Skoro wróciła do nas już Liga Mistrzów, to zaraz za nią podążyć musi Liga Europy. Uboga krewna – powiedzą niektórzy – i może jest w tym stwierdzeniu dużo racji, ale to nie znaczy, że zabraknie dobrego futbolu. Bo niejeden zespół z LE mógłby sobie bez problemu poradzić w tych bardziej elitarnych rozgrywkach. Szkoda, że w tym roku nie będzie meczów z udziałem Polaków, chociaż to nie oznacza, że nie będzie emocji. Na pewno nie będziemy mogli narzekać na ich brak w spotkaniach, których początek wyznaczono na godzinę 19:00, innymi słowy – w rywalizacji zespołów z grup A, B, C, D, E i F.
GRUPA A
Udinese Calcio – Anży Machaczkała
Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie w tej grupie odbędzie się najciekawszy mecz z tych rozegranych o godzinie 19:00. Trzeci zespół ostatniego sezonu Serie A – Udinese – podejmie bowiem napompowaną rublami Anży Machaczkała. Oba kluby przystąpią jednak do tego starcia w zupełnie innych nastrojach. Włosi sezon rozpoczęli fatalnie i gdyby nie ujemne punkty dla Sieny, to właśnie byliby w strefie spadkowej. Dodatkowo ekipa Wojciecha Pawłowskiego nie weszła do Ligi Mistrzów, przegrywając z Bragą. Tymczasem rosyjski klub ostatnie pięć meczów w lidze i LE wygrał i obecnie jest trzeci w tabeli. Skuteczności nie zatracił Eto’o, a i inne gwiazdy zaczynają grać coraz lepiej i wydaje się, że powoli Guus Hiddink zaczyna wszystko układać. Pewnym pocieszeniem dla Udinese może być to, że na Stadio Friuli nie przegrało od sześciu spotkań w pucharach. Oba zespoły wystąpią w prawie najmocniejszych składach. Wśród gospodarzy zabraknie tylko Luis Muriela, a do bramki wróci zawieszony ostatnio Brkić, co pewnie wypchnie Pawłowskiego na trybuny. Za to w ekipie z Machaczkały możemy nie zobaczyć podstawowego bramkarza – Gabulowa – którego zastąpi najpewniej Pomazan. Do gry wraca za to Jurij Żyrkow.
Young Boys Berno – Liverpool
Andre-Pierre Gignac gra w tym sezonie lepiej niż w poprzednim (fot. l’equipe.fr)
Drugi mecz przyniesie pewnie nieco mniej emocji, teoretycznie outsider grupy A, czyli Young Boys Berno, podejmie Liverpool. Mimo to goście wcale nie są murowanym kandydatem do zdobycia trzech punktów. W lidze zaczęli fatalnie i po czterech kolejkach są dopiero na 17. miejscu. Poza tym, mając przed sobą hitowy mecz z United w niedzielę, Brendan Rodgers zostawił w Anglii takich zawodników, jak: Reina, Gerrard, Suarez, Johnson, Skrtel, Agger, Allen i Kelly. To może być szansą na pokazanie się dla kilku młodych graczy, mowa tutaj o takich piłkarzach, jak: Yesil, Suso, Wisdom, Coady, Morgan, Flanagan, Robinson i Pacheco. W bramce stanie najpewniej Brad Jones, na boisku zobaczymy też prawdopodobnie Sahina, Carraghera, Coatesa, Hendersona, Downinga czy nowy nabytek LFC – Assaidiego. Ekipa Young Boys po ośmiu kolejkach jest w środku stawki szwajcarskiej Super League i wydaje się, że powinna być łatwym kąskiem dla „The Reds”. Ale zapewne wielu myślało podobnie choćby przed starciem z WBA, które przecież zakończyło się dla podopiecznych Rodgersa klęską…
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
GRUPA B
Hapoel Tel Awiw – Atletico Madryt
Druga grupa wydaje się dużo mniej wyrównana i kandydat do jej zdominowania jest jeden – Atletico Madryt. Obrońcy tytułu nie dostali możliwe najmocniejszych przeciwników, bo będą musieli sobie poradzić z portugalską Academicą, czeską Viktorią Pilzno oraz izraelskim Hapoelem Tel Awiw. Na początek Falcao i spółka udadzą się w swoją najdalszą tej jesieni podróż – do Izraela. Zespół ze stolicy Hiszpanii będzie miał szansę na swoje 14. zwycięstwo z rzędu w europejskich pucharach i chyba nikt nie przypuszcza, że ta sztuka mu się nie uda. Atletico jeszcze nigdy nie grało z rywalami z Izraela, za to Hapoel w starciach z drużynami z kraju mistrzów świata i Europy ma fatalny bilans – z 14 meczów wygrał tylko jeden i zremisował trzy. Gracze z Tel Awiwu mieli łatwą przeprawę w ostatniej rundzie eliminacji do LE, bo bez problemu ograli luksemburskie F91 Dudelange, a ogólnie są niepokonani od pięciu meczów w Europie. Poza tym swojej szansy na dobry wynik mogą upatrywać w tym, że Simeone pozostawił w Hiszpanii Gabiego, Godina, Ardę Turana, Filipe i Falcao. Gdyby nie to, że połowa wyjściowego składu została w domu, to moglibyśmy się spodziewać festiwalu strzeleckiego, bo madrytczycy w ostatnich trzech spotkaniach strzelali po cztery gole, a tak może być różnie. Pewne jest jednak, że to oni pozostają faworytem tego starcia.
