Mimo optycznej przewagi Real Betis Balompie przegrał u siebie 0:1 z Levante. Jedyna bramka padła w pierwszej połowie spotkania – w 33. minucie do siatki trafił Juanlu. Przez resztę meczu gospodarze nieudolnie starali się doprowadzić do wyrównania, jednak ostatecznie to drużyna z Walencji zgarnęła trzy punkty.
Przed rozpoczęciem tegorocznych rozgrywek Primera Division nikt nie przypuszczał, że starcie Betisu z walenckim Levante będzie meczem na szczycie. Statystyki są jednak zaskakujące – andaluzyjska ekipa od początku utrzymuje się w ścisłej czołówce i przed 7. kolejką była liderem klasyfikacji. Tylko nieco gorzej radzą sobie podopieczni Juana Martineza, którzy po pięciu spotkaniach znajdowali się na ostatnim miejscu podium, mając na koncie zaledwie jeden punkt mniej niż ekipa Pepego Mela. Mecz na Estadio Benito Villamarin zapowiadał się więc co najmniej interesująco.
Na początku pojedynku Betis bez pośpiechu budował atak pozycyjny, a goście próbowali grać z kontrataku. Już w 3. minucie w starciu z Arouną Kone poważnej kontuzji doznał stoper gospodarzy, Mario, chwilę później zniesiony z murawy na noszach. Na jego miejsce wszedł Antonio Amaya. Gdy gra została wznowiona, w polu karnym przewrócił się piłkarz „Los Verdiblancos” Jonathan Pereira, ale sędzia o wdzięcznym nazwisku Gonzalez Gonzalez nie zdecydował się zagwizdać. W następnej akcji wspaniałe podanie otrzymał wbiegający w pole karny Kone, jednak z niewiadomych przyczyn posłał piłkę wzdłuż bramki. Mnożyły się niebezpieczne sytuacje spowodowane niedokładnościami ze strony jednych i drugich.
Pierwsza okazja strzelecka Betisu nadeszła w 15. minucie, kiedy to mocno zza „szesnastki” strzelał Juanma, ale piłkę wybił Munua. Na kolejną groźną akcję nie trzeba było długo czekać – po kilkudziesięciu sekundach doskonałe podanie w pole karne otrzymał Roque Santa Cruz, lecz spudłował. Odpowiedzią Levante był wybroniony przez Casto strzał Barkero, który jednak i tak znajdował się na pozycji spalonej. Kibice zgromadzeni na stadionie w Sewilli byli świadkami ciekawego widowiska, gra błyskawicznie przenosiła z jednego pola karnego do drugiego. W 22. minucie z rzutu wolnego uderzał Benat, a następnie strzelał Montero. Pachniało bramką dla „Los Beticos”. W 28. minucie w polu karnym przewracał się Santa Cruz, domagając się rzutu karnego po interwencji Sergia Ballesterosa i już wydawało się, że sędzia podyktuje „jedenastkę”, ale kara spotkała jedynie „Nano” za protesty.
Tymczasem futbolówka wpadła do siatki po drugiej stronie boiska. W 33. minucie dośrodkowywał Valdo, a z woleja do siatki trafił Juanlu. Levante coraz częściej dochodziło do sytuacji podbramkowych. Strzelali Barkero i Kone, ale gościom zabrakło szczęścia. W końcówce Betis próbował jeszcze wyrównać – uderzenie Pereiry obronił Gustavo Munua. Galisyjczyk stanął przed szansą także kilka minut później. Jego strzał wybił przed siebie bramkarz Levante, a do piłki szybciej niż Roque Santa Cruz dobiegł „Nano”.
Po przerwie z rzutu wolnego strzelał Benat, ale piłka odbiła się od pleców Xaviego Torresa i wyszła poza boisko. W 52. minucie Levante było bliskie wyprowadzenia niebezpiecznej kontry. Na szczęście dla Betisu, na wysokości zadania stanął Nacho, który poradził sobie z trójką piłkarzy „Żab”. Minutę później niecelnie zza pola karnego uderzał Benat Etxebarria. W kolejnej akcji przewinienia w ataku dopuścił się Pozuelo, który dosłownie podeptał Juanlu. Kastylijski arbiter coraz częściej sięgał po żółty kartonik. Bliski otrzymania drugiego „żółtka” był Jonathan Pereira, więc aby nie ryzykować, Jose Mel wprowadził w jego miejsce Salvę Sevillę.










