Pomysł na grę przeciwko Łotyszom w eliminacjach do mistrzostw Europy może być tylko jeden. „Biało-czerwoni” są skazani na prowadzenie gry w tym meczu i wyjście dwójką napastników można wziąć za pewnik. Jedno miejsce z urzędu należy się Robertowi Lewandowskiemu, kto zatem powinien mu towarzyszyć?
Gdy spojrzy się na formę Arkadiusza Milika i Krzysztofa Piątka, rodzi się wątpliwość. Wydaje się, że selekcjoner stoi przed wyborem między dżumą a cholerą. Obaj w swoich klubach zawodzą, a przecież grać kimś trzeba. W Rydze musimy wyjść nastawieni na atak, więc drugi napastnik to pozycja obowiązkowa. Jej obsadzenie może jednak przyprawić o ból głowy.
Niewykorzystane sytuacje się mszczą
To słynne zdanie pasuje do sytuacji Milika w Napoli jak ulał. Zmienić należy jedynie sposób, w jaki ta zemsta nadchodzi. Najczęściej chodzi oczywiście o utratę gola, polski napastnik oberwał jednak w nieco inny sposób. Słabą skuteczność pod bramką przeciwnika przypłacił miejscem w wyjściowej jedenastce. W sześciu meczach, w których mógł wystąpić, pojawił się na boisku trzykrotnie. Dwa razy rozpoczynał spotkanie w pierwszym składzie, lecz ani jednego nie dokończył. Zaliczył również kwadrans w starciu z Cagliari, a trzy mecze obejrzał w całości z ławki rezerwowych.
Dla porównania w zeszłym sezonie na tym etapie rozgrywek miał już na koncie rozegranych osiem na dziewięć gier. Na jego niekorzyść gra również dobra forma nowego napastnika Napoli, Fernando Llorente. Hiszpan w siedmiu dotychczasowych spotkaniach zdobył trzy bramki i zaliczył jedną asystę. Zerowy dorobek Milika wypada więc przy tym blado, tym bardziej że Polak zmarnował już w tym sezonie kilka bardzo dogodnych sytuacji.
Nieskuteczność naszego napastnika zaczęła być szeroko komentowana we włoskich mediach. Oceny jego występów są bardzo surowe, zazwyczaj słusznie. Jeśli Milik ma spróbować gdzieś odbudować swoją pewność siebie, to właśnie na zgrupowaniu kadry. W drużynie Carlo Ancelottiego może być mu o to coraz trudniej.
Pistolety bez naboi
Nie lepiej sytuacja przedstawia się w Mediolanie. Krzysztof Piątek doczekał się upragnionej „dziewiątki” w drużynie „Rossonerich” i… przestał strzelać. Letnia zmiana na ławce trenerskiej nie wyszła na dobre polskiemu napastnikowi. Gra Milanu od początku sezonu wołała o pomstę do nieba, do czego dostosowała się forma byłego gracza Genoi.
Marco Giampaolo we wtorek pożegnał się z posadą i trzeba mieć nadzieję, że nowy trener będzie potrafił wydobyć z Piątka jego najlepsze cechy. Do tej pory nasz atakujący w siedmiu meczach zdobył dwie bramki, obie z jedenastu metrów. To o jedną mniej, niż ma w trwających kwalifikacjach do przyszłorocznego Euro.











