Rozgrywki grupowe Ligi Europy osiągnęły już swój półmetek. Teraz czas na rewanże, po których kilka drużyn może sobie już zapewnić awans do fazy pucharowej. W grupach A, B, C, D, E i F na pewno nie zabraknie emocji.
Grupa A
Anży Machaczkała – Liverpool
W tej kolejce to spotkanie zapowiada się na jedno z ciekawszych, jeśli nie najciekawsze. Dwa tygodnie temu w Anglii gospodarze wygrali 1:0 i jeśli uda im się wywieźć trzy punkty również z Rosji, to będą o mały krok od awansu. Brendan Rodgers jednak tym razem wystawi zapewne bardziej rezerwowy skład niż w tamtym meczu, bo nie będzie chciał ryzykować zdrowia i w ogóle męczyć choćby Suareza czy Gerrarda na trzy dni przed wyjazdem na Stamford Bridge. Walijczyk na pewno nie będzie mógł też skorzystać z kontuzjowanych Lucasa, Boriniego, Kelly’ego i Johnsona. Guus Hiddink natomiast pewnie pośle do boju najlepszych oprócz również niedomagającego Lassa Diarry. Dla rosyjskiego klubu awans byłby już jakimś sukcesem, a wygrana z Liverpoolem na pewno bardzo ułatwi jego osiągnięcie.
Udinese Calcio – Young Boys Berno
Guus Hiddink już pewnie wymyślił, jak ograć Liverpool. Ale jak to się przełoży na wydarzenia na boisku? (fot. Skysports.com)
W Szwajcarii w 3. kolejce doszło do niemałej niespodzianki, bo skazywani na pożarcie ówcześni gospodarze wygrali 3:1, mocno komplikując Włochom sprawę awansu. Di Natale i spółka nie mogą sobie pozwolić na kolejną wpadkę, jeśli poważnie myślą o jakichś sukcesach w tej edycji LE. Można się zatem spodziewać ataków gospodarzy od samego początku spotkania. Niewykluczone jednak, że dojdzie do kolejnej niespodzianki, która tym razem byłaby chyba nawet sensacją.
Grupa B
Academica – Atletico Madryt
Obrońcy tytułu na razie w swojej grupie idealnie sobie radzą w roli jej faworytów. Diego Simeone stawia na razie na drugi garnitur, a piłkarze ze stolicy Hiszpanii i tak mają komplet punktów. Chociaż rywali nie gromią i nie rozjeżdżają jak walec, to spokojnie wygrywają i awans już praktycznie sobie zapewnili. Tylko kataklizm może ich powstrzymać, bo i jutrzejszy rywal, i Hapoel Tel Awiw tracą do Atletico osiem punktów. Łatwo zatem policzyć, że zwycięstwo, a przy korzystnym wyniku drugiego meczu nawet remis w Portugalii, daje im promocję do fazy pucharowej. Niewielka jest szansa, że tak się nie stanie.
Viktoria Pilzno – Hapoel Tel Awiw
Viktoria, która po drodze do fazy grupowej rozbiła m.in. Ruch Chorzów, to wyraźnie druga siła tej grupy. Porażka z Atletico była raczej nieunikniona i wkalkulowana, ale sześć punktów w pozostałych dwóch spotkaniach i remis rywali w meczu między sobą sprawiają, że i Czesi mają szansę na awans już jutro. Wystarczy, że wygrają, a Academica nie pokona Atletico. Skoro Viktorii udało się wywieźć trzy punkty z Izraela, to tym bardziej prawdopodobne, że wygra również u siebie. Czyli jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w tej grupie jutro nie będzie wątpliwości.
