Legia Warszawa wygrała w Bukareszcie z Rapidem 1:0 w meczu 3. kolejki Ligi Europy. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Miroslav Radović, dla którego było to piąte trafienie w tym sezonie europejskich pucharów.
Od początku spotkania legioniści grali bardzo agresywnie, nie pozwalając Rapidowi na swobodne rozegranie piłki. Zaskoczeni takim obrotem gospodarze nie potrafili przedostać się pod pole karne Legii. Z kolei „Wojskowi” nie zamierzali poprzestać na dobrej grze w odbiorze. Podopieczni Macieja Skorży doskonale operowali piłką, co przynosiło efekty w postaci stwarzanych sytuacji bramkowych. Pierwszą z nich już w 6. minucie meczu miał Radović, który otrzymał świetną prostopadła piłkę z głębi pola od Janusza Gola. Serb umiejętnie przyblokował rywala i znalazł się oko w oko z bramkarzem gospodarzy. Wydawało się, że w podobnej sytuacji jak w spotkaniu z Hapoelem Radović umieści piłkę w bramce, ale tym razem lepszy okazał się golkiper Rapidu.

W 22. minucie po raz kolejny przed szansą na zdobycie gola był Radović. Legioniści świetnie wymienili kilka podań w środku boiska, szybko przedostając się pod bramkę gospodarzy. Futbolówka trafiła do Gola, który z kolei zagrał ją do będącego w polu karnym Radovicia. Tym razem Serb uderzał z pierwszej piłki zewnętrzną częścią stopy. Uderzenie było jednak zbyt słabe, a w dodatku w środek bramki, więc pewnie poradził sobie z nim bramkarz.
Po chwili po raz kolejny bliscy objęcia prowadzenia byli goście z Warszawy. Do wybitej przed pole karne piłki dopadł Borysiuk, który przekładając sobie piłkę na lewą nogę, zmylił rywala i uderzył w stronę bramki Rapidu, zmuszając Comana do interwencji. Bramkarz gospodarzy znów popisał się jednak dobrą obroną, wybijając futbolówkę na rzut rożny.
Kolejne minuty nie przynosiły zmiany obrazu gry. Nadal to Legia atakowała, szanując piłkę. Trzeba przyznać, że momentami gra gości sprawiała, że ręce same składały się do oklasków. Wprawdzie w końcówce pierwszej połowy do głosu próbowali dojść zawodnicy Razvana Lucescu, ale defensywa „Wojskowych” pewnie radziła sobie z atakami gospodarzy.
Drugą połowę zdecydowanie lepiej rozpoczął Rapid. Ostra reprymenda, jakiej zapewne udzielił w przerwie swoim podopiecznym trener gospodarzy, poskutkowała, ponieważ tuż po wznowieniu gry arbiter mógł podyktować rzut karny za faul Wawrzyniaka na Deacu. Zawodnik ten był zresztą bardzo aktywny w przekroju całego spotkania. W 57. minucie z prawej strony zszedł do środka pola karnego i uderzył lewą nogą, tyle że wprost w dobrze ustawionego Kuciaka.











