Legia Warszawa musi poczekać jeszcze tydzień na długo oczekiwaną wygraną. Piłkarze GKS-u Katowice postawili trudne warunki, z którymi nie do końca poradzili sobie zawodnicy Marka Papszuna. Wynik 1:1 jest największym problemem dla szkoleniowca, ale ta lista nie kończy się na rezultacie.
Strefa mentalna
Legia Warszawa przetrwała pierwsze 10 minut na stadionie w Katowicach, ponieważ odczuwalna była chęć mocnego wejścia w mecz przez graczy Rafała Góraka. Kibice nieśli swoich podopiecznych, a należy podkreślić, że Nowa Bukowa wypełniła się do ostatniego wolnego krzesełka. Jednak przyjezdni przełamali impet swojego rywala i zagrali najlepsze pół godziny tej wiosny. Konsekwencją tego fragmentu spotkania była strzelona bramka przez Vahana Bichakhchyana. Mało kto wpadłby na to, że po dośrodkowaniu Patryka Kuna legioniści wyjdą na prowadzenie. Mogliśmy odnieść wrażenie, że goście kontrolują sytuację na boisku i nagle wszystko się posypało. Bartosz Nowak, który nie traci swojej kapitalnej dyspozycji, asystował z rzutu wolnego w ostatniej akcji pierwszej połowy. Borja Galan skorzystał z idealnej piłki i trafił do siatki.
Po przerwie obejrzeliśmy dwa inne zespoły. Legia Warszawa była cieniem zespołu z pierwszej odsłony. Uczestnik Ligi Konferencji nie dominował i nie przeważał tak znacząco, jak przed przerwą. Stracona bramka podcięła skrzydła i to jest fakt, który jest nie do podważenia. Natomiast GKS Katowice odżył i, jak zauważył Marek Papszun, takiej dyspozycji przeciwnika spodziewał się przez cały mecz.
Na czym opierać optymizm?
Legia Warszawa rozegrała solidne 30 minut w pierwszej połowie w starciu z GKS-em Katowice. Widzieliśmy, jak krążyła piłka pomiędzy legionistami. W końcu było tempo i dynamika, jakiej wymagamy od tak klasowych graczy. Damian Szymański cofał się do linii obrony i rozdzielał grę na prawo i lewo. Bartosz Kapustka ustawiony na swojej pozycji był łącznikiem między tyłem a przodem. Manewr po prawej flance prezentował się interesująco. Marek Papszun ustawił tam trzech bardzo dynamicznych i kreatywnych zawodników. Kamil Piątkowski jako półprawy defensor wspierał akcje ofensywne, jakie proponowali Ermal Krasniqi i Vahan Bichakhchyan. Reprezentant Polski wyglądał bardzo dobrze motorycznie i jego aktywność tworzyła przewagi w tamtym sektorze boiska.