Fenerbahce to kolejna drużyna, która jutro będzie już pewnie jedną nogą w fazie pucharowej. Turcy na półmetku prowadzą w grupie, tylko Marsylia urwała im punkty, a jutro przyjeżdża do nich najsłabszy zespół z całej czwórki. AEL na pewno nie zrobi w tym sezonie takiej furory jak APOEL w zeszłym, to fakt. Goście będą chcieli chyba pozostawić po sobie tylko jak najlepsze wrażenie, bo o punktach raczej nie ma co marzyć. Co prawda porażka tylko 0:1 u siebie dwa tygodnie temu może sugerować, że nie warto ich pozbawiać szans, ale turecki zespół (jakikolwiek) u siebie i na wyjeździe to dwa różne światy. Fenerbahce, niesione żywiołowym dopingiem, musi jutro zgarnąć pełną pulę, a jeśli tak w istocie się stanie, to do awansu wystarczy później postawienie kropki nad i.
Olympique Marsylia – Borussia Moenchengladbach
Niemcy zaczęli rozgrywki fatalnie – od bezbramkowego remisu z AEL-em i porażki z Fenerbahce. Wygrana z Marsylią u siebie dwa tygodnie temu przywróciła jednak podopiecznym Luciena Favre nadzieję na awans. OM natomiast skomplikowało sobie nieco sytuację właśnie przez tę przegraną. Co prawda nadal to marsylczycy są wyżej w tabeli, ale jeśli jutro nie wygrają, to na ich drodze pojawią się kolejne przeszkody, być może nawet zbyt trudne do pokonania, bo w razie podziału punktów Borussia zyska wirtualną przewagę w postaci lepszego bilansu bezpośredniego. Wynik z Francji będzie miał wielki wpływ na to kto, zapewne obok Fenerbahce, wyjdzie z tej grupy.
Grupa D
Club Brugge – Newcastle
Alan Pardew od początku tej edycji wyraźnie pokazuje, że ważniejsza jest dla niego Premier League, wystawiając do LE głównie rezerwowych. Mimo to Newcastle i tak prowadzi pewnie w tabeli, a to głównie dzięki świetnej defensywie, która nie dała sobie jeszcze wbić gola. Takiej postawie „Sroki” zawdzięczają również to, że są blisko awansu, a nawet jutro mogą go sobie ostatecznie zapewnić. Wystarczy tylko pokonać Club Brugge, co jednak nie będzie takie łatwe, jak może się wydawać. Ekipa z Brugii na wyjeździe przegrała tylko 0:1 i nadal zachowuje szanse na awans, ale w przypadku jej porażki Bordeaux może poważnie odskoczyć. Dlatego gospodarze dadzą z siebie pewnie 120%, a na nieco osłabione Newcastle może to wystarczyć. Alan Pardew jednak tym razem chyba pośle do boju trochę mocniejszą jedenastkę (zabrał do Belgii m.in. Cabaye’a, Cisse, Colocciniego, Krula, Tiote) w nadziei, że zapewni ona awans i spokój w dwóch ostatnich kolejkach.
Bordeaux – Maritimo
Antonio Di Natale, Udinese Calcio (fot. Tuttosport.com)
By tak się jednak stało, musi zostać spełniony jeszcze jeden warunek. Mianowicie – Bordeaux nie może u siebie przegrać z Maritimo. Portugalczycy na razie okupują ostatnie miejsce, ale na półmetku mają tylko dwa punkty straty do jutrzejszego rywala. Gospodarze będą faworytami, ale nie do końca murowanymi, bo na wyjeździe sobie nie poradzili. Co prawda objęli prowadzenie, ale nie potrafili go utrzymać i mecz zakończył się wynikiem 1:1. Tym razem taki rezultat będzie Francuzom nie w smak, bo zależy im przynajmniej na drugiej lokacie i awansie, a kolejna strata punktów z outsiderem (przynajmniej papierowym) ucieszy przede wszystkim rywali z Brugii. Obraniak i koledzy, jeśli wszystko pójdzie tak, jak trzeba, powinni jednak jutro spokojnie wygrać i umocnić się na drugim miejscu w tabeli.
Grupa E
Molde – Steaua Bukareszt
To bardzo wyrównana grupa, ale po połowie rozegranych meczów na czoło dość zdecydowanie wysunęła się Steaua. Rumuni to ostatni niepokonany zespół w tej stawce i jutro w Norwegii będą się starali utrzymać ten status, a być może nawet, tak samo jak inni liderzy grup, zapewnić sobie awans. Warunkiem koniecznym do takiego rozstrzygnięcia jest wyjazdowa wygrana z Molde i korzystny wynik w drugim meczu. Dwa tygodnie temu ta pierwsza sztuka graczom z Bukaresztu się udała, bo zwyciężyli 2:0. Oczywiście w mroźnej Skandynawii o triumf będzie trudniej, o czym przekonał się nie tak dawno choćby Stuttgart. Podopieczni Solskjaera są tak samo nieobliczalni jak on podczas kariery piłkarskiej i mogą utrzeć nosa każdemu. Jeśli jutro im się uda, to walka o awans będzie nadal otwarta, jeśli nie, to w Bukareszcie będzie można przynajmniej mrozić, a być może już otwierać szampany.
FC Kopenhaga – VFB Stuttgart
Drugi mecz będzie dla Sttutgartu praktycznie ostatnią szansą na podtrzymanie marzeń o wyjściu z grupy. Niemiecki klub jest czerwoną latarnią, na razie zanotował dwa remisy i porażkę. Kolejna praktycznie przekreśliłaby jego szanse na awans, o który i tak będzie niezwykle trudno. Najpierw trzeba bowiem wygrać w Kopenhadze, co nie będzie łatwe, skoro nie udało się zwyciężyć u siebie. Poza tym Duńczycy mogą po tej kolejce mieć siedem punktów, czyli mają bardzo solidne podstawy do myślenia o promocji i grze dalej. To oni są jutro faworytami, a jak się wywiążą z tej roli, pokaże boisko.
Grupa F
Napoli – Dnipro
Gdyby ktoś obstawił przed początkiem rywalizacji, że na półmetku Dnipro będzie prowadziło w grupie z Napoli i PSV z kompletem punktów, to chyba zostałby wyśmiany. A rzeczywistość jest taka, że zarobiłby dużo pieniędzy, bo Ukraińcy idą przez tę edycję LE jak burza. Trzy mecze, dziewięć punktów, osiem goli strzelonych – to robi wrażenie. Teraz test najtrudniejszy, bo na razie Dnipro z kandydatami do awansu grało u siebie, a teraz przychodzi czas na wyjazd do Neapolu, gdzie w zeszłym sezonie poległ nawet późniejszy triumfator LM. Poza tym Włosi muszą ten mecz wygrać, jeśli nadal myślą o awansie, bo PSV również może niebezpiecznie odskoczyć, a brak zwycięstwa uniemożliwi też wyprzedzenie na koniec właśnie Dnipra. Goście powinni się zadowolić remisem, ponieważ może on im dać nawet awans, jeśli drugie spotkanie zakończy się korzystnym dla nich wynikiem.
AIK Sztokholm – PSV
Takim byłby brak zwycięstwa AIK nad PSV, wtedy Szwedzi również tracą możliwość wyprzedzenia Dnipra. To jednak wcale nie jest takie pewne, bo dwa tygodnie temu w Eindhoven był zaledwie remis 1:1. Dla Holendrów to dwa punkty stracone i teraz muszą zebrać pełną pulę, bo później czekają ich już tylko trudniejsze zadania. Tymczasem triumf pozwoli nadal z góry patrzyć na Napoli i tak naprawdę utrzymać kwestię awansu we własnych rękach. Jeśli bowiem PSV nie zwycięży, a Włosi tak, to oni przejmą pałeczkę i zaczną rozdawać karty, natomiast zwycięzcy Polish Masters będą musieli liczyć na potknięcia rywali. Dlatego też jutro podopieczni Dicka Advocaata zapewne dadzą z siebie wszystko i jeszcze trochę.
Rozgrywki grupowe Ligi Europy osiągnęły już swój półmetek. Teraz czas na rewanże, po których kilka drużyn może sobie już zapewnić awans do fazy pucharowej. W grupach A, B, C, D, E i F na pewno nie zabraknie emocji.
