Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Często słyszymy takie stwierdzenie w piłce nożnej i w niedzielne popołudnie tak właśnie się stało w Gdańsku. Lechia przy prowadzeniu 1:0 miała dużą szansę na dobicie Zagłębia Lubin, jednak duża nieskuteczność spowodowała, że goście zdołali ją skarcić i wyrwać jeden punkt. W grze beniaminka było widać lekką poprawę, ale nadal pewne mankamenty tam są, nad czym trzeba dalej pracować. Zagłębie za to zaliczyło trzeci mecz z rzędu bez porażki.
Trudny powrót do PKO BP Ekstraklasy notuje Lechia Gdańsk. Drużyna z północy w trzech kolejkach zapunktowała zaledwie raz i wiele do życzenia pozostawiała jej formacja defensywna. Ciężka praca miała jednak przynieść pozytywne skutki i w drużynie była wiara, że u siebie z Zagłębiem Lubin będzie możliwość na przełamanie i pierwsze zwycięstwo w sezonie.
Rywal jednak nie był łatwy, bo o ile do tej pory Zagłębie wygrało tylko raz, o tyle w jego grze można było znaleźć trochę pozytywów. Przed spadkiem Lechii w meczach obu drużyn regułą były spore emocje, obfite w bramki. Ostatnie pięć meczów Lechii z Zagłębiem to minimum trzy gole w każdym z nich i to mogło rozbudzać apetyty na kolejne dobre widowisko. Takie faktycznie kibice na stadionie ujrzeli, bo sytuacji stwarzanych było sporo. Finalnie zakończyło się to remisem 1:1 i niektórzy na pewno mogli uznać, że w miarę sprawiedliwym. Na przełamanie Lechia Gdańsk musi nadal czekać.
Pokaz nieskuteczności
Obie drużyny od początku spotkania pokazywały nastawienie ofensywne. Dzięki temu można było obserwować momentami bardzo szybkie tempo gry, do tego wysoki pressing, który potrafił przynosić niespodziewane akcje podbramkowe. Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, to z tych sytuacji w polu karnym rywala nic konkretnego nie wynikało. Kompletnie kulała skuteczność, co szczególnie było widoczne w Lechii Gdańsk. Statystyki pokazywały, że tyle samo sytuacji było zarówno pod bramką Dominika Hładuna, jak i Bogdana Sarnawskiego. Groźniej jednak momentami atakowali gospodarze, a najlepszą sytuację z kilku metrów zmarnował Tomas Bobcek.
W zespole gości spore problemy w tyłach miał chwalony ostatnio Igor Orlikowski. Młody defensor nie radził sobie z wyższym pressingiem i Lechia starała się nieraz wykorzystywać jego mniejsze doświadczenie. Były to sytuacje naprawdę bardzo dobre, które spokojnie mogły dać prowadzenie gospodarzom. W obronie Igora po meczu stanął trener Waldemar Fornalik: – Jeśli chciałbym zareagować zmianą, to musiałbym zmienić każdego, kto popełnił błąd. To tak też nie działa, jest to młody człowiek, który nabiera doświadczenia. Myślę, że to nie tylko jego wina była przy tych sytuacjach, bo dostawał piłki zbyt wolne, ale oczywiście musi się inaczej zachować.
Wróćmy do pierwszej odsłony. Zagłębie też miało coś z gry i najczęściej próbowało się odgryzać swoją lewą stroną. Tam liczono na Mateusza Wdowiaka, który zostawił dużo potu w walce z rywalami. Właśnie po akcji w tej strefie boiska najlepszą okazję dla gości zmarnował Dawid Kurminowski. Nie była to aż taka setka, jak w przypadku słowackiego napastnika gospodarzy, warto jednak docenić świetną reakcję Sarnawskiego i udaną interwencję.











