Legia przegrała z Trabzonsporem 0:2. Gole dla gospodarzy strzelili Janko i Adin. Tym samym polski zespół nie zdobył jeszcze punktu w obecnych rozgrywkach Ligi Europy.
Mecz tragicznie zaczął się dla Legii. Najpierw kontuzji doznał Żyro, a chwilę później goście stracili gola. Zokora zagrał do Henrique, ten podał w pole karne, gdzie po ogromnym zamieszaniu piłkę do siatki wpakował Janko. Fatalnie zachowała się defensywa Legii. Żaden z czterech piłkarzy stojących w małej odległości od napastnika nie potrafił zatrzymać strzału Austriaka. Właściwie przez większość czasu gra toczyła się w środku pola, ale stroną przeważającą byli gospodarze, głównie przez głupie straty legionistów. Podopieczni Urbana potrafili przycisnąć tylko na chwilę, ale najlepszą okazję mieli po zagraniu obrońcy Trabzonsporu pod nogi Koseckiego. Niestety, cała akcja zakończyła się niecelnym podaniem Ojamy. W 31. minucie sędzia powinien podyktować rzut karny. Vrdoljak zagrał prostopadłą piłkę do Brozia, a wchodzący wślizgiem Demir minął się z piłką i tak zwanymi sankami zaatakował nogę polskiego obrońcy. Sędzia jednak na wapno nie wskazał, a protestującego Koseckiego ukarał żółtą kartką.

Na boisku zaczęło się robić nerwowo. Składnej gry i tak było niewiele, w dodatku tuż po niepodyktowanym karnym doszło do spięcia Jodłowca z Zokorą, a za nimi ruszyli ich koledzy z drużyn. Zakończyło się po żółtej kartce dla sprawców zamieszania. Jodłowiec chyba się tym wydarzeniem nakręcił, bo chwilę później rajdem zainicjował najgroźniejszą akcję Legii. Ostatecznie ze strzałem Dwaliszwilego niemal żadnych problemów nie miał Kivrak. Polski zespół zyskał przewagę na koniec pierwszej połowy, ale efektem był tylko zablokowany kolejny strzał Dwaliszwilego.
Po przerwie przypomniały się obrazki z eliminacji do Ligi Mistrzów, kiedy to drugie połowy w wykonaniu Legii wyglądały o wiele lepiej. Tak było i tym razem. To goście z większym animuszem ruszyli do ataku i choć bezpośredniego zagrożenia pod bramką Kivraka nie było, należy podkreślić, że Trabzonspor długimi fragmentami wycofywał się całym zespołem na własną połowę. Niestety robił to na tyle skuteczne, że właściwie wszystkie akcje były przerywane w okolicach szesnastego metra. Brakowało albo dokładności, albo zrozumienia, albo szczęścia, kiedy Yumlu w ostatniej chwili wślizgiem w polu karnym wybił Koseckiemu piłkę spod nóg.
Właściwie przez długi czas Kivrak musiał interweniować tylko raz – przy niezbyt wymagającym strzale Pinto. Legia konsekwentnie dążyła do celu. Najpierw strzał Ojamy zza pola karnego wybronił kapitan zespołu, a kilka minut później kapitalnie dwukrotnie nie dał się pokonać po uderzeniach Dwaliszwilego i Furmana. W 83. minucie turecki zespół zadał decydujący cios. Po bezsensownym faul Brzyskiego z rzutu wolnego dośrodkowywał Adin, a piłka, ledwie muśnięta przez jednego piłkarza, wpadła do bramki zdezorientowanego Skaby. Bramkarz Legii zdecydowanie zapisze tego gola na swoje konto.











