Legia przed starciem z naszymi sąsiadami była raczej spisywana na straty. Obawy powiększały się jeszcze bardziej, gdy popatrzyliśmy na zbieg niefortunnych wydarzeń, które dotyczyły warszawian. Mimo to „Wojskowi” wyszarpali na obcej ziemi ważny remis i powiedzmy sobie otwarcie, nie przynieśli wstydu krajowej piłce.
Niektórzy powiedzą, że nawet wręcz przeciwnie. W końcu Legia, nie zważając na przeciwności losu, potrafiła strzelić dwie bramki i dopilnować tego, aby tak renomowany rywal jak Slavia Praga nie strzelił ich więcej. I tak, to prawda, można zachwycać się heroicznym rezultatem Rakowa Częstochowa, ale można, a nawet trzeba, pochwalić również legionistów.
Szczęście przed konfrontacją nie dopisywało…
Od tego warto zacząć, ponieważ z obozu stołecznej drużyny już od samego początku dnia meczowego dochodziły do nas same złe wieści. Zaczęło się od kontuzji kolana Bartosza Slisza. Środkowego pomocnika, którego dyspozycja była co prawda daleka od doskonałości, lecz nie zmieniało to faktu, że był niezwykle potrzebny w starciu ze Slavią. Szczególnie gdy wzięliśmy pod uwagę obecny stan kadry, jaką dysponuje Czesław Michniewicz.
– Jeśli chodzi o Bartka Slisza, pauza w jego grze może potrwać od sześciu do dziesięciu dni, ale jeśli naderwanie okaże się być tym drugiego stopnia, przerwa może się przedłużyć do kilku tygodni – powiedział Czesław Michniewicz na konferencji prasowej, już po meczu ze Slavią.
Później na rozgrzewce przedmeczowej urazu stawu skokowego doznał Tomas Pekhart. To przysporzyło wszystkim osobom związanym z klubem jeszcze większych zmartwień, zwłaszcza samemu szkoleniowcowi. Dlatego trudno było oczekiwać cudów, a tak w tamtym momencie postrzegany był remis.
– Tomas Pekhart ma problem po tym, jak nieszczęśliwie prześlizgnął się po stopie „Mladena” – skręcił staw skokowy. Na pewno nie zagra w niedzielę, nie wiem, jak będzie z jego dostępnością na czwartek – mówił Czesław Michniewicz na konferencji pomeczowej, nie wiedząc jeszcze, że spotkanie z Termalicą zostanie przełożone.
„Los chce ze mną grać w pokera…”
Ten utwór mógł sobie zanucić po ujrzeniu końcowego rezultatu Czesław Michniewicz. Legia, wbrew wszystkiemu, co stanęło jej na drodze, zremisowała na wyjeździe ze Slavią Praga. Dwie bramki i remis prezentują się lepiej niż gra warszawian w ofensywie, gdyż to gospodarze byli stroną przeważającą, stwarzającą sobie więcej sytuacji, co poniekąd obrazowały końcowe statystyki.












