Legia Warszawa nadal czeka, ale pojawiają się przebłyski czegoś pozytywnego


Legia Warszawa punktuje, ale nie wygrywa. Są objawy optymizmu, ale jest ich mało. Kiedy doczekamy się pełnego dobrego meczu zespołu Marka Papszuna?

14 lutego 2026 Legia Warszawa nadal czeka, ale pojawiają się przebłyski czegoś pozytywnego
Wiktor Cyran

Legia Warszawa musi poczekać jeszcze tydzień na długo oczekiwaną wygraną. Piłkarze GKS-u Katowice postawili trudne warunki, z którymi nie do końca poradzili sobie zawodnicy Marka Papszuna. Wynik 1:1 jest największym problemem dla szkoleniowca, ale ta lista nie kończy się na rezultacie.


Udostępnij na Udostępnij na

Strefa mentalna

Legia Warszawa przetrwała pierwsze 10 minut na stadionie w Katowicach, ponieważ odczuwalna była chęć mocnego wejścia w mecz przez graczy Rafała Górak. Kibice nieśli swoich podopiecznych, a należy podkreślić, że Nowa Bukowa wypełniła się do ostatniego wolnego krzesełka. Jednak przyjezdni przełamali impet swojego rywala i zagrali najlepsze pół godziny tej wiosny. Konsekwencją tego fragmentu spotkania była strzelona bramka przez Vahana Bichakhchyana. Mało kto wpadłby na to, że po dośrodkowaniu Patryka Kuna „Legioniści” wyjdą na prowadzenie. Mogliśmy odnieść wrażenie, że goście kontrolują sytuację na boisku i nagle wszystko się posypało. Bartosz Nowak, który nie traci swojej kapitalnej dyspozycji, asystował z rzutu wolnego w ostaniej akcji pierwszej połowy. Borja Galan skorzystał z idealnej piłki i trafił do siatki.

Po przerwie obejrzeliśmy dwa inne zespoły. Legia Warszawa była cieniem zespołu z pierwszej odsłony. Uczestnik Ligi Konferencji nie dominował i nie przeważał tak znacząco  jak przed przerwą. Stracona bramka podcięła skrzydła i to jest fakt, który jest nie do podważenia. Natomiast GKS Katowice odżył i jak zauważył Marek Papszun takiej dyspozycji przeciwnika spodziewał się przez cały mecz.

Na czym opierać optymizm?

Legia Warszawa rozegrała solidne trzydzieści minut w pierwszej połowie w starciu z GKS-em Katowice. Widzieliśmy jak krążyła piłka pomiędzy Legionistami. W końcu było tempo i dynamika jakiej wymagamy od tak klasowych graczy. Damian Szymański cofał się do linii obrony i rozdzielał grę na prawo i lewo. Bartosz Kapustka ustawiony na swojej pozycji był łącznikiem między tyłem, a przodem. Manewr po prawej flance prezentował się interesująco. Marek Papszun ustawił tam trzech bardzo dynamicznych i kreatywnych zawodników. Kamil Piątkowski jako półprawy defensor wspierał akcje ofensywne jakie proponowali Ermal Krasniqi i Vahan Bichakhchyan. Reprezentant Polski wyglądał bardzo dobrze motorycznie i jego aktywność tworzyła przewagi w tamtym sektorze boiska.

Niestety dla kibiców 15-krotnych mistrzów Polski ta intensywność i pomysł padł po przerwie. Marek Papszun też przyczynił się do tego, gdy rozbił to trio przerzucając Kosowianina na lewą stronę po zejściu Kacpra Urbańskiego.

Przyjezdni nie odstawali w kwestiach pressingowych. Ten mecz możemy zakwalifikować w kategorii spotkania system na system. Oba zespoły naskakiwały na siebie, ale Legia Warszawa miała jakość, którą zepchnęła gospodarzy. Do szczęścia brakowało tylko błędu zawodników Rafała Góraka w wyprowadzaniu ataku od własnego pola karnego.

Co było nie tak?

Kacper Urbański – od niego musimy zacząć listę elementów, które nie funkcjonują w mechanizmie Marka Papszuna. Reprezentant Polski był i tyle możemy powiedzieć o jego występie. Uczestnik EURO 2024 biegał po murawie jak zagubiony, a nici współpracy nie obserwowaliśmy po lewej stronie. Były piłkarz Monzy wypadł blado, a od gościa z takim potencjałem wymagamy, aby zachwycał nas z tygodnia na tydzień. Marek Papszun ma arcytrudną zagadkę, w której musi rozgryźć tego chłopaka i go odbudować. Ta odnowa wymagana jest na już.

Legia Warszawa pracowała, pracuje i będzie pracować nad obroną stałych fragmentów gry. Arka Gdynia rozpracowała w ten sposób drużynę plasująca się w strefie spadkowej. GKS Katowice wykorzystał swoją okazję z rzutu wolnego. Jednak jak podkreślił były trener Rakowa Częstochowa Bartosz Nowak co kopnie zamienia w gola lub asystę.

Steve Kapuadi nie wrócił do składu w wielkim stylu, bo jego występ nie był dobry. W wielu akcjach spóźniał się i nie dawał wymaganej jakości. Pod koniec meczu wszedł Jan Leszczyński, bo Marek Papszun stracił cierpliwość do swojego podopiecznego. Szkoleniowec ekipy ze stolicy ma świadomość, że ten gracz zakończył sagę transferową i wyleczył się z kontuzji. Dlatego Legia Warszawa oczekuje zwyżkującej formy środkowego obrońcy.

51-letni trener wystawił Antonio Čolak czyli bohatera z Gdyni. Jednak ten manewr nie sprawdził się, bo Chorwata zapamiętamy z jedno strzału z woleja. I na tym koniec, stąd pojawił się Mileta Rajović, który też niczego nie wniosł do ataku klubu ze stolicy. Wspomniany wolej okazał się jedyną probą dwójki napastników Legii Warszawa. To jest kolejny dowód na słabość gości po przerwie i miejsce do ciemiężonej pracy dla Marka Papszuna.

I co dalej?

Legia Warszawa czeka na wygraną w PKO BP Ekstraklasie od 28 września i oczekiwane wydłuży się o kolejne kilka dni. Spoglądamy w kalendarz i ciężko doszukać się optymizmu. Każda seria musi kiedyś się zakończyć, a abstrakcyjnie brzmi teza mówiąca, że Wisła Płock będzie faworytem meczu w następnej kolejce. Beniaminek, który bije się o czołowe lokaty, przyjedzie na Łazienkowską. Mariusz Misiura ograł 1:0 jesienią lokalnego rywala i będzie chciał powtórzyć ten wyczyn.

W 23. kolejce czeka Jagiellonia Białystok, czyli lider tabeli. Rafał Górak wypowiadał się Legii Warszawa jako o zespole z ogromną jakością, ale czy w końcu ją ujrzymy. Odbędzie się mecz klasy premium na naszym podwórku i to będzie sprawdzian dla Marka Papszuna i całego stołecznego klubu. Niemrawy jest początek tej przygody 51-latka, bo trzy mecze z dwoma punktami nakręcają ciąg dalszy nerwowej atmosfery. Przecież nikt nie odda wygranych za darmo, aby stołeczny klub pozostał w PKO BP Ekstraklasie.

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze