0:3 z Romą, 0:4 z Liverpoolem i 2:8 z Bayernem. FC Barcelona konsekwentnie od kilku lat zaliczała kompromitujące wpadki w Lidze Mistrzów, a w tym roku przeszła samą siebie. Brak awansu z fazy grupowej to naprawdę duży cios, niemniej jednak jest szansa na choćby częściową rekompensatę. Już o 18:45 „Duma Katalonii” na Stadio San Paolo powalczy z SSC Napoli o awans w Lidze Europy. Pierwszy mecz zakończył się remisem 1:1, lecz są podstawy do wiary w awans, jak i zwycięstwo w całym turnieju.
To debiut Barcelony w Lidze Europy, lecz trzeba pamiętać, że to nie będzie jej pierwszy występ w pucharze „drugiej kategorii”. W sezonie 2003/2004 drużyna z Katalonii brała udział w Pucharze UEFA i odpadła w IV rundzie ze szkockim Celtikiem. Klub, podobnie jak teraz, był w przebudowie i udział w pucharze pocieszenia stał się prologiem złotego okresu. Już dwa lata później drużyna ówczesnego trenera, Franka Rijkarda, sięgnęła po tytuł mistrzowski oraz Ligę Mistrzów.
Coś drgnęło
FC Barcelona w tym sezonie przeżyła istną katastrofę. Odejście Lionela Messiego, fatalna forma w lidze i mecze z Bayernem w LM, które udowodniły, że „Blaugrana” to już nie jest europejski top. Chwilą nadziei dla kibiców i klubu było zwolnienie Ronalda Koemana. Holender pod koniec swojej kadencji zdawał się robić wszystko, by w końcu go pożegnano. I tak też zrobiono. Na jego miejsce przyszedł Xavi. Z pewnością inaczej wyobrażaliśmy sobie jego powrót na Camp Nou. Oczywiście — to była wielka chwila, lecz jednocześnie pojawiło się sporo znaków zapytania. „Barca” znajdowała się wtedy przecież w ogromnych tarapatach. Czy Xavi da radę? Czy udźwignie kryzys?
Pierwszy miesiąc Xaviego można było określić jako słodko-gorzki. Później już zaczęło to wyglądać całkiem dobrze. Co prawda nie udało się awansować do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, ale przynajmniej sytuacja w lidze zaczęła prezentować się nieco lepiej. Były rozgrywający Barcelony potrzebował trochę czasu na zapoznanie się z problemami zespołu, by zastosować odpowiednie antidotum. Widać, że w końcu właściwy człowiek piastuje stanowisko trenera. Wciąż zdarzają się wpadki (chociażby porażka z Bilbao w Pucharze Hiszpanii), ale trzeba przyznać, że dotychczas 42-latek radzi sobie przyzwoicie. Za jego kadencji klub przegrał tylko jeden mecz w lidze i włączył się do walki o TOP4.
Warto też zwrócić uwagę na ostatnie ruchy transferowe. Pozytywnym zaskoczeniem jest z pewnością postawa Adamy Traore. Hiszpan w Wolverhampton był jedynie rezerwowym, lecz w Barcelonie pokazuje wielką klasę. Umiejętnie wykorzystuje swoje warunki fizyczne, widać, że rozumie pomysły Xaviego i dotychczas niemalże żaden obrońca nie potrafi znaleźć na niego sposobu. Kolejnym udanym transferem okazał się Pierre-Emerick Aubameyang. Gabończyk w ostatnim spotkaniu z Valencią strzelił hat-tricka i udowodnił, że wciąż ma to coś! Na pochwałę również zasługuje Ferran Torres. Choć ostatnio ma mocno rozregulowany celownik, to jest dobrą inwestycją w przyszłość i Barcelona z pewnością będzie miała z niego sporo pociechy. To wszystko naprawdę prezentuje się nieźle i daje nadzieje kibicom „Blaugrany” na powrót lepszych czasów.