Grupa A
Anży Machaczkała – Liverpool
W tej kolejce to spotkanie zapowiada się na jedno z ciekawszych, jeśli nie najciekawsze. Dwa tygodnie temu w Anglii gospodarze wygrali 1:0 i jeśli uda im się wywieźć trzy punkty również z Rosji, to będą o mały krok od awansu. Brendan Rodgers jednak tym razem wystawi zapewne bardziej rezerwowy skład niż w tamtym meczu, bo nie będzie chciał ryzykować zdrowia i w ogóle męczyć choćby Suareza czy Gerrarda na trzy dni przed wyjazdem na Stamford Bridge. Walijczyk na pewno nie będzie mógł też skorzystać z kontuzjowanych Lucasa, Boriniego, Kelly’ego i Johnsona. Guus Hiddink natomiast pewnie pośle do boju najlepszych oprócz również niedomagającego Lassa Diarry. Dla rosyjskiego klubu awans byłby już jakimś sukcesem, a wygrana z Liverpoolem na pewno bardzo ułatwi jego osiągnięcie.
Udinese Calcio – Young Boys Berno
Guus Hiddink już pewnie wymyślił, jak ograć Liverpool. Ale jak to się przełoży na wydarzenia na boisku? (fot. Skysports.com)
W Szwajcarii w 3. kolejce doszło do niemałej niespodzianki, bo skazywani na pożarcie ówcześni gospodarze wygrali 3:1, mocno komplikując Włochom sprawę awansu. Di Natale i spółka nie mogą sobie pozwolić na kolejną wpadkę, jeśli poważnie myślą o jakichś sukcesach w tej edycji LE. Można się zatem spodziewać ataków gospodarzy od samego początku spotkania. Niewykluczone jednak, że dojdzie do kolejnej niespodzianki, która tym razem byłaby chyba nawet sensacją.
Grupa B
Academica – Atletico Madryt
Obrońcy tytułu na razie w swojej grupie idealnie sobie radzą w roli jej faworytów. Diego Simeone stawia na razie na drugi garnitur, a piłkarze ze stolicy Hiszpanii i tak mają komplet punktów. Chociaż rywali nie gromią i nie rozjeżdżają jak walec, to spokojnie wygrywają i awans już praktycznie sobie zapewnili. Tylko kataklizm może ich powstrzymać, bo i jutrzejszy rywal, i Hapoel Tel Awiw tracą do Atletico osiem punktów. Łatwo zatem policzyć, że zwycięstwo, a przy korzystnym wyniku drugiego meczu nawet remis w Portugalii, daje im promocję do fazy pucharowej. Niewielka jest szansa, że tak się nie stanie.
Viktoria Pilzno – Hapoel Tel Awiw
Viktoria, która po drodze do fazy grupowej rozbiła m.in. Ruch Chorzów, to wyraźnie druga siła tej grupy. Porażka z Atletico była raczej nieunikniona i wkalkulowana, ale sześć punktów w pozostałych dwóch spotkaniach i remis rywali w meczu między sobą sprawiają, że i Czesi mają szansę na awans już jutro. Wystarczy, że wygrają, a Academica nie pokona Atletico. Skoro Viktorii udało się wywieźć trzy punkty z Izraela, to tym bardziej prawdopodobne, że wygra również u siebie. Czyli jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w tej grupie jutro nie będzie wątpliwości.
Grupa C
Fenerbahce – AEL Limassol
Fenerbahce to kolejna drużyna, która jutro będzie już pewnie jedną nogą w fazie pucharowej. Turcy na półmetku prowadzą w grupie, tylko Marsylia urwała im punkty, a jutro przyjeżdża do nich najsłabszy zespół z całej czwórki. AEL na pewno nie zrobi w tym sezonie takiej furory jak APOEL w zeszłym, to fakt. Goście będą chcieli chyba pozostawić po sobie tylko jak najlepsze wrażenie, bo o punktach raczej nie ma co marzyć. Co prawda porażka tylko 0:1 u siebie dwa tygodnie temu może sugerować, że nie warto ich pozbawiać szans, ale turecki zespół (jakikolwiek) u siebie i na wyjeździe to dwa różne światy. Fenerbahce, niesione żywiołowym dopingiem, musi jutro zgarnąć pełną pulę, a jeśli tak w istocie się stanie, to do awansu wystarczy później postawienie kropki nad i.
