Motor Lublin we wtorkowy wieczór po raz pierwszy wygrał domowe spotkanie z warszawską Legią od 45 lat i miał apetyt na zwycięstwo ligowe. Natomiast Legia będąca w drobnym dołku (brak zwycięstwa w trzech ostatnich meczach) chciała się zrewanżować za haniebną porażkę w Pucharze Polski. Mecz motorowców z legionistami zamykał nam sobotnie granie na boiskach PKO BP Ekstraklasy i nie zawiódł.
Mimo porażki we wtorkowy wieczór, to Legia przed tym spotkaniem była faworytem. Podopieczni Mariusza Misiury przed tym starciem w tym sezonie w lidze wygrali zaledwie jedno spotkanie, przeciwko GKS-owi Katowice (1:0). Legioniści byli w drobnym dołku formy. Nie udało im się wygrać żadnego z ostatnich trzech spotkań, a do tego mieli apetyty na rewanż po odpadnięciu z Pucharu Polski.
Nudna pierwsza połowa
We wtorkowy wieczór nie musieliśmy długo czekać, aż wpadnie pierwsza bramka. Dzisiaj niestety już tak, jednak zanim wpadła, były inne sytuacje. Pierwsza połowa do najciekawszych nie należała, przez długi okres obie drużyny bardzo dobrze siebie nawzajem neutralizowały. Aczkolwiek to Motor jako pierwszy wysłał groźny sygnał.
W 30. minucie z prawej strony boiska futbolówkę wzdłuż szesnastki zagrał Kamil Lukoszek. Zagranie trafiło do Fabio Ronaldo, który oddał uderzenie z bardzo dobrej odległości, jednak kapitalną interwencją popisał się Otto Hindrich. Uderzenie padło ponownie, tym razem na głowę Ronaldo, który uderzył, jednak znowu znakomitą obroną popisał się Otto Hindrich, który na raty uratował swoją drużynę. To właśnie od tej sytuacji spotkanie zaczynało stawać się coraz ciekawsze.
Następnie w 36. minucie przed szansą stanął Ndiaye. Skrzydłowy znalazł się w polu karnym, miał dogodną pozycję, aby oddać strzał, jednak postanowił podzielić się piłką z Karolem Czubakiem. Zagranie końcowo przejął w ostatniej chwili Arsenić, który uratował Legię przed stratą bramki.
W 38. minucie do głosu doszła w końcu warszawska Legia. Pod własnym polem karnym stracił futbolówkę Ivo Rodrigues na rzecz Michala Sevecika. Pomocnik zagrał bardzo dobre podanie do Jana Kuchty, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Gasperem Tratnikiem. Czech chciał ładną, techniczną podcinką znaleźć drogę do bramki, jednak minimalnie chybił.
Rafał Augustyniak otworzył wynik tego spotkania
Bramka jednak w końcu nadeszła. Po kolejnej stracie pod własnym polem karnym w 45. minucie Motor znalazł się w tarapatach. Do futbolówki dopadł Michal Sevecik, który dośrodkował piłkę w kierunku Jana Kuchty. Napastnik nie najlepiej opanował futbolówkę, jednak po drodze został sfaulowany przez Bartosza Bereszyńskiego, który stał się ofiarą śliskiej, przez ulewę, murawy.