Viktoria Pilzno – Academica Coimbra
Drugi mecz odbędzie się za naszą południową granicą, gdzie niedawni pogromcy Ruchu Chorzów – Viktoria Pilzno – podejmą Academicę. Trudno tutaj wskazać zdecydowanego faworyta, choć pieniądze lepiej postawić na gospodarzy. Ci bardzo dobrze zaczęli obecny sezon i po siedmiu kolejkach prowadzą w swojej lidze. Academica po trzech seriach gier jest dopiero dziewiąta, ale jeszcze nie przegrała, zaliczając trzy remisy, choć to chyba wynik poniżej oczekiwań, bo zespół nie miał jeszcze na rozkładzie nikogo mocniejszego. Na pewno dla obu drużyn będzie to bardzo ważne starcie, bo o ile Atletico wydaje się być poza zasięgiem reszty stawki, o tyle druga lokata, również dająca awans, jest możliwa do osiągnięcia przez każdego. Nie będzie zatem odpuszczania i miejmy nadzieję, że obejrzymy ładne widowisko.
GRUPA C
AEL Limasol – Borussią Moenchengladbach
Tutaj sytuacja bardziej przypomina tę z grupy A niż B. Wydaje się, że są trzy mocne zespoły i jeden outsider. Mowa o AEL Limassol, które swoją pierwszą przygodę z rozgrywkami grupowymi UEFA w historii rozpocznie od starcia z innymi świeżakami w stawce – Borussią Moenchengladbach. Oba zespoły łączy coś jeszcze – rozczarowanie, że nie udało im się awansować do fazy grupowej, ale Ligi Mistrzów. W końcu Cypryjczycy w zeszłym sezonie mieli swojego przedstawiciela w ćwierćfinale tych rozgrywek, a w tym nie mają nikogo. Natomiast Borussia to przecież czwarta drużyna zeszłego sezonu Bundesligi i wcale nie osłabiła się znacząco w lecie (pieniądze z transferu Reusa zostały przeznaczone na wartościowych następców). Zdawało się więc, że Dynamo Kijów jest w jej zasięgu. Stało się inaczej, a i początek w Bundeslidze nie napawa optymizmem. AEL w lidze wystartował najlepiej, jak mógł, w dwóch meczach zdobywając sześć punktów. Mimo to faworytem pozostają goście, którzy jeśli myślą o awansie, muszą na Cypr pojechać po trzy punkty, a nie na krótkie wakacje w środku tygodnia.
