Słaba runda jesienna w wykonaniu piłkarzy Bayeru 04 Leverkusen sprawiła, że w klubie postanowiono w przerwie zimowej postawić na człowieka, którego już wcześniej obserwowano. Nowym szkoleniowcem okazał się ktoś, kto ma pojęcie o tym, jak prowadzić zespół pełen młodych i nieoszlifowanych diamentów.
Ambitne plany, bolesna rzeczywistość
Nie bez powodu w Leverkusen nie dokonywano większych roszad. W klubie trzymano Leona Baileya, by ten nie trafił przypadkiem gdzieś na Wyspy. Młodym skrzydłowym mógł interesować się wszak niejeden zespół, lecz jakimś cudem udało się zatrzymać tego zawodnika. Oprócz niego pozostali również inni ważni piłkarze, tacy jak Julian Brandt, Kevin Volland, Kai Havertz czy Lucas Alario i co ważne, wciąż mógł z nimi pracować trener Heiko Herrlich.
Były piłkarz m.in. Borussii Dortmund w poprzednim sezonie niemal otarł się o Ligę Mistrzów, więc nic nie stało na przeszkodzie, by i w kolejnym mógł powalczyć o pierwszą czwórkę. Zarząd latem mocno się starał, by nie było rewolucji kadrowej lub by z drużyny nie odszedł jakiś ważny zawodnik. W dodatku uzupełniono skład kilkoma ważnymi nazwiskami i co również ciekawe, do kadry dołączyli kolejni młodzi, głodni gry gracze, na których z czasem można by zarobić trochę pieniędzy.
O podstawową jedenastkę miał powalczyć Mitchell Weiser, który nie zawodził w Hercie BSC Berlin, a między słupkami miejsce dla siebie znalazł Lukas Hradecky wyciągnięty z Eintrachtu Frankfurt. Do drużyny został również sprowadzony z myślą o przyszłości Paulinho, niespełna 18-letni napastnik, który kosztował najwięcej ze wszystkich nowych zawodników.
Przyszedł jednak czas na grę w piłkę i nagle wszystko się posypało. Już w meczu I rundy Pucharu Niemiec minimalnie lepszy okazał się zespół z Bundesligi, który pokonał 1. CfR Pforzheim 1:0 po rzucie karnym. Później w pojedynkach ligowych całą słabość Bayeru ukazały Borussia Moenchengladbach, VfL Wolfsburg oraz Bayern Monachium. Od tego momentu schody prowadzące w górę tabeli okazywały się nie lada wyzwaniem.
Czekając na cud
Wydaje się, że do końca w Heiko Herrlicha wierzył Rudi Voeller będący kierownikiem zespołu, który jeszcze w grudniu mówił, że po zakończeniu rundy jesiennej zarząd wraz ze szkoleniowcem usiądą i porozmawiają na temat tego, jak wyciągnąć zespół ze słabej dyspozycji.
Każde zwycięstwo dawało szanse na utrzymanie posady przez Herrlicha, lecz po wygranej zaraz nadchodziła głupia porażka. Stąd też w klubie coraz żwawiej zaczęto rozglądać się za nowym fachowcem. W niemieckich mediach pojawiały się głównie trzy nazwiska. Peter Bosz jako chyba główny kandydat był nawet opcją dla Bayeru rok temu, o czym na Twitterze poinformował ekspert stacji Eleven Sport Tomasz Urban:











