Za nami dziesięć kolejek obecnego sezonu piłkarskiej ekstraklasy. Sytuacja w tabeli jest bardzo ciekawa. Cofnijmy się jednak dokładnie o rok i porównajmy obecną sytuację z tą, która miała miejsce dwanaście miesięcy temu.
Liderem tabeli po dziesięciu kolejkach poprzedniego sezonu była Legia Warszawa, która miała na swoim koncie 20 punktów. Teraz warszawski klub jest na trzecim miejscu z szesnastoma punktami na koncie. Wszyscy pamiętamy jednak, jak trener Berg traktował wtedy rozgrywki ekstraklasy. Legia grała zupełnie innym składem niż w europejskich pucharach i dlatego traciła sporo ważnych punktów. Teraz Henning Berg zmienił swoje podejście i w ekstraklasie występuje praktycznie ten sam skład co w Europie, ale Legia i tak ma spore problemy z wygrywaniem spotkań, głównie na własnym obiekcie. Wtedy ta strategia chociaż w Europie zdawała egzamin, a teraz nawet tam Legia wygląda bardzo przeciętnie.
A jak prezentował się w poprzednim sezonie obecny lider, czyli Piast Gliwice? Otóż po dziesięciu meczach miał dokładnie połowę mniej punktów niż obecnie i zajmował jedenaste miejsce. Gliwiczanie byli typowym średniakiem. Owszem, zdarzało im się wygrywać z drużynami teoretycznie silniejszymi, ale także przegrywali mecze, które spokojnie powinni byli wygrać. Główną różnicą jest gra na swoim obiekcie. Jak do tej pory Piast wygrał wszystkie mecze na stadionie w Gliwicach, strzelając w nich aż jedenaście bramek, a w poprzednich rozgrywkach na tym etapie miał u siebie już dwie porażki.
Mistrz Polski poprzednie rozgrywki także rozpoczął nie najlepiej. Zajmował siódme miejsce w tabeli z dorobkiem 14 punktów, jednak jeżeli teraz na to spojrzymy, to dojdziemy do wniosku, że był to całkiem niezły początek. Obecnie Lech zajmuje ostatnie miejsce z dorobkiem zaledwie pięciu punktów. Strzelił w tym sezonie tylko sześć bramek, czyli aż o trzynaście mniej niż po dziesięciu kolejkach poprzedniego sezonu. I właśnie w tym należy upatrywać tego, że poznański zespół jest czerwoną latarnią ekstraklasy. Transfery Thomalli i Robaka okazały się wielkimi niewypałami. Ten pierwszy ma wielki problem, aby w ogóle dojść do sytuacji bramkowej, a Robak zamiast z rywalami walczy z kontuzjami. Przed dziesiątą kolejką Lecha zaczęto porównywać do Roberta Lewandowskiego.