Olympique Marsylia – Borussia Moenchengladbach
Niemcy zaczęli rozgrywki fatalnie – od bezbramkowego remisu z AEL-em i porażki z Fenerbahce. Wygrana z Marsylią u siebie dwa tygodnie temu przywróciła jednak podopiecznym Luciena Favre nadzieję na awans. OM natomiast skomplikowało sobie nieco sytuację właśnie przez tę przegraną. Co prawda nadal to marsylczycy są wyżej w tabeli, ale jeśli jutro nie wygrają, to na ich drodze pojawią się kolejne przeszkody, być może nawet zbyt trudne do pokonania, bo w razie podziału punktów Borussia zyska wirtualną przewagę w postaci lepszego bilansu bezpośredniego. Wynik z Francji będzie miał wielki wpływ na to kto, zapewne obok Fenerbahce, wyjdzie z tej grupy.
Grupa D
Club Brugge – Newcastle
Alan Pardew od początku tej edycji wyraźnie pokazuje, że ważniejsza jest dla niego Premier League, wystawiając do LE głównie rezerwowych. Mimo to Newcastle i tak prowadzi pewnie w tabeli, a to głównie dzięki świetnej defensywie, która nie dała sobie jeszcze wbić gola. Takiej postawie „Sroki” zawdzięczają również to, że są blisko awansu, a nawet jutro mogą go sobie ostatecznie zapewnić. Wystarczy tylko pokonać Club Brugge, co jednak nie będzie takie łatwe, jak może się wydawać. Ekipa z Brugii na wyjeździe przegrała tylko 0:1 i nadal zachowuje szanse na awans, ale w przypadku jej porażki Bordeaux może poważnie odskoczyć. Dlatego gospodarze dadzą z siebie pewnie 120%, a na nieco osłabione Newcastle może to wystarczyć. Alan Pardew jednak tym razem chyba pośle do boju trochę mocniejszą jedenastkę (zabrał do Belgii m.in. Cabaye’a, Cisse, Colocciniego, Krula, Tiote) w nadziei, że zapewni ona awans i spokój w dwóch ostatnich kolejkach.
Bordeaux – Maritimo
Antonio Di Natale, Udinese Calcio (fot. Tuttosport.com)
By tak się jednak stało, musi zostać spełniony jeszcze jeden warunek. Mianowicie – Bordeaux nie może u siebie przegrać z Maritimo. Portugalczycy na razie okupują ostatnie miejsce, ale na półmetku mają tylko dwa punkty straty do jutrzejszego rywala. Gospodarze będą faworytami, ale nie do końca murowanymi, bo na wyjeździe sobie nie poradzili. Co prawda objęli prowadzenie, ale nie potrafili go utrzymać i mecz zakończył się wynikiem 1:1. Tym razem taki rezultat będzie Francuzom nie w smak, bo zależy im przynajmniej na drugiej lokacie i awansie, a kolejna strata punktów z outsiderem (przynajmniej papierowym) ucieszy przede wszystkim rywali z Brugii. Obraniak i koledzy, jeśli wszystko pójdzie tak, jak trzeba, powinni jednak jutro spokojnie wygrać i umocnić się na drugim miejscu w tabeli.
Grupa E
Molde – Steaua Bukareszt
To bardzo wyrównana grupa, ale po połowie rozegranych meczów na czoło dość zdecydowanie wysunęła się Steaua. Rumuni to ostatni niepokonany zespół w tej stawce i jutro w Norwegii będą się starali utrzymać ten status, a być może nawet, tak samo jak inni liderzy grup, zapewnić sobie awans. Warunkiem koniecznym do takiego rozstrzygnięcia jest wyjazdowa wygrana z Molde i korzystny wynik w drugim meczu. Dwa tygodnie temu ta pierwsza sztuka graczom z Bukaresztu się udała, bo zwyciężyli 2:0. Oczywiście w mroźnej Skandynawii o triumf będzie trudniej, o czym przekonał się nie tak dawno choćby Stuttgart. Podopieczni Solskjaera są tak samo nieobliczalni jak on podczas kariery piłkarskiej i mogą utrzeć nosa każdemu. Jeśli jutro im się uda, to walka o awans będzie nadal otwarta, jeśli nie, to w Bukareszcie będzie można przynajmniej mrozić, a być może już otwierać szampany.
