Cud nad Wisłą to już odległa historia, dziś byliśmy świadkami cudu na Łużnikach! Niesamowite! Legia przegrywała już 2:0, mimo to zdołała odrobić straty, po czym wyprowadzić decydujący cios! 3:2! Legia w pucharach!
A tak zupełnie serio – w pierwszej połowie Spartak zdominował Legię w każdym sektorze boiska. Przewaga rywali była jeszcze bardziej przytłaczająca niż w meczu APOEL-u z Wisłą. Pierwsi dopadali do piłki, celniej podawali, częściej strzelali. Warszawianie bezradnie biegali za przeciwnikiem, który z gracją inicjował kolejne akcje. Mimo to na tablicy świetlnej po 45 minutach widnieje remis. Ktoś ma jeszcze wątpliwości, że futbol to piękna gra?

Worek z bramkami rozwiązał się już w 10. minucie. Dośrodkowanie moskwian z lewej strony przeszło… całą linię obronną legionistów. Podobnie jak w pierwszym meczu z kryciem spóźnił się Wawrzyniak, co okrutnie wykorzystał Kirił Kombarow. Nie chcę winą za tego gola obarczać bramkarza, bo równie frajersko zachowała się obrona, ale bez wątpienia mógł się zachować lepiej.
Drugi cios Spartaka miał miejsce w 27. minucie. Znów w roli głównej Kombarow, lecz tym razem Dmitrij. Najpierw jego rajd głupim kopnięciem, rzecz jasna nie w piłkę, przerwał Borysiuk. Ten ustawił futbolówkę na jedenastym metrze i pewnym strzałem pokonał Kuciaka.
W międzyczasie boczni obrońcy legionistów zapędzali się pod pole karne rywali. Najpierw bomba Wawrzyniaka trafiła w nogę jednego z defensorów rosyjskiej drużyny, a potem w… poprzeczkę. Blisko był także Jędrzejczyk, który w zamieszaniu po rzucie rożnym strzelił minimalnie za mocno.
W 29. minucie miała miejsce pierwsza interwencja stołecznych bogów. Kiks Vrdoljaka kompletnie zmylił linię obrony Spartaka, a piłka zamiast w bramce znalazła się pod nogami Kucharczyka. Młody legionista instynktownie kopnął, kopnął celnie, w dodatku skutecznie, co nie zdarza mu się zbyt często. Może jupitery tak na niego podziałały? Chwała mu za to.
Chwała dla Kucharczyka, ale co dla Rybusa? Tydzień noszenia na lektyce? Kapitalny, genialny, fenomenalny! Opisać to uderzenie mógłby tylko Dariusz Szpakowski z najlepszych lat, kiedy po boisku biegał jeszcze Krzynówek. Rybus strzelił z 35 metrów. Wprost w okienko. Ze słabszej nogi. Panowie – czapki z głów. Panie – majtki z tyłków.
Po zmianie stron Spartak wcale nie rzucił się na legionistów. Wręcz przeciwnie. Atakował, ale nie starczało mu sił na całkowitą inicjatywę. Była to szansa dla warszawian, którzy kilka razy zagrozili rosyjskiej bramce. Niestety, ani razu nieskutecznie. Podobnie zresztą jak Spartak. Na szczęście.
Zaczęło się od ataków Rosjan. Już w 50. minucie dobrą interwencją popisał się Kuciak, broniąc strzał Kombarowa. Sześć minut później Kucharczyk ofiarnie wystawił piłkę do Emmenike, który, widząc szansę, pognał na polską bramkę. Tym razem również refleksem wykazał się Kuciak. I to by było na tyle, jeśli chodzi o godne odnotowania akcje Spartaka.










