Legia Warszawa tydzień temu potwierdziła, że kiedy przychodzi do starć w Europie, to wówczas jej defensywa jest nie do przejścia. Tym razem było inaczej. Mimo wszystko siedem meczów i zero straconych goli to jest jakiś wyczyn. Nawet biorąc pod uwagę, że niektórzy rywale nie byli zbyt silni. Jednakże samą defensywą trudno wywalczyć awans do fazy grupowej Ligi Europy. Legia Warszawa odpadła z Rangers FC. Jesień dla fana ekstraklasy znów będzie nudna. Trzeci rok z rzędu nie mamy swojego reprezentanta w fazie grupowej europejskich pucharów.
Stołeczny klub od początku sezonu jest mocno krytykowany. Zresztą nie bez powodu, forma wicemistrza Polski nie jest wybitna. Do tego dochodzi fakt, iż Aleksandar Vuković zdaje się nie widzieć problemu i czasami zaskakuje swoimi wypowiedziami. Z kolei przed rewanżem ze Szkotami powiedział, że pierwszy mecz z Rangersami można śmiało porównać do pojedynków Legii ze Sportingiem czy Ajaxem.
Z drugiej strony trzeba przyznać, że ostatnio i tak jest lepiej. Starcie w Warszawie z wicemistrzem Szkocji może nie było aż tak dobre, jak widział to trener Legii, ale gospodarze spisali się nieźle, a sam mecz był wyrównany. Następnie Legia drugim składem ograła ŁKS 3:2. Rezerwowi pokazali, że także gwarantują odpowiednią jakość. Nadzieje przed pojedynkiem w Glasgow były więc spore. Niestety okazały się one bezpodstawne.
Czy leci z nami Carlitos?
Legii z pewnością nie pomagało całe to zamieszanie z Carlitosem. Trener Vuković uparcie stawia w ataku na Sandro Kulenovicia, który nie jest w najwyższej formie. Niezgoda po dublecie ustrzelonym w Łodzi też usiadł na ławkę. Hiszpan ma podobno jeszcze latem odejść do klubu z Bliskiego Wschodu, bo ma dość tego, iż nie dostaje żadnych szans na grę, podczas gdy jego konkurent do gry w ataku zdecydowanie nie zachwyca.