FC Kopenhaga – VFB Stuttgart
Drugi mecz będzie dla Sttutgartu praktycznie ostatnią szansą na podtrzymanie marzeń o wyjściu z grupy. Niemiecki klub jest czerwoną latarnią, na razie zanotował dwa remisy i porażkę. Kolejna praktycznie przekreśliłaby jego szanse na awans, o który i tak będzie niezwykle trudno. Najpierw trzeba bowiem wygrać w Kopenhadze, co nie będzie łatwe, skoro nie udało się zwyciężyć u siebie. Poza tym Duńczycy mogą po tej kolejce mieć siedem punktów, czyli mają bardzo solidne podstawy do myślenia o promocji i grze dalej. To oni są jutro faworytami, a jak się wywiążą z tej roli, pokaże boisko.
Grupa F
Napoli – Dnipro
Gdyby ktoś obstawił przed początkiem rywalizacji, że na półmetku Dnipro będzie prowadziło w grupie z Napoli i PSV z kompletem punktów, to chyba zostałby wyśmiany. A rzeczywistość jest taka, że zarobiłby dużo pieniędzy, bo Ukraińcy idą przez tę edycję LE jak burza. Trzy mecze, dziewięć punktów, osiem goli strzelonych – to robi wrażenie. Teraz test najtrudniejszy, bo na razie Dnipro z kandydatami do awansu grało u siebie, a teraz przychodzi czas na wyjazd do Neapolu, gdzie w zeszłym sezonie poległ nawet późniejszy triumfator LM. Poza tym Włosi muszą ten mecz wygrać, jeśli nadal myślą o awansie, bo PSV również może niebezpiecznie odskoczyć, a brak zwycięstwa uniemożliwi też wyprzedzenie na koniec właśnie Dnipra. Goście powinni się zadowolić remisem, ponieważ może on im dać nawet awans, jeśli drugie spotkanie zakończy się korzystnym dla nich wynikiem.
AIK Sztokholm – PSV
Takim byłby brak zwycięstwa AIK nad PSV, wtedy Szwedzi również tracą możliwość wyprzedzenia Dnipra. To jednak wcale nie jest takie pewne, bo dwa tygodnie temu w Eindhoven był zaledwie remis 1:1. Dla Holendrów to dwa punkty stracone i teraz muszą zebrać pełną pulę, bo później czekają ich już tylko trudniejsze zadania. Tymczasem triumf pozwoli nadal z góry patrzyć na Napoli i tak naprawdę utrzymać kwestię awansu we własnych rękach. Jeśli bowiem PSV nie zwycięży, a Włosi tak, to oni przejmą pałeczkę i zaczną rozdawać karty, natomiast zwycięzcy Polish Masters będą musieli liczyć na potknięcia rywali. Dlatego też jutro podopieczni Dicka Advocaata zapewne dadzą z siebie wszystko i jeszcze trochę.
Komentarze1
~
~Kacper
Anżi Machaczkała – Liverpool FC 1:1
Udinese Calcio – Young Boys Berno 2:1
Academica – Atletico Madryt 0:5
Victoria Pilzno – Hapoel Tel Aviv 1:0
Fenerbahce Stambuł – AEL Limassol 2:0
Olimique Marsylia – Borussia Moenchengladbach 2:2
Club Brugge – Newcastle 1:3
Bordeaux – Maritimo 3:0
Molde – Steaua Bukareszt 0:4
FC Kopenhaga – VfB Stuttgart 2:4
Napoli – Dnipro Dniepropietrowsk 2:1
AIK Solna – PSV Eindhoven 0:3
Mam nadzieję, że będą takie wyniki, albo może
podobne :)