Fenerbahce Stambuł – Olympique Marsylia
Hitowe spotkanie w tej grupie również odbędzie się na południu Europy, tyle że w Turcji. Tam Fenerbahce podejmie bowiem Marsylię i na brak emocji nie powinniśmy narzekać. Gospodarze sezon zaczęli nieźle, bo w czterech kolejkach jeszcze nie przegrali, ale pewnie i tak oddaliby te dwa remisy, które po drodze zanotowali, za zwycięstwo i porażkę. Ich bilans wygląda jednak blado przy starcie w Ligue 1 Marsylii, która wygrała jak do tej pory wszystkie z pięciu meczów, wywożąc trzy punkty m.in. ze stadionu mistrza z Montpellier. Wydaje się, że fatalny poprzedni sezon to już przeszłość i w tym Olympique powróci na swoje miejsce, czyli do czołówki francuskich zespołów. Gdyby nie wyjazd na tak gorący teren, to pewnie można by uznać Marsylię na zdecydowanego faworyta, a tak bukmacherzy większe szanse dają gospodarzom. Chociaż ci do meczu przystąpią osłabieni brakiem Kuyta, Krasicia, Kesimala oraz Korkmaza, a niepewny jest występ Topala. Za to wśród gości nie pojawi się Diawara, a pod znakiem zapytania stoi gra Remy’ego. Choć brak tego drugiego nie powinien być szczególnym problemem, bo do dobrej formy wraca Gignac, który będzie jutro odpowiedzialny za strzelanie goli.
GRUPA D
Maritimo Funchal– Newcastle United
Dopiero co w poniedziałek wywieźli szczęśliwie punkt z Goodison Park, a już w czwartek czeka ich kolejny niełatwy wyjazd. Mowa o piłkarzach Newcastle, którzy zmierzą się poza domem z Maritimo. Bać się może nie muszą, ale respekt czuć powinni na pewno, wszak rywale dopiero co powstrzymali na własnych włościach sam Sporting Lizbona. Ten mecz jest jednak kolejnym przykładem na to, że angielskim klubom wcale na sukcesach w LE nie zależy. Traktują te rozgrywki mało prestiżowo, dużo więcej mogą zarobić w lidze, a przecież gra w Europa League to tylko dodatkowy wysiłek. Alan Pardew do Portugalii postanowił zabrać wyłącznie podstawowych obrońców. W kadrze nie znalazło się natomiast miejsce ani dla Cisse, ani dla Demby Ba, ani dla Cabayea, ani dla Gutierreza, ani dla Ben Arfy. Mimo to zwycięstwo gości nie byłoby wielką niespodzianką, ale również strata punktów nie będzie uznana za sensację.
Girondins Bordeaux – Club Brugge
Anita to jeden z niewielu podstawowych zawodników Newcastle, którzy pojechali do Maritimo (fot. Nufc.co.uk)
W drugim meczu tej grupy Bordeaux podejmie Club Brugge. Nie będzie to pierwsze starcie tych zespołów, bo w 2004 roku zespół z Francji dwa razy ograł rywali w IV rundzie Pucharu UEFA w sezonie 2003/2004 – 3:1 u siebie i 1:0 na wyjeździe. Dzisiaj „Żyrondyści” mają nadzieję, że historia się powtórzy, na co na pewno są niemałe szanse, wszak Bordeaux w Europie jest niepokonane u siebie od dziewięciu spotkań. Również w lidze zespół Ludovica Obraniaka nie zaznał jeszcze smaku porażki, choć po dwóch zwycięstwach przyszły trzy remisy, co i tak jest jednak dobrym wynikiem. Jeśli już jesteśmy przy historii, to z drugiej strony Club Brugge jeszcze nie przegrał z drużyną z Francji w fazie grupowej Pucharu UEFA/Ligi Europy. Goście uważać będą musieli m.in. na Jussiego. Brazylijski napastnik na pewno strzelonym golem będzie chciał uczcić swoje 29. urodziny, które będzie obchodził właśnie w czwartek.
GRUPA E
FC Kopenhaga– FK Molde
Tutaj na pierwszy plan wysuwają się małe derby Skandynawii, w których FC Kopenhaga podejmie norweskie Molde. Będzie to pojedynek mistrzów Danii oraz Norwegii, z których dużo bliżej awansu do LM byli ci pierwsi. Gracze z Kopenhagi dopiero po dogrywce odpadli w dwumeczu ostatniej rundy kwalifikacyjnej, w którym mierzyli się z Lille. Dużo gorzej wypadł trenerski debiut Ole Gunnara Solskjaera, bo jego podopieczni nie sprostali nawet FC Basel już w III rundzie eliminacji. Mimo to były napastnik Manchesteru United jako trener jeszcze nie przegrał w Europie na wyjeździe. Teraz walczy wraz ze swoimi zawodnikami o kolejny tytuł ligowy w Norwegii, gdzie po 22 kolejkach Molde zajmuje drugie miejsce, ale z liderem przegrywa tylko przez gorszy bilans bramkowy. Jutrzejsi rywale w swojej lidze prowadzą i jako jedyni w dziewięciu kolejkach nie dali się jeszcze pokonać. Wydaje się też, że to właśnie FCK będzie jutro faworytem, ale jak wiadomo, derby to derby i rządzą się własnymi prawami.
