Lech Poznań pokonał na wyjeździe fantastyczną w tym sezonie Cracovię Dawida Kroczka. W pierwszej połowie wydawało się, że kryzys „Kolejorza” trwa dalej, ale druga część spotkania rozwiała już wszelkie wątpliwości co do formy drużyny z Poznania. Lech po profesorsku odzyskał kontrolę nad spotkaniem i umocnił się na fotelu lidera. Do Poznania wrócił spokój.
W sobotni wieczór Cracovia podejmowała na własnym stadionie Lecha Poznań. Stawką tego spotkania był fotel lidera. Dla Cracovii przynajmniej do niedzielnego meczu Rakowa Częstochowa. „Kolejorz” natomiast musiał udowodnić, że mecze przed przerwą reprezentacyjną wcale nie były początkiem kryzysu w Poznaniu. Szczególnie że przewaga punktowa wypracowana na początku sezonu skurczyła się już niemal całkowicie. Jagiellonia Białystok, Raków Częstochowa oraz właśnie Cracovia cały czas depczą Lechowi po piętach. Wobec tego stawka tego spotkania była naprawdę wysoka dla obu zespołów.
Ofensywny mecz?
Na stadion przy ulicy Kałuży miały wybiec zespoły, które według statystyk z oficjalnej strony PKO BO Ekstraklasy wykreowały do tej pory najwięcej punktów w klasyfikacji xG. Spodziewać mogliśmy się naprawdę wielu bramek, szczególnie że oba zespoły przystępowały do meczu bez swoich filarów defensywy. W Cracovii z powodu urazu wypadł Kamil Glik, a Niels Frederiksen nie mógł skorzystać z Alexa Douglasa. Strata Szweda jest dla poznaniaków szczególnie bolesna, ponieważ Douglas rozegrał w tym sezonie wszystkie możliwe mecze w pełnym wymiarze czasowym. Powracający do składu Bartosz Salamon stał więc przed bardzo dużym wyzwaniem. Mimo że Polak grał w czerwcu w pierwszym składzie na Euro, w tym sezonie w lidze miał epizod tylko na pozycji napastnika na początku sezonu przeciwko drużynie Widzewa Łódź.
Poznańska defensywa stała więc przed bardzo trudnym zadaniem. Bez swojego kluczowego zawodnika miała zatrzymać najlepszy duet napastników w lidze. Benjamin Kallman i Mick van Buren od początku sezonu świetnie się rozumieją. W wyjściowym składzie „Pasów” pojawili się również Filip Rózga oraz Ajdin Hasić, więc ich potencjał ofensywny był naprawdę ogromny. Pytania mogły się w Krakowie pojawić wobec zestawienia defensywy. Dawid Kroczek nie mógł bowiem skorzystać z dwóch stoperów: Kamila Glika i Jakuba Jugasa. Ta formacja aż do pierwszego gwizdka była dla fanów niewiadomą. Kluczem do triumfu Cracovii w tym spotkaniu miał więc być atak.
Ale o tym, jak groźna w ofensywie może być Cracovia, pisałem już tutaj.
Dwie różne połowy
Z pierwszych 45 minut tego spotkania bardzo trudno wybrać najciekawszy fragment. Imponujące było odegranie hymnu Cracovii na pełnym kibiców stadionie. Później zaprzyjaźnieni ze sobą fani obu zespołów urządzili na trybunach pokaz pirotechniki. Z boiska zapamiętać mogliśmy co najwyżej efektowną próbę Ajdina Hasicia z rzutu wolnego. Bardzo niewiele działo się w pierwszej połowie i wobec braku wydarzeń boiskowych kibice poznańskiego Lecha mieli sporo czasu na rozmyślania dotyczącego tego, czy ich drużynę faktycznie dopadł kryzys. Wizualnie „Kolejorz” został bowiem niemal całkowicie zdominowany przez Cracovię. Mimo że statystyki po pierwszej połowie wskazywały, że Lech miał przewagę w posiadaniu piłki. To jednak Cracovia długimi fragmentami zamykała gości na ich połowie, a na dodatek wytrąciła im wszystkie ofensywne atuty. W kontekście kilku ostatnich spotkań w wykonaniu drużyny Nielsa Frederiksena myśli o kryzysie mogły być całkowicie uzasadnione.











