteśmy zdania, że w takiej formie i dyspozycji, jaką ma dzisiaj, to walka o górną ósemkę mogłaby być owocna. Mało tego, walka o puchary nie byłaby nieprawdopodobna.

Komentarze
Zielony (gość) - 4 miesiące temu

Racja walka o spadek jest ciekawsza niż o mistrzostwo ligi. Wyścig ślimaków zawsze był,będzie i jest. Napewno Z.Sosnowiec już skreślony jest, ale moim zdaniem może sie utrzymać. Zobaczycie

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze