Warunki pogodowe w Lublinie nie do końca sprzyjały, ale żadnej drużynie nie przeszkodziło to rozegraniu ciekawego spotkania. Lechia Gdańsk przyjechała na Lubelszczyznę z chęcią kontynuowania serii bez porażek i tego też dokonała. Drużyna Johna Carvera po interesującym meczu pokonała Motor Lublin 3:2 i pokazała, że bez Tomasa Bobcka też można strzelać dużo goli. Na słowa uznania zasłużył Camilo Mena, który strzelił dwie bramki. Lechia tym samym zadamawia się w rejonach środka tabeli i może niedługo zapukać do górnej części tabeli.
Motor Lublin w końcu przełamany
W ostatnich latach Lechia Gdańsk kompletnie nie potrafiła wygrywać z Motorem Lublin. Nie sprzyjała im nawet przewaga własnego stadionu i czegoś zawsze brakowało. Obaj trenerzy darzą się olbrzymim szacunkiem i przed tym starciem padały z ich ust spore komplementy. W niedzielne popołudnie w Lublinie doszło jednak do wyczekiwanego przez zespół Johna Carvera przełamania. Mimo opadów śniegu udało się w miarę przygotować murawę do tego spotkania i postronni kibice na pewno się nie nudzili. Motor i Lechia zagrały ofensywnie, ale finalnie to goście strzelili jednego gola więcej i do Gdańska wracają z kompletem punktów.
Motor Lublin ponownie zaprezentował sporą dezorganizację w defensywie i na nic zdało się to, że to gospodarze objęli prowadzenie po golu Bartosza Wolskiego. Lechia Gdańsk zdołała migiem na to odpowiedzieć, a dokonał tego Camilo Mena, wykorzystując lekkie zamieszanie pod bramką Ivana Brkicia. Jakość tego dnia była po stronie Lechii, ale do zwycięstwa potrzebny był rzut karny w drugiej połowie. Fatalnie we własnym polu karnym zachował się Karol Czubak, który sfaulował Mateja Rodina. Decydujące trafienie z 11 metrów zaliczył Camilo Mena, notując tym samym dublet w tym meczu. Ten gol już kompletnie dobił Motor, który potem zostawiał za dużo miejsca na boisku i może dziękować rywalowi, że przegrał tylko 2:3. Doskonałych sytuacji w końcówce nie wykorzystali Wjunnyk i Mena, któremu obok nosa przeszło ustrzelenie hat-tricka.
Było to naprawdę dobre widowisko, ale też czego innego oczekiwać, gdy na boisko wychodzi Lechia Gdańsk. Mecze z jej udziałem nie potrafią być brzydkie i nudne, więc zawsze chętnie się to ogląda. Drużyna Johna Carvera ma już na koncie 44 strzelone gole i nikt w lidze nie jest nawet blisko tego dorobku. Podobnie jest z golami straconymi, których jest już 41. Jeżeli jednak ma to dawać takie efekty jak seria siedmiu spotkań bez porażki z rzędu, to nikt nie będzie nad tą drugą statystyką mocno ubolewał.