VfB Stuttgart – Steaua Bukareszt
W drugim meczu tej grupy VfB Stuttgart zagra u siebie ze Steauą Bukareszt. Na razie Niemcy grają w tym sezonie fatalnie. W trzech meczach zdobyli w lidze tylko jeden punkt i jednego gola, a i tę bramkę strzelili w meczu, w którym Bayern wbił im ich aż sześć. Na drugim biegunie znajdują się piłkarze z Bukaresztu, którzy w końcu chcą odzyskać utracony w 2006 roku tytuł mistrza kraju. Od początku wzięli się do roboty i po ośmiu kolejkach są liderem w kraju. Jutro na Mercedes-Benz Arena też nie będą bez szans, choć na pewno nie lubią grać w Niemczech. W historii jak do tej pory tylko dwa razy w tym kraju remisowali, a pozostałe pięć meczów przegrali. Z kolei Stuttgart jeszcze nigdy nie poniósł porażki z rumuńskim klubem, choć obie strony bezpośrednio jeszcze ze sobą nie rywalizowały. Jak dużo warte są te wszystkie historyczne wyliczenia, przekonamy się już jutro.
GRUPA F
SSC Napoli– AIK Sztokholm
Wydaje się, że w tej grupie jest dwóch pewnych kandydatów do awansu, choć pozostałe zespoły mogą im napsuć nieco krwi. Czy tak będzie, przekonamy się jutro, na razie bowiem najsilniejsze na papierze Napoli i PSV ze sobą nie zagrają. Łatwiejsze zadanie będą mieli Włosi, którzy nie dość, że powalczą u siebie, to jeszcze ze słabszym z pozostałych dwóch rywali – AIK-iem Sztokholm. Walter Mazzarri już zapowiedział, że weźmie przykład z innych szkoleniowców i da pograć kilku młodym zawodnikom. Nic dziwnego, w końcu gwiazdom przydałby się odpoczynek, tym bardziej że na razie neapolitańczycy zdobyli komplet punktów w Serie A, a kilku najważniejszych piłkarzy musiało przebyć wiele kilometrów, by w międzyczasie rozegrać spotkania w swoich reprezentacjach. AIK nie powinien być może chłopcem do bicia, ale na pewno też wymagającym rywalem. Gracze ze stolicy nie są hegemonem nawet w lidze szwedzkiej i po 22 kolejkach zajmują czwarte miejsce, choć do lidera tracą tylko dwa punkty, mając ich tyle samo oczek co drużyny z drugiego i trzeciego miejsca. Trzeba otwarcie napisać, że każdy inny wynik niż wygrana Napoli byłaby sensacją.
Dnipro Dnipropietrowsk – PSV Eindhoven
Dużo ciekawiej powinno być w Dniepropietrowsku, gdzie Dnipro podejmie PSV. W dzisiejszych czasach już nikt zespołów z Ukrainy nie lekceważy. Choć akurat gracze tej drużyny nadal nie mogą przerwać duopolu Szachtara i Dynama, to mogą być chyba uznani za trzecią siłę w kraju. A obecnie nawet drugą, bo w tej chwili Dnipro jest w lidze nad zespołem z Kijowa i jako jedyne oprócz Szachtara jeszcze nie przegrało. Zdaje sobie z tego sprawę Dick Advocaat, który na pokład samolotu zabrał praktycznie wszystkich pierwszoplanowych zawodników – z van Bommelem, Mertensem, Toivonenem czy Strootmanem na czele. Między słupkami zobaczymy zapewne Przemka Tytonia, który w ostatnim meczu ligowym puścił jednego gola, a że koledzy z ataku nie strzelili nic, to PSV przegrało z Utrechtem. Marsz po mistrzostwo, w które celuje Eindhoven, na razie nie idzie najlepiej, bo dziewięć zdobytych punktów po pięciu kolejkach i sześć oczek straty do lidera z Enschede już na starcie to nie jest świetny wynik. To jednak zła wiadomość dla rywali, w końcu „Rolnicy” gdzieś będą się chcieli odkuć.
Skoro wróciła do nas już Liga Mistrzów, to zaraz za nią podążyć musi Liga Europy. Uboga krewna – powiedzą niektórzy – i może jest w tym stwierdzeniu dużo racji, ale to nie znaczy, że zabraknie dobrego futbolu. Bo niejeden zespół z LE mógłby sobie bez problemu poradzić w tych bardziej elitarnych rozgrywkach. Szkoda, że w tym roku nie będzie meczów z udziałem Polaków, chociaż to nie oznacza, że nie będzie emocji. Na pewno nie będziemy mogli narzekać na ich brak w spotkaniach, których początek wyznaczono na godzinę 19:00, innymi słowy – w rywalizacji zespołów z grup A, B, C, D, E i F.
GRUPA A
Udinese Calcio – Anży Machaczkała
Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie w tej grupie odbędzie się najciekawszy mecz z tych rozegranych o godzinie 19:00. Trzeci zespół ostatniego sezonu Serie A – Udinese – podejmie bowiem napompowaną rublami Anży Machaczkała. Oba kluby przystąpią jednak do tego starcia w zupełnie innych nastrojach. Włosi sezon rozpoczęli fatalnie i gdyby nie ujemne punkty dla Sieny, to właśnie byliby w strefie spadkowej. Dodatkowo ekipa Wojciecha Pawłowskiego nie weszła do Ligi Mistrzów, przegrywając z Bragą. Tymczasem rosyjski klub ostatnie pięć meczów w lidze i LE wygrał i obecnie jest trzeci w tabeli. Skuteczności nie zatracił Eto’o, a i inne gwiazdy zaczynają grać coraz lepiej i wydaje się, że powoli Guus Hiddink zaczyna wszystko układać. Pewnym pocieszeniem dla Udinese może być to, że na Stadio Friuli nie przegrało od sześciu spotkań w pucharach. Oba zespoły wystąpią w prawie najmocniejszych składach. Wśród gospodarzy zabraknie tylko Luis Muriela, a do bramki wróci zawieszony ostatnio Brkić, co pewnie wypchnie Pawłowskiego na trybuny. Za to w ekipie z Machaczkały możemy nie zobaczyć podstawowego bramkarza – Gabulowa – którego zastąpi najpewniej Pomazan. Do gry wraca za to Jurij Żyrkow.
Young Boys Berno – Liverpool
Andre-Pierre Gignac gra w tym sezonie lepiej niż w poprzednim (fot. l’equipe.fr)
Drugi mecz przyniesie pewnie nieco mniej emocji, teoretycznie outsider grupy A, czyli Young Boys Berno, podejmie Liverpool. Mimo to goście wcale nie są murowanym kandydatem do zdobycia trzech punktów. W lidze zaczęli fatalnie i po czterech kolejkach są dopiero na 17. miejscu. Poza tym, mając przed sobą hitowy mecz z United w niedzielę, Brendan Rodgers zostawił w Anglii takich zawodników, jak: Reina, Gerrard, Suarez, Johnson, Skrtel, Agger, Allen i Kelly. To może być szansą na pokazanie się dla kilku młodych graczy, mowa tutaj o takich piłkarzach, jak: Yesil, Suso, Wisdom, Coady, Morgan, Flanagan, Robinson i Pacheco. W bramce stanie najpewniej Brad Jones, na boisku zobaczymy też prawdopodobnie Sahina, Carraghera, Coatesa, Hendersona, Downinga czy nowy nabytek LFC – Assaidiego. Ekipa Young Boys po ośmiu kolejkach jest w środku stawki szwajcarskiej Super League i wydaje się, że powinna być łatwym kąskiem dla „The Reds”. Ale zapewne wielu myślało podobnie choćby przed starciem z WBA, które przecież zakończyło się dla podopiecznych Rodgersa klęską…
GRUPA B
Hapoel Tel Awiw – Atletico Madryt
Druga grupa wydaje się dużo mniej wyrównana i kandydat do jej zdominowania jest jeden – Atletico Madryt. Obrońcy tytułu nie dostali możliwe najmocniejszych przeciwników, bo będą musieli sobie poradzić z portugalską Academicą, czeską Viktorią Pilzno oraz izraelskim Hapoelem Tel Awiw. Na początek Falcao i spółka udadzą się w swoją najdalszą tej jesieni podróż – do Izraela. Zespół ze stolicy Hiszpanii będzie miał szansę na swoje 14. zwycięstwo z rzędu w europejskich pucharach i chyba nikt nie przypuszcza, że ta sztuka mu się nie uda. Atletico jeszcze nigdy nie grało z rywalami z Izraela, za to Hapoel w starciach z drużynami z kraju mistrzów świata i Europy ma fatalny bilans – z 14 meczów wygrał tylko jeden i zremisował trzy. Gracze z Tel Awiwu mieli łatwą przeprawę w ostatniej rundzie eliminacji do LE, bo bez problemu ograli luksemburskie F91 Dudelange, a ogólnie są niepokonani od pięciu meczów w Europie. Poza tym swojej szansy na dobry wynik mogą upatrywać w tym, że Simeone pozostawił w Hiszpanii Gabiego, Godina, Ardę Turana, Filipe i Falcao. Gdyby nie to, że połowa wyjściowego składu została w domu, to moglibyśmy się spodziewać festiwalu strzeleckiego, bo madrytczycy w ostatnich trzech spotkaniach strzelali po cztery gole, a tak może być różnie. Pewne jest jednak, że to oni pozostają faworytem tego starcia.
