Legia Warszawa podjęła u siebie Radomiaka Radom i wygrała 4:1. Wynik mógłby sugerować, że „Wojskowi” rozegrali świetne zawody. Choć rzeczywiście byli lepsi od zespołu gości (to nie ulega wątpliwości), całościowo nie był to wybitny mecz ekipy Edwarda Iordanescu. Podopieczni Joao Henriquesa wyglądali natomiast na tyle słabo, że innego wyniku być tu nie mogło. Gole dla „Wojskowych” strzelali kolejno Jurgen Elitim, Damian Szymański, Mileta Rajović oraz Paweł Wszołek. Bramkę honorową dla „Zielonych” zdobył Adrian Dieguez.
Legia wygrała, więc może się cieszyć, szczególnie biorąc pod uwagę podniesione oczekiwania wobec niej po ostatnich udanych ruchach transferowych. Pomijając jednak sam wynik, nie było to perfekcyjne spotkanie w wykonaniu „Wojskowych”, a zwycięstwo w dużej mierze wynikało ze słabej dyspozycji Radomiaka, na czele z bramkarzem Filipem Majchrowiczem. Czas na wnioski – a tych jest naprawdę sporo!
Większe i mniejsze debiuty
Debiutantów po stronie Legii Warszawa w meczu z Radomiakiem było w sumie pięciu: Ermal Krasniqi, Noah Weißhaupt, Kamil Piątkowski, Antonio Colak i Kacper Urbański. Najmniej czasu na boisku spędziła ostatnia dwójka, ponieważ trener Legii wpuścił ich dopiero na ostatnie 10 minut. Ze względu na ograniczony czas obaj pozostali raczej bez większego wpływu na przebieg meczu, ale z kronikarskiego obowiązku warto o tym wspomnieć. Znacznie więcej można powiedzieć o Noahu Weißhauptcie, który zaliczył naprawdę udany i aktywny występ, mimo że miał na pokazanie się zaledwie niecałe pół godziny. Zastąpił Ermala Krasniqiego, który z kolei wyglądał dość przeciętnie. Weißhaupt zrobił zdecydowanie lepsze wrażenie i daje nadzieję na kolejne mecze w jego wykonaniu – być może już w dłuższym wymiarze czasowym. Liczne napędzanie akcji ofensywnych przekonało do niego kibiców, a poziom jego rozegrania piłki również może robić wrażenie.
Najwięcej minut spośród debiutantów dostał oczywiście Kamil Piątkowski. Choć to obrońca o nieco innym profilu, było jasne, że został ściągnięty do Legii jako następca Jana Ziółkowskiego, który jeszcze niedawno – grając jako zawodnik „Wojskowych” – występował w zasadzie we wszystkich meczach początku sezonu. Toteż mimo krótkiego stażu w drużynie, to właśnie Piątkowski wyszedł w podstawowym składzie. I zdecydowanie nie zawiódł.

Interwencje, dalekie podania do przodu, pewne wyprowadzanie piłki – w zasadzie wszystko to, z czego Piątkowski był znany jeszcze jako piłkarz Rakowa Częstochowa. W dodatku nie było widać po nim presji debiutu – biła od niego ogromna pewność siebie. W takiej formie może stworzyć wraz ze Steve’em Kapuadim, który niedawno przedłużył kontrakt z klubem do 2028 roku, jeden z najlepszych duetów środkowych obrońców w całej lidze. Kibice nie będą długo tęsknić za Ziółkowskim – przyszedł godny następca. I nie ma w tym cienia przesady. Piątkowski wyglądał świetnie i był jednym z najlepszych oraz najpewniejszych zawodników na boisku.











