Polonia Bytom przegrała z Miedzią Legnica 1:3. Trafienia dla zespołu dowodzonego przez Bogusława Baniaka zaliczyli Nowacki, Łobodziński oraz Łuszkiewicz. Dla Polonii honorową bramkę strzelił Kulpaka.
W meczu szóstej kolejki pierwszej ligi piłkarskiej Polonia Bytom przed własną publicznością podejmowała Miedź Legnica. Przed tym spotkaniem faworytem bezsprzecznie była drużyna gości, aczkolwiek wielu sympatyków bytomian liczyło, że po kilku wzmocnieniach może uda się wywalczyć chociaż punkt.

Od pierwszego gwizdka arbitra widać było, że będzie o to w sobotnie popołudnie bardzo trudno. Poloniści od pierwszych minut wyraźnie ustępowali zespołowi, w którym grają tacy doświadczeni piłkarze jak chociażby Wojciech Łobodziński czy Krzysztof Wołczek. Pierwszy cios podopieczni Bogusława Baniaka zadali polonistom w 17. minucie. Po błędach w defensywie drużyny dowodzonej przez Piotra Pierścionka ratować sytuację starał się Mateusz Mika, lecz dobitka w wykonaniu Marcina Nowackiego była idealna i żadnych szans na udaną interwencję nie miał golkiper „Niebiesko-czerwonych”. Pięć minut po tym wydarzeniu wydawało się, że gospodarze otrząsnęli się po stracie gola. Swoją szansę na doprowadzenie do remisu miał Szkatuła, ale jego strzał minął światło bramki.
Goście, nie zważając na to, co grają ich rywale, grali to, co nakreślił im na odprawie ich szkoleniowiec. Wiadomo od początku tego sezonu, że Miedź to nie jest zespół, który kurczowo broni swojej bramki, a dopiero potem myśli o strzelaniu goli. Jak na polskie warunki, można stwierdzić, że to drużyna, która gra zupełnie inną piłkę niż ta, do której wszyscy w Polsce są przyzwyczajeni. Gra do przodu to prawdopodobnie hasło przewodnie w szatni legniczan i przynosi to znamienne efekty. Drugi gol, który – nie ma co ukrywać – był tylko kwestią czasu, padł w 25. minucie. Kolejny raz nie spisała się obrona bytomian. Tym razem błąd ten wykorzystał Wojciech Łobodziński, który niepilnowany przez żadnego z zawodników Polonii znalazł się w wyśmienitej sytuacji do podwyższenia prowadzenia i jak na byłego reprezentanta Polski przystało, wykorzystał swoją szansę w stu procentach, mocnym i precyzyjnym uderzeniem umieszczając futbolówkę w siatce swoich adwersarzy.
W 36. minucie Szkatuła z Białkowskim rozegrali ładny kombinacyjny atak, po którym ten pierwszy znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem swoich przeciwników. Jednak oddał strzał, który nie nadaje się do szerszego komentowania, aby młodzi adepci futbolu tego nie powielali. Jak takie sytuacje należy wykańczać, pokazał 60 sekund później Adrian Łuszkiewicz, któremu podał Łobodziński. Wychowanek Zrywu Zielona Góra wyprowadził w związku z tym swoją drużynę na trzybramkowe prowadzenie.