Viktoria Pilzno – Academica Coimbra
Drugi mecz odbędzie się za naszą południową granicą, gdzie niedawni pogromcy Ruchu Chorzów – Viktoria Pilzno – podejmą Academicę. Trudno tutaj wskazać zdecydowanego faworyta, choć pieniądze lepiej postawić na gospodarzy. Ci bardzo dobrze zaczęli obecny sezon i po siedmiu kolejkach prowadzą w swojej lidze. Academica po trzech seriach gier jest dopiero dziewiąta, ale jeszcze nie przegrała, zaliczając trzy remisy, choć to chyba wynik poniżej oczekiwań, bo zespół nie miał jeszcze na rozkładzie nikogo mocniejszego. Na pewno dla obu drużyn będzie to bardzo ważne starcie, bo o ile Atletico wydaje się być poza zasięgiem reszty stawki, o tyle druga lokata, również dająca awans, jest możliwa do osiągnięcia przez każdego. Nie będzie zatem odpuszczania i miejmy nadzieję, że obejrzymy ładne widowisko.
GRUPA C
AEL Limasol – Borussią Moenchengladbach
Tutaj sytuacja bardziej przypomina tę z grupy A niż B. Wydaje się, że są trzy mocne zespoły i jeden outsider. Mowa o AEL Limassol, które swoją pierwszą przygodę z rozgrywkami grupowymi UEFA w historii rozpocznie od starcia z innymi świeżakami w stawce – Borussią Moenchengladbach. Oba zespoły łączy coś jeszcze – rozczarowanie, że nie udało im się awansować do fazy grupowej, ale Ligi Mistrzów. W końcu Cypryjczycy w zeszłym sezonie mieli swojego przedstawiciela w ćwierćfinale tych rozgrywek, a w tym nie mają nikogo. Natomiast Borussia to przecież czwarta drużyna zeszłego sezonu Bundesligi i wcale nie osłabiła się znacząco w lecie (pieniądze z transferu Reusa zostały przeznaczone na wartościowych następców). Zdawało się więc, że Dynamo Kijów jest w jej zasięgu. Stało się inaczej, a i początek w Bundeslidze nie napawa optymizmem. AEL w lidze wystartował najlepiej, jak mógł, w dwóch meczach zdobywając sześć punktów. Mimo to faworytem pozostają goście, którzy jeśli myślą o awansie, muszą na Cypr pojechać po trzy punkty, a nie na krótkie wakacje w środku tygodnia.
