Cudu nie było. Legia Warszawa zakończyła zmagania w eliminacjach do Ligi Mistrzów już na drugiej rundzie. We wtorkowy wieczór wygrała 1:0 ze Spartakiem Trnava, jednak było to za mało na wyeliminowanie mistrza Słowacji.
Katastrofalny dwumecz
Aby pokonać mistrza Słowacji i awansować do kolejnej rundy eliminacji Ligi Mistrzów, Legia musiała pokonać przeciwnika różnicą co najmniej trzech bramek. Efektowne zwycięstwo w znacznie lepszym stylu choć częściowo zmazałoby plamę sprzed tygodnia. Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania pukaliśmy się w głowę, gdy zobaczyliśmy wyjściowy skład mistrza Polski. Dean Klafurić zdecydował się na wystawienie Miroslava Radovicia, na ławce rezerwowych usiedli natomiast Carlitos oraz Sebastian Szymański, którzy właśnie w takich spotkaniach mieli stanowić o jakości ofensywy warszawskiej drużyny.
W pierwszej połowie nie było widać gwałtownej poprawy w grze legionistów, którzy jakby sami oczekiwali na cud w Trnawie. Szkoleniowiec na przedmeczowej konferencji powtarzał, że jego piłkarze są świadomi swoich umiejętności, jednak nijak przełożyło się to na murawie. Do tego należy wspomnieć o dwóch zawodnikach – Marko Vesoviciu oraz Domagoju Antoliciu – którzy bardzo utrudniali Legii w odrobieniu strat z pierwszego spotkania w Warszawie. Obaj za liczne (i głupie) przewinienia obejrzeli dwa żółte kartoniki, które skutkowały przedwczesnym opuszczeniem boiska i udaniem się pod prysznice.
Paradoksalnie w drugiej połowie Legia, grając w dziesiątkę, prezentowała się znacznie lepiej niż w pierwszych czterdziestu pięciu minutach. Carlitos, który ostatecznie znalazł się na murawie tuż po przerwie, dwoił się i troił, aż w końcu asystował przy zdobytej bramce przez Inakiego Astiza. Co zdecydowało o tym, że Hiszpan nie wyszedł od pierwszej minuty? Tego nie wie nikt.











