W drugim sobotnim spotkaniu T-Mobile Ekstraklasy Legia Warszawa bez większych problemów ograła Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:0. Gole dla stołecznej drużyny zdobyli Saganowski, Pinto, Ojamaa i Dwaliszwili.
Sędziowany przez japońskiego arbitra, Yudai Yamamoto, mecz rozpoczęły syreny alarmowe, które zawyły dla upamiętnienia powstania warszawskiego. Następnie kibice na trybunach odśpiewali Mazurka Dąbrowskiego. Takie akcje z pewnością mogą pozytywnie wpłynąć na wizerunek fanów futbolu – oczywiście, jeśli nie zostaną pominięte w relacjach ze spotkania.

– Niczego nie obiecuję, bo słowa nic nie znaczą, liczą się tylko czyny – tymi słowami Czesław Michniewicz ustosunkował się przed meczem do szans swojego zespołu na osiągnięcie korzystnego rezultatu. Jednak to gospodarze postanowili od początku wziąć sprawy w swoje ręce. Już w 3. minucie Marek Saganowski zmarnował stuprocentową sytuację, kiedy znalazł się sam na sam z bramkarzem Podbeskidzia. Piękną asystą popisał się Henrik Ojamaa, który stojąc tyłem do bramki, wypuścił w uliczkę napastnika Legii precyzyjnym zagraniem piętką. Saganowski uderzył jednak za słabo, w bardzo sygnalizowany sposób. W grze „Górali” było widać nerwowość – niecelne wyrzuty z autu i nieumiejętność wyjścia z własnej połowy prowokowały piłkarzy Jana Urbana do kolejnych szarż na bramkę Ladislava Rybańskiego. „Wojskowi” zakładali pressing już na 30. metrze przed bramką rywali, jednak rzadko oddawali strzały. W 16. minucie znów nie popisał się Saganowski, który po złym wyprowadzeniu akcji przez Aleksandra Jagiełłę znalazł się z piłką tuż przed polem karnym i zamiast strzelać, próbował mijać obrońcę i dał sobie odebrać futbolówkę. Były piłkarz ŁKS-u był bardzo aktywny, jednak większość jego akcji kończyła się na spalonym – w pół godziny dał się na nim złapać aż cztery razy. Dobre zawody rozgrywali Żyro, który wystawiał piłki kolegom, oraz Jodłowiec, dobrze podłączający się do ofensywy.
Po trzydziestu minutach do głosu doszli goście – w ciągu kilku minut przeprowadzili dwie groźne kontry, po których swoje szanse mieli Wodecki i Pawela. Gdy wydawało się, że Podbeskidzie włącza się do gry, to Legia zdobyła bramkę. W 41. minucie po dośrodkowaniu Jakuba Wawrzyniaka trafienie głową zaliczył Marek Saganowski. Niedługo potem sędzia zakończył pierwszą część spotkania, w której zdecydowanie dominowali gracze z Łazienkowskiej.
Druga połowa rozpoczęła się tak, jak zakończyła pierwsza – od gola „Wojskowych”. W 51. minucie z lewej strony dośrodkował Żyro, a Helio Pinto pozostało już tylko dołożyć nogę i pokonać płaskim strzałem bramkarza gości. Bramka strzelona po przerwie wyraźnie zdjęła presję z legionistów, którzy w następnych minutach rozluźnili się w grze obronnej – stąd kilka ofensywnych akcji piłkarzy Podbeskidzia, jednak bez realnego zagrożenia dla bramki mistrzów Polski. Worek z bramkami zdążył się już jednak rozwiązać.