Fenerbahce Stambuł – Olympique Marsylia
Hitowe spotkanie w tej grupie również odbędzie się na południu Europy, tyle że w Turcji. Tam Fenerbahce podejmie bowiem Marsylię i na brak emocji nie powinniśmy narzekać. Gospodarze sezon zaczęli nieźle, bo w czterech kolejkach jeszcze nie przegrali, ale pewnie i tak oddaliby te dwa remisy, które po drodze zanotowali, za zwycięstwo i porażkę. Ich bilans wygląda jednak blado przy starcie w Ligue 1 Marsylii, która wygrała jak do tej pory wszystkie z pięciu meczów, wywożąc trzy punkty m.in. ze stadionu mistrza z Montpellier. Wydaje się, że fatalny poprzedni sezon to już przeszłość i w tym Olympique powróci na swoje miejsce, czyli do czołówki francuskich zespołów. Gdyby nie wyjazd na tak gorący teren, to pewnie można by uznać Marsylię na zdecydowanego faworyta, a tak bukmacherzy większe szanse dają gospodarzom. Chociaż ci do meczu przystąpią osłabieni brakiem Kuyta, Krasicia, Kesimala oraz Korkmaza, a niepewny jest występ Topala. Za to wśród gości nie pojawi się Diawara, a pod znakiem zapytania stoi gra Remy’ego. Choć brak tego drugiego nie powinien być szczególnym problemem, bo do dobrej formy wraca Gignac, który będzie jutro odpowiedzialny za strzelanie goli.
GRUPA D
Maritimo Funchal– Newcastle United
Dopiero co w poniedziałek wywieźli szczęśliwie punkt z Goodison Park, a już w czwartek czeka ich kolejny niełatwy wyjazd. Mowa o piłkarzach Newcastle, którzy zmierzą się poza domem z Maritimo. Bać się może nie muszą, ale respekt czuć powinni na pewno, wszak rywale dopiero co powstrzymali na własnych włościach sam Sporting Lizbona. Ten mecz jest jednak kolejnym przykładem na to, że angielskim klubom wcale na sukcesach w LE nie zależy. Traktują te rozgrywki mało prestiżowo, dużo więcej mogą zarobić w lidze, a przecież gra w Europa League to tylko dodatkowy wysiłek. Alan Pardew do Portugalii postanowił zabrać wyłącznie podstawowych obrońców. W kadrze nie znalazło się natomiast miejsce ani dla Cisse, ani dla Demby Ba, ani dla Cabayea, ani dla Gutierreza, ani dla Ben Arfy. Mimo to zwycięstwo gości nie byłoby wielką niespodzianką, ale również strata punktów nie będzie uznana za sensację.
Girondins Bordeaux – Club Brugge
Anita to jeden z niewielu podstawowych zawodników Newcastle, którzy pojechali do Maritimo (fot. Nufc.co.uk)
W drugim meczu tej grupy Bordeaux podejmie Club Brugge. Nie będzie to pierwsze starcie tych zespołów, bo w 2004 roku zespół z Francji dwa razy ograł rywali w IV rundzie Pucharu UEFA w sezonie 2003/2004 – 3:1 u siebie i 1:0 na wyjeździe. Dzisiaj „Żyrondyści” mają nadzieję, że historia się powtórzy, na co na pewno są niemałe szanse, wszak Bordeaux w Europie jest niepokonane u siebie od dziewięciu spotkań. Również w lidze zespół Ludovica Obraniaka nie zaznał jeszcze smaku porażki, choć po dwóch zwycięstwach przyszły trzy remisy, co i tak jest jednak dobrym wynikiem. Jeśli już jesteśmy przy historii, to z drugiej strony Club Brugge jeszcze nie przegrał z drużyną z Francji w fazie grupowej Pucharu UEFA/Ligi Europy. Goście uważać będą musieli m.in. na Jussiego. Brazylijski napastnik na pewno strzelonym golem będzie chciał uczcić swoje 29. urodziny, które będzie obchodził właśnie w czwartek.
GRUPA E
FC Kopenhaga– FK Molde
Tutaj na pierwszy plan wysuwają się małe derby Skandynawii, w których FC Kopenhaga podejmie norweskie Molde. Będzie to pojedynek mistrzów Danii oraz Norwegii, z których dużo bliżej awansu do LM byli ci pierwsi. Gracze z Kopenhagi dopiero po dogrywce odpadli w dwumeczu ostatniej rundy kwalifikacyjnej, w którym mierzyli się z Lille. Dużo gorzej wypadł trenerski debiut Ole Gunnara Solskjaera, bo jego podopieczni nie sprostali nawet FC Basel już w III rundzie eliminacji. Mimo to były napastnik Manchesteru United jako trener jeszcze nie przegrał w Europie na wyjeździe. Teraz walczy wraz ze swoimi zawodnikami o kolejny tytuł ligowy w Norwegii, gdzie po 22 kolejkach Molde zajmuje drugie miejsce, ale z liderem przegrywa tylko przez gorszy bilans bramkowy. Jutrzejsi rywale w swojej lidze prowadzą i jako jedyni w dziewięciu kolejkach nie dali się jeszcze pokonać. Wydaje się też, że to właśnie FCK będzie jutro faworytem, ale jak wiadomo, derby to derby i rządzą się własnymi prawami.
