Tytuł jest nieprzypadkowy. Właśnie tak wyglądała gra Legii na przełomie 90 minut. Czyli… z każdą minutą coraz gorzej.
To była bezsilna Legia. Dosłownie i w przenośni. Stołeczna drużyna nie potrafiła utrzymać przewagi, którą wypracowała sobie w pierwszej, naprawdę świetnej połowie. W drugiej zawodnicy oddychali rękawami, co bezlitośnie wykorzystali Rosjanie…

Zdobywca Pucharu Polski atakował od pierwszej minuty, co… przyniosło dość nieoczekiwane profity. W 3. minucie na bramkę uderzał Rybus, ale piłka została zablokowała i ponownie znalazła się pod jego nogami. Młody skrzydłowy instynktownie wstrzelił futbolówkę w pole bramkowe, gdzie stał niepilnowany Radović. Serb wepchnął piłkę do pustej siatki. Takiego otwarcia chyba nikt się nie spodziewał!
Z wyjątkiem piłkarzy. Legioniści zupełnie nie przestraszyli się szybkiego prowadzenia i… próbowali iść za ciosem. Strzałami z dystansu straszył Borysiuk, ale właśnie na strachu się kończyło. Aktywny na prawej stronie był Rybus. Reprezentant Polski raz wyszedł na czystą pozycję, ale minimalnie szybszy okazał się golkiper Spartaka. Dobre wrażenie robił także Ljuboja. Pokazywał się do gry, zagrywał dobre piłki. Na minus można zaliczyć jedynie sytuację, w której próbował wymusić rzut karny.
Żeby nie było, że na boisku przebywali tylko legioniści – Spartak również miał swoje okazje. Najgroźniejszą w 41. minucie, kiedy to solową akcją popisał się Weilliton. Brazylijczyk z dużym wyczuciem przedzierał się przez połowę Legii – było to tym łatwiejsze, że nikt nie kwapił się go zaatakować – po czym, widząc niezdecydowanie warszawskich defensorów, oddał strzał. Świetną interwencją popisał się jednak Skaba.
Po pierwszej części meczu pochwał nie szczędziłem ja, ale chyba też Skorża, bo legioniści wyszli na drugą połowę totalnie rozkojarzeni. A na tym poziomie nie można sobie pozwolić na taką ekstrawagancję. Polacy zostali szybko skarceni, już w 52. minucie Rosjanie doprowadzili do wyrównania. Nie wiem, gdzie defensorzy Legii byli wtedy myślami, ale na pewno nie na Pepsi Arenie. Sprytnie wykorzystał to Weilliton, wykładają piłkę do Ariego, który z kolei popisał się pieczołowitym lobem. Skaba, może jakby się dobrze ustawił, miałby jakieś szanse. Niestety…
Legioniści mieli problemy nie tylko z głowami, ale też z nogami. Może nie wytrzymują grania co trzy dni, może są źle przygotowani. Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak wytłumaczyć to, że w 60. minucie trzy czwarte drużyny słania się na nogach.
Ale… w 70. minucie stał się cud. Ljuboja przypomniał sobie, ile zarabia i postanowił pokazać wreszcie coś innego oprócz nietypowej fryzury czy ostentacyjnych upadków po wątpliwych kontaktach fizycznych z rywalami. Serb w polu karnym skupił na sobie uwagę obrońców, po czym, kiedy już wydawało się, że po raz kolejny będzie próbował symulować, ten efektownie „dziabnął” piłkę piętą, tuż obok bramkarza. Piłka co prawda nie wpadła do siatki, ale formalności dopełnił Radović, który po raz kolejny w tym meczu trafił do pustej bramki.










