Lechia Gdańsk nie bez problemów, ale pokonała u siebie Unię Skierniewice. Beniaminek zdołał się postawić drużynie z czołówki, lecz w końcowej fazie spotkania nie dał rady utrzymać korzystnego wyniku. Taka wygrana na pewno dobrze podziała na drużynę Władysława Łupaszki, szczególnie po wysokiej porażce w Pucharze Polski. Goście za to na pewno zakończą tę kolejkę na ostatnim miejscu w tabeli i mają już serię sześciu spotkań bez wygranej z rzędu.
Trzy dni po bolesnej porażce w Pucharze Polski zawodnicy Lechii Gdańsk dostali idealną możliwość na rehabilitację. Nad morze zawitała bowiem Unia Skierniewice, czyli drużyna z dołu tabeli. Dla „biało-zielonych” było to istotne spotkanie również z powodu sytuacji w lidze. Weekendowa porażka z Puszczą Niepołomice spowodowała spadek na szóste miejsce. Strata do TOP 2 nadal jednak była mała i ewentualna sobotnia wygrana znowu zbliżyłaby Lechię do miejsc premiujących bezpośrednim awansem.
Unia Skierniewice była w trudnej sytuacji
Beniaminek ze Skierniewic przyjechał do Gdańska mocno pokiereszowany. Drużyna Kamila Sochy miała za sobą serię pięciu spotkań bez zwycięstwa, co mocno odbiło się na jej sytuacji w tabeli. Po 12 kolejkach Skierniewiczanie zgromadzili zaledwie 11 punktów i zajmowali ostatnie miejsce w Betclic 1 Lidze. Ostatni raz ze zwycięstwa cieszyli się 13 września, kiedy pokonali Pogoń Grodzisk Mazowiecki 3:2. Później zanotowali dwa remisy oraz trzy porażki, przez co coraz bardziej potrzebowali przełamania. Po ostatnim meczu doszło również do mocnej wymiany słów z kibicami, a w obronie drużyny stanowczo stanął trener Socha.
Unia Skierniewice nie była zespołem pozbawionym argumentów. Beniaminek potrafił już nie raz pokazywać ciekawy futbol i na pewno miejsce w tabeli nie odzwierciedlało potencjału tej drużyny. Zwracał na to uwagę również trener Lechii Władysław Łupaszko, który przed spotkaniem doceniał pracę szkoleniowca rywali i sposób budowania przez nich akcji. Co ciekawe, Lechia i Unia po raz pierwszy w historii zmierzyły się w oficjalnym spotkaniu. Oba zespoły nie miały więc jeszcze żadnej historii bezpośrednich pojedynków, która mogłaby stanowić punkt odniesienia przed tą konfrontacją.
Dublet Bidy do przerwy
Spotkanie w Gdańsku zaczęło się od zaskakującego ciosu gości. Nie sam gol był zaskoczeniem, lecz to, w jakim stylu został on strzelony. W bardzo prostej sytuacji pod własną bramką Samuel Kopasek podał zbyt lekko do jednego z obrońców i ten błąd wykorzystał Bartosz Bida. Napastnik Unii dopadł do futbolówki i pewnym strzałem pokonał Axela Holewińskiego.
Po tym golu Unia Skierniewice dążyła do podwyższenia prowadzenia, korzystając z tego, że Lechia Gdańsk była strasznie nerwowa w swoich poczynaniach. Wielu zawodników gospodarzy popełniało proste błędy w przyjęciu, a także regularnie w podaniach na własnej połowie. Dopiero po upływie dwudziestej minuty Lechia zaczęła systematycznie uspokajać swoją grę i dzięki temu udawało się tworzyć lepsze akcje ofensywne. W 25. minucie przyniosło to pozytywny skutek. Po lewej stronie składną akcję przeprowadził Kevin Dodaj, który podał do Artura Szacha, a ten idealnie obsłużył Vladislava Blanutę.
Mało brakowało, by Lechia Gdańsk poszła za ciosem po tym golu. Kilka minut później w fantastycznej sytuacji w polu karnym znalazł się Tomasz Wójtowicz, jednak zbyt długo zwlekał ze strzałem i obrońcy zdołali go wyblokować. Niewykorzystana sytuacja gospodarzy zemściła się w 40. minucie, gdy po długim podaniu mijającym obrońców do piłki dopadł Bartosz Bida i w sytuacji sam na sam ponownie pokonał Holewińskiego.
Do przerwy mieliśmy zatem sensacyjny wynik na Polsat Plus Arenie. Lechia dodatkowo straciła swojego kapitana, ponieważ z powodu urazu pierwszej połowy nie dokończył Tomasz Neugebauer.
Lechia Gdańsk wyrwała zwycięstwo
W drugiej odsłonie tego spotkania przez długi czas nie działo się kompletnie nic. Lechia Gdańsk nie potrafiła zaskoczyć rywala, a Unia czyhała na kontry, które nie były jednak zbyt groźne. Do jakiegokolwiek konkretu musieliśmy poczekać aż do 70. minuty. Wtedy właśnie drużyna trenera Łupaszki przełamała defensywę przyjezdnych, a pomógł w tym stały fragment gry. Świetnie z rzutu wolnego w pole karne dośrodkował Samuel Kopasek, a drugiego gola w tym meczu strzelił Vladislav Blanuta.
Chwilę później do pracy wzięła się jednak Unia Skierniewice i mogło to przynieść szybką odpowiedź. Dogodnej sytuacji nie wykorzystał jednak Antoni Burkiewicz, którego uderzenie świetnie wybronił Axel Holewiński.
Następne minuty były już pod dyktando „biało-zielonych”. Lechia starała się za wszelką cenę stworzyć akcję bramkową, która mogła im zapewnić trzy punkty. Swego dopięła w 84. minucie, gdy udało się wykorzystać nieco pogubioną defensywę rywala. Świetnie na prawym skrzydle pokazał się Tomasz Wójtowicz, który idealnym podaniem obsłużył Artura Szacha. Ukrainiec pewnie wykończył akcję strzałem między nogami Stanisława Pruszkowskiego.
Szach kontynuuje znakomitą w tym sezonie formę. 21-latek ma już na swoim koncie 9 goli i 6 asyst w 10 spotkaniach. Kosmiczne statystyki czołowego piłkarza Betclic 1 Ligi.
Lider i… ostatnia drużyna w tabeli
Po pokonaniu Unii Skierniewice Lechia Gdańsk wskoczyła na pozycję lidera Betclic 1 Ligi. Udało im się wyprzedzić Pogoń Grodzisk Mazowiecki, która przegrała trzeci mecz z rzędu. Kolejka jednak nadal trwa i trzeba czekać na wyniki innych drużyn z czołówki. Jest to jednak bardzo ważne zwycięstwo i dzięki temu Lechia stabilizuje swoją pozycję wśród najlepszych drużyn rundy jesiennej.
Unia Skierniewice miała za to wielkie nadzieje na to, że po tym meczu opuści ostatnie miejsce w tabeli. Były na to szanse, lecz porażka coraz mocniej komplikuje ich sytuację. Dorobek 11 punktów po trzynastu kolejkach jest bardzo słabym dorobkiem, jednak oczywiście należy mieć na uwadze fakt, że to beniaminek. Taką grą w Gdańsku zespół Kamila Sochy pokazał, że coś z tego może być w dalszej fazie sezonu. Nie ma na razie sensu ich skreślać, bo mogą jeszcze odpalić.