VfB Stuttgart – Steaua Bukareszt
W drugim meczu tej grupy VfB Stuttgart zagra u siebie ze Steauą Bukareszt. Na razie Niemcy grają w tym sezonie fatalnie. W trzech meczach zdobyli w lidze tylko jeden punkt i jednego gola, a i tę bramkę strzelili w meczu, w którym Bayern wbił im ich aż sześć. Na drugim biegunie znajdują się piłkarze z Bukaresztu, którzy w końcu chcą odzyskać utracony w 2006 roku tytuł mistrza kraju. Od początku wzięli się do roboty i po ośmiu kolejkach są liderem w kraju. Jutro na Mercedes-Benz Arena też nie będą bez szans, choć na pewno nie lubią grać w Niemczech. W historii jak do tej pory tylko dwa razy w tym kraju remisowali, a pozostałe pięć meczów przegrali. Z kolei Stuttgart jeszcze nigdy nie poniósł porażki z rumuńskim klubem, choć obie strony bezpośrednio jeszcze ze sobą nie rywalizowały. Jak dużo warte są te wszystkie historyczne wyliczenia, przekonamy się już jutro.
GRUPA F
SSC Napoli– AIK Sztokholm
Wydaje się, że w tej grupie jest dwóch pewnych kandydatów do awansu, choć pozostałe zespoły mogą im napsuć nieco krwi. Czy tak będzie, przekonamy się jutro, na razie bowiem najsilniejsze na papierze Napoli i PSV ze sobą nie zagrają. Łatwiejsze zadanie będą mieli Włosi, którzy nie dość, że powalczą u siebie, to jeszcze ze słabszym z pozostałych dwóch rywali – AIK-iem Sztokholm. Walter Mazzarri już zapowiedział, że weźmie przykład z innych szkoleniowców i da pograć kilku młodym zawodnikom. Nic dziwnego, w końcu gwiazdom przydałby się odpoczynek, tym bardziej że na razie neapolitańczycy zdobyli komplet punktów w Serie A, a kilku najważniejszych piłkarzy musiało przebyć wiele kilometrów, by w międzyczasie rozegrać spotkania w swoich reprezentacjach. AIK nie powinien być może chłopcem do bicia, ale na pewno też wymagającym rywalem. Gracze ze stolicy nie są hegemonem nawet w lidze szwedzkiej i po 22 kolejkach zajmują czwarte miejsce, choć do lidera tracą tylko dwa punkty, mając ich tyle samo oczek co drużyny z drugiego i trzeciego miejsca. Trzeba otwarcie napisać, że każdy inny wynik niż wygrana Napoli byłaby sensacją.
Dnipro Dnipropietrowsk – PSV Eindhoven
Dużo ciekawiej powinno być w Dniepropietrowsku, gdzie Dnipro podejmie PSV. W dzisiejszych czasach już nikt zespołów z Ukrainy nie lekceważy. Choć akurat gracze tej drużyny nadal nie mogą przerwać duopolu Szachtara i Dynama, to mogą być chyba uznani za trzecią siłę w kraju. A obecnie nawet drugą, bo w tej chwili Dnipro jest w lidze nad zespołem z Kijowa i jako jedyne oprócz Szachtara jeszcze nie przegrało. Zdaje sobie z tego sprawę Dick Advocaat, który na pokład samolotu zabrał praktycznie wszystkich pierwszoplanowych zawodników – z van Bommelem, Mertensem, Toivonenem czy Strootmanem na czele. Między słupkami zobaczymy zapewne Przemka Tytonia, który w ostatnim meczu ligowym puścił jednego gola, a że koledzy z ataku nie strzelili nic, to PSV przegrało z Utrechtem. Marsz po mistrzostwo, w które celuje Eindhoven, na razie nie idzie najlepiej, bo dziewięć zdobytych punktów po pięciu kolejkach i sześć oczek straty do lidera z Enschede już na starcie to nie jest świetny wynik. To jednak zła wiadomość dla rywali, w końcu „Rolnicy” gdzieś będą się chcieli odkuć.