W finale Ligi Europy zgodnie z oczekiwaniami ekspertów wygrało Atletico Madryt. Bohaterem „Los Colchoneros” został Antoine Griezmann, który przełamał klątwę finałów. Dla hiszpańskiego klubu był to trzeci triumf w europejskich rozgrywkach „mniejszego” kalibru w XXI w. Olympique’owi Marsylia nie pomogło starcie na francuskiej ziemi oraz powrót po kontuzji na finał Dimitriego Payeta, który niestety przedwcześnie opuścił boisko w Lyonie.
Tegoroczna edycja Ligi Europy kończyła się meczem rozgrywanym na Parc Olympique Lyonnais. W finale spotkało się Atletico Madryt z Olympique Marsylia. Dla wielu od momentu rozpoczęcia fazy pucharowej pewniakiem do końcowego triumfu była hiszpańska ekipa. Z kolei raczej mało kto się spodziewał, że to właśnie marsylczycy będą drugim uczestnikiem finału.
Finał z podtekstami
Starcie Atletico z Olympique Marsylia miało także wiele ciekawych podtekstów. Dla hiszpańskiej drużyny to przygotowanie do… przyszłorocznego finału Ligi Mistrzów. Odbędzie się on na nowo powstałym obiekcie „Los Colchoneros” – Wanda Metropolitano. Finał to także ważny mecz dla Lucasa Hernandeza, i to podwójnie. Lewy obrońca wicelidera La Liga urodził się w Marsylii i zaczynał w tym klubie przygodę z futbolem. Podobnie sprawa się ma z Antoinem Griezmannem. Lider Atletico i reprezentacji Francji urodził się niedaleko Lyonu, a więc miejsca rozgrywania finału. Jego idolem był Sonny Anderson, a sam młody Francuz chciał trafić do OL. Niestety tam mu powiedziano, że jest za niski na piłkarza. Dzisiaj wieczorem nie pierwszy raz pokazał władzom Olympique Lyon, jak bardzo się pomylili.












