Lechia Gdańsk znowu okazała się górą w Derbach Trójmiasta. „Biało-zieloni” podejmowali u siebie rozbitą Arkę Gdynia i dołożyli im kolejne zmartwienia. Jakość piłkarska okazała się kluczowa w starciu pełnym walki i dzięki temu seria domowych zwycięstw z największym rywalem znowu wzrosła. Kluczowi ponownie okazali się Artur Szach i Kevin Dodaj.
Lechia chciała pójść za ciosem, Arka szukała przełamania
Każde derbowe starcie jest na tyle specyficzne, że w takim momencie ligowa tabela i aktualna forma schodzą na dalszy plan. Tym razem trudno było jednak nie zwrócić uwagi na sytuację obu zespołów. Lechia Gdańsk przystępowała do rywalizacji po trzech kolejnych zwycięstwach w Betclic 1 Lidze, natomiast Arka Gdynia potrzebowała przełamania po serii sześciu spotkań bez wygranej. Dla „biało-zielonych” była to szansa na umocnienie się w czołówce tabeli, a dla ich lokalnych rywali okazja do poprawienia trudnej sytuacji.
Lechia przed pierwszym gwizdkiem zajmowała czwarte miejsce z dorobkiem 16 punktów. Zwycięstwa nad Miedzią Legnica, Stalą Mielec i Stalą Rzeszów pozwoliły jej złapać wiatr w żagle. Szczególnie imponująca była wygrana 7:1 z Mielczanami. Arka miała na koncie 11 punktów i znajdowała się w strefie spadkowej. Nieudany początek sezonu oraz porażka po przerwie na kadrę z Polonią Warszawa sprawiły, że presja na zespole z Gdyni rosła.
Lechia miała patent na Arkę
W poprzednim sezonie Lechia Gdańsk dwukrotnie mierzyła się z Arką Gdynia i ani razu nie przegrała. W sierpniu 2025 roku, podczas derbów rozegranych na Polsat Plus Arenie, „biało-zieloni” zwyciężyli 1:0. Decydującego gola w 85. minucie zdobył Dawid Kurminowski. Rewanż w Gdyni, rozegrany w lutym 2026 roku, dostarczył jeszcze więcej emocji. Arka prowadziła już 2:0 po trafieniach Oskara Kubiaka i Marca Navarro, ale Lechia zdołała odrobić straty. Bramki Kacpra Sezonienki i Iwana Żelizki w ciągu czterech minut drugiej połowy doprowadziły do remisu 2:2.
Gdańszczanie przedłużyli tym samym swoją dobrą passę w derbach, a szczególnie korzystnie wyglądała ich seria spotkań na własnym stadionie. Arka po raz ostatni wygrała w Gdańsku 18 listopada 2008 roku, triumfując 1:0 w meczu Pucharu Ekstraklasy. Od tamtej pory nie potrafiła ponownie zwyciężyć na terenie lokalnego rywala.
Przed kolejnymi derbami w Gdańsku Arka stanęła więc przed zadaniem przełamania trwającej od lat niekorzystnej serii. Dodatkowej motywacji dostarczała jej sytuacja w tabeli oraz presja kibiców, którzy po porażce z Polonią Warszawa oczekiwali zwycięstwa nad odwiecznym rywalem. Lechia chciała natomiast podtrzymać dominację na własnym stadionie i ponownie udowodnić, że w derbach Trójmiasta potrafi wykorzystać atut własnego boiska.
Do przerwy lepsza Lechia
Pierwsza odsłona tego spotkania nie przyniosła obecnym na stadionie kibicom wielu emocji. Więcej z gry miała Lechia Gdańsk, która długimi momentami starała się kontrolować przebieg meczu. Brakowało jednak konkretów pod bramką Dawida Arndta. Goście za to popełniali sporo prostych błędów w przyjęciu piłki i nie mieli kompletnie pomysłu, jak zbliżyć się do bramki strzeżonej przez Axela Holewińskiego. Nawet jak pojawiali się z akcją blisko pola karnego Lechii, to i tak brakowało chłodnej głowy.
Dużo wskazywało na to, że do przerwy nie padną bramki, lecz w 36. minucie pierwszy cios zadała Lechia. W pole karne świetnie wdarł się Kevin Dodaj i zdołał oddać strzał, który wybronił bramkarz Arki, ale na tym akcja się nie zakończyła. Do piłki dopadł Artur Szach, który prawie z linii końcowej oddał strzał, a piłka po rykoszecie od Javiera Domingueza wpadła do bramki. Z całą pewnością było to zasłużone prowadzenie „biało-zielonych”. W ostatnich minutach połowy Arka próbowała się odgryźć, ale nadal brakowało jej pomysłu na to, by zdziałać cokolwiek.
Potężne ciosy tuż po przerwie
Druga połowa rozpoczęła nam się wręcz fenomenalnie. Już w 47. minucie Arka Gdynia zdołała doprowadzić do wyrównania. Kapitalnym uderzeniem zza pola karnego popisał się Vladislavs Gutkovskis, nie dając kompletnie szans na interwencję Holewińskiemu. W wyborny sposób przyjezdni odpowiedzieli na swoją niemoc w pierwszych 45 minutach, kompletnie zaskakując Lechię.
Zaskoczenie nie trwało jednak długo, gdyż zaledwie chwilę później Lechia Gdańsk ponownie prowadziła. Niesamowity Artur Szach fenomenalnie urwał się w środku pola i wyłożył piłkę Kevinovi Dodajowi, który w sytuacji sam na sam nie dał żadnych szans Arndtowi. Wow, ależ kapitalne minuty po przerwie w wykonaniu obu ekip.
I to by było na tyle
Po drugim golu dla Lechii mecz na moment się znacznie uspokoił. Zadany cios znowu związał nieco nogi Arce, która później jeszcze próbowała zdziałać cokolwiek, by odwrócić losy spotkania. Gospodarze kontrolowali jednak przebieg drugiej połowy i nie dawali sobie wejść rywalowi na głowę. Mecz dodatkowo został kilka razy zakłócony przez oprawy, czym obie drużyny nieco się rozstrajały.
Ostatecznie goście ponownie pokazali, że ich obecna forma jest daleka od ideału i jeżeli nic się nie zmieni, to o poprawę wyników będzie trudno. Nie było u nich wielu atutów, by zrobić coś wielkiego i w końcu przełamać się w Gdańsku. Zasłużone zwycięstwo odniosła Lechia i chociaż nie było to jednostronne widowisko, to jakość w tej drużynie była ponownie kluczowa.
Obie serie podtrzymane
Lechia Gdańsk odniosła dziesiąte z rzędu zwycięstwo u siebie z Arką Gdynia, co jest już znakomitą serią, trwającą od 18 lat. Faworyt tego meczu nie zawiódł i wskoczył na trzecie miejsce w tabeli Betclic 1 Ligi. Strata do liderującej Pogoni Grodzisk Mazowiecki wynosi dwa punkty, a do wicelidera Polonii Warszawa jeden punkt.
Arka Gdynia za to przedłużyła swoją serię bez zwycięstwa do siedmiu spotkań. Drużynie trenera Grzegorczyka daje to 15. miejsce w tabeli z 11 punktami na koncie. Tyle samo oczek ma szesnaste Podbeskidzie Bielsko-Biała i siedemnasta Unia Skierniewice. Na ten moment zmiana trenera nie wniosła do drużyny nic szczególnego i to może budzić w Gdyni niepokój.











