Do tej pory Miedź Legnica miała okazję zmierzyć się z obecnym mistrzem Polski tylko raz, 24 września 2014, kiedy to obie drużyny spotkały się w ramach 1/16 finału Pucharu Polski. W tamtym meczu faworyci ze stolicy pod wodzą Henninga Berga rozgromili dzisiejszego beniaminka, którego szkoleniowcem był wówczas Wojciech Stawowy 4:0.
Dzisiaj miało to wyglądać nieco inaczej. Miedzianka nie miała być drużyną złożoną z „chłopców do bicia”, a wynik nie miał być tylko formalnością. Dzisiaj drużyna znad Kaczawy jest przyzwoicie grającym beniaminkiem. Piłkarze z pewnością mogli się podobać, jeśli chodzi o początek sezonu. Trener Dominik Nowak niedawno mówił na łamach „Przeglądu Sportowego”, że imponuje mu Maurizzio Sarri, który jest zwolennikiem mocno ofensywnego stylu gry. Dodał również, że chciałby, aby jego Miedź dawała kibicom iście ofensywny spektakl!
Ricardo Sa Pinto z kolei należy pochwalić za przygotowanie fizyczne, którego poprawę widać było już tydzień temu w meczu z Lechem, w którym podopieczni Portugalczyka zmiażdżyli pod względem indywidualnych sprintów przeciwnika.
Bez zmian
Jeśli chodzi o skład Legii na mecz w Legnicy, to niczym się on nie różnił od tego sprzed tygodnia. Prawdopodobnie Sa Pinto doszedł do wniosku, że skoro wynik był satysfakcjonujący, to nie ma sensu nic zmieniać. Chociaż sama gra legionistów nie była widowiskowa jak sam mecz, to jak już wspomniano, mistrzowie Polski rozgromili Lecha przygotowaniem fizycznym. Jak sam Portugalczyk przyznał, że liczy się efekt, a ładna gra jeszcze przyjdzie z czasem.
Dominik Nowak wyszedł z podobnego założenia, gdyż jedyna roszada w składzie względem meczu z Wisłą Płock to zmiana na lewej obronie. Przed tygodniem szkoleniowiec Miedzi na lewej obronie wystawił Franka Adu Kwame. Natomiast dzisiaj na owej pozycji od pierwszej minuty szansę dostał 25-letni Estończyk Artur Pikk. Poza tą zmianą reszta składu pozostała bez zmian.











