Lech Poznań przystępował do meczu ze szwedzkim Djurgarden w celu wypracowania dobrego wyniku na własnym stadionie. I cóż mamy powiedzieć? Wywiązał się z tego zadania wręcz idealnie. Dwie bramki zdobyte w domu dają bardzo duże nadzieje na awans, nawet jeśli rewanż będzie rozgrywany na trudnym terenie. „Kolejorz” stoi przed realną szansą awansu do ćwierćfinału Ligi Konferencji. Wszystko we własnych