W teorii miało być dobrze. Młodzieżowy reprezentant Ukrainy, świeżo po golu w lidze, przechodzi do klubu z PKO BP Ekstraklasy. W praktyce – groteska. Lechia Gdańsk uzgodniła warunki, podpisała dokumenty, ale nie przelała nawet pierwszej raty. W efekcie Witalij Roman został bez drużyny, a Ruch Lwów bez pieniędzy. – Zachowanie Lechii to przejaw skandalicznego braku profesjonalizmu – grzmi dyrektor sportowy lwowskiego klubu Wołodymyr Łapycki.
Lechia Gdańsk znalazła się w samym centrum transferowej kompromitacji. Ukraiński Ruch Lwów publicznie oskarża gdański klub o złamanie warunków umowy. W tle mamy Witalija Romana, obrońcę młodzieżowej reprezentacji Ukrainy, którego transfer miał być jasnym sygnałem, że Lechia chce się wzmocnić.
Transfer, który nigdy nie zaistniał
Witalij Roman miał za sobą setkę meczów w barwach Ruchu, dwa mistrzostwa Ukrainy juniorów i występy na młodzieżowym Euro. Lechia była zainteresowana, sam zawodnik również chciał spróbować sił w polskiej ekstraklasie.
– Powiedział nam, że jeśli pojawi się odpowiednia oferta, chciałby spróbować gry w Europie. Uznaliśmy, że to naturalny krok – relacjonuje Wołodymyr Łapycki, dyrektor sportowy Ruchu w rozmowie na stronie klubowej.
Lechia początkowo oferowała zbyt mało, ale po negocjacjach zgodziła się na warunki. Roczne wypożyczenie za 350 tysięcy euro z obowiązkiem wykupu za kolejne 350 tysięcy euro. Łącznie 700 tysięcy euro. Umowy podpisano, a zawodnik pożegnał się z Ruchem, strzelając gola w swoim ostatnim meczu.
Pieniądze jednak nie przyszły
Zgodnie z kontraktem pierwsza transza miała wpłynąć do 18 sierpnia 2025 roku. Od tego momentu Roman mógłby zostać oficjalnie zarejestrowany w Polsce dzięki systemowi FIFA TMS i wydaniu międzynarodowego certyfikatu transferowego (ITC). Problem w tym, że Lechia nie zrobiła ani jednego przelewu, ani nawet nie wysłała wniosku do systemu.
– Mówimy dziś o 11 września. Lechia nie przelała środków ani za wypożyczenie, ani jako kary za niedotrzymanie umowy – podkreśla Łapycki.
W kontrakcie znalazła się klauzula. Jeśli Polacy nie dotrzymają terminu, muszą zapłacić 100 tysięcy euro kary. Ani klub, ani agent, ani sam zawodnik nie doczekali się jednak żadnych konkretów ze strony gdańszczan.
Roman w zawieszeniu
Najbardziej poszkodowany w całej historii jest sam zawodnik. Roman podpisał indywidualną umowę z Lechią, wynajął mieszkanie w Gdańsku, złożył dokumenty o pobyt. Wszystko na własny koszt.
– Witalij jest negatywnie zaskoczony. Nie spodziewał się takiego braku profesjonalizmu – mówi dyrektor sportowy Ruchu.
Ostatnie ostrzeżenie
Ruch Lwów stracił nie tylko czas, lecz także możliwość sprzedaży zawodnika do innego klubu w letnim oknie transferowym. Ukraińcy domagają się więc zapłaty kar i rozwiązania kontraktu. Jeśli to nie nastąpi, sprawa trafi do FIFA i UEFA.











