Doświadczony trener, Wojciech Stawowy, w ostatnim czasie dał znać, że ma się dobrze i nie zamierza kończyć przygody z trenerką. ŁKS Łódź stał się kolejnym jego przystankiem w tej ciekawej i kolorowej karierze.
Kilka dni temu w polskiej piłce padła informacja, która zaskoczyła niejednego fachowca. Otóż w Łódzkim Klubie Sportowym zaszła zmiana na ławce trenerskiej.
Popierany przez zarząd Kazimierz Moskal dostał wolną rękę podczas przerwy spowodowanej szalejącym koronawirusem. Decyzja okazała się na tyle dziwna, ponieważ nikt w klubie nie podjął tak radykalnych kroków, mimo że o zwolnieniu szkoleniowca mówiło się od dłuższego czasu. Mimo wszystko Kazimierz Moskal miał ogromne poparcie decydentów klubu. Ni stąd, ni zowąd pożegnano byłego piłkarza m.in. Wisły Kraków, by w jego miejsce sprowadzić człowieka, który kojarzony jest z innym krakowskim klubem – Cracovią.
Zapomniany
Pięć lat bez pracy na najwyższych poziomach w polskim futbolu to dla takiego szkoleniowca jak życie w niebycie. Śledząc poprzednie dokonania trenera, każdy kolejny klub to równia pochyła. Człowiek, który miał być drugim sir Aleksem Fergusonem w Cracovii, trzecim szkoleniowcem, który wprowadzi polski klub do Champions League i jednocześnie polskim Pepem Guardiolą, od lat nie znajdował pracy w polskiej piłce.
Ostatnim jego przystankiem okazał się łódzki Widzew, z którym miał za zadanie obronić się przed spadkiem z I ligi. Przychodząc do czterokrotnego mistrza Polski, Stawowy mówił jednak nie o uniknięciu degradacji, lecz o Lidze Mistrzów, na którą w Widzewie czekają niczym dzieci na spotkanie świętego Mikołaja.
Sytuacja nie była łatwa. Przychodząc do Łodzi, musiał od razu wyciągać klub ze strefy spadkowej. Jak się później okazało, zadaniu krakowianin nie podołał, po czym pożegnał się z Widzewem, będąc jego ostatnim szkoleniowcem przed reaktywacją.
Po tej przygodzie niejednokrotnie wspominało się o Wojciechu Stawowym i jego pracy w którymś z klubów ekstraklasy. Plotki o jego rychłym powrocie szybko jednak ginęły. Ten nie dostał pracy na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, a pięć lat sprawiło, że wielu kibiców o nim najzwyczajniej w świecie zapomniało.
Gdzie był, gdy go nie było?
Znany ze stosowania taktyki tysiąca podań, tzw. tiki taki, szkoleniowiec w ostatnim czasie, choć nie był związany z żadnym klubem z najwyższych szczebli piłkarskich w Polsce, z pewnością się nie nudził. W wolnym od wielkiego futbolu czasie mógł zgłębiać tajniki idei piłkarskiej, której jest zwolennikiem w Escoli Varsovia.











