Poprzedni sezon był dla Lecha koszmarny. Zła forma sportowa, niska frekwencja na stadionie, słaba atmosfera w drużynie. Jednym słowem – dramat. Sezon 2019/2020 miał być nowym otwarciem, a mamy powtórkę z rozrywki. W poprzedniej kampanii „Kolejorz” był dopiero ósmy. W dużej mierze było to spowodowane wieloma błędami w defensywie. Ofensywa oczywiście także nie funkcjonowała dobrze (Lech Poznań był dopiero dziewiątą drużyną w lidze, jeśli chodzi o liczbę strzelonych goli), ale najbardziej zapamiętaliśmy wyczyny duetu Janicki – Vujadinović. Jednakże czy teraz faktycznie jest lepiej? Cytując Tadeusza Sznuka: „Otóż nie”.
Ligowy Bigos to seria felietonów, w których skupiamy się na najważniejszych wydarzeniach minionej kolejki naszej rodzimej ligi. W dzisiejszym wydaniu bierzemy na tapet fatalną postawę defensywy „Dumy Wielkopolski” oraz słabo funkcjonujący skauting klubu ze stolicy Wielkopolski.
„Kolejorz” po poprzednim sezonie miał oczywiście uzasadnione powody, by dokonać rewolucji w defensywie. Trzeba jednak umieć ją przeprowadzić. Tymczasem duet Rząsa – Terpiłowski dokonał rzeczy – wydawałoby się – niemożliwej. Ściągnął piłkarzy jeszcze gorszych. Dział skautingu jest najlepszym probierzem tego, jak funkcjonuje i jak zarządzany jest Lech Poznań.
https://twitter.com/mniklas98/status/1185603162708807680
„Halo, Nikola? Z tej strony Lech Poznań. Słuchaj, głupia sprawa wyszła”
Kiedy obserwuję poczynania nowych zawodników „Kolejorza”, to dochodzę do wniosku, że ci, którzy zostali pożegnani (skądinąd słusznie), to jednak nie byli tacy źli piłkarze i dobrze by było się z nimi przeprosić i zachęcić do powrotu. Jeden z nich nawet nie wyjechał z Poznania. Wystarczy przejść się na Wildę i namówić Wartę do odsprzedania byłego kapitana Lecha Łukasza Trałki, który jest zdecydowanie lepszym piłkarzem niż Karlo Muhar. O tym, że Burić jest dużo lepszym bramkarzem niż van der Hart, także nie trzeba nikogo przekonywać.
Nawet Nikola Vujadinović, który w pewnym momencie stał się już chodzącym memem, nie jest tak słaby jak najnowszy wynalazek skautingu – Djordje Crnomarković. I nie piszę tego, bo pasuje mi do z góry ustalonej tezy. Naprawdę mniejszym złem z duetu Vujadinović – Crnomarković jest ten pierwszy.
https://twitter.com/mniklas98/status/1187908420856418305
Oczywiście pamiętam o tym, że Czarnogórzec miał całą masę wad, które szczególnie mocno uwidoczniły się pod koniec jego pobytu w Poznaniu. Jeszcze kilka miesięcy temu kibice Lecha odliczali dni do jego odejścia i byli przekonani, że nie można być od niego gorszym. Tymczasem na Bułgarską zawitał Djordje Crnomarković i udowodnił, że niemożliwe nie istnieje. Ewidentnie widać, że skauci Lecha mają słabość do lewonożnych stoperów z Bałkanów. Szkoda tylko, że co jeden to gorszy.
Vujadinović nieźle sobie radził w pojedynkach powietrznych. W eliminacjach Ligi Europy przeciwko Utrechtowi w 2017 roku, kiedy Lech musiał strzelić gola, żeby awansować dalej, Czarnogórzec został przesunięty na ostatnie minuty meczu do ofensywy. Vujadinović praktycznie występował wtedy w ataku ze względu na to, że Lech w doliczonym czasie gry grał już w najprostszy możliwy sposób, czyli laga do przodu. Czarnogórzec bez większego trudu wygrywał pojedynki powietrzne z zawodnikami Utrechtu i po jego zgraniach piłki było gorąco w polu karnym Holendrów.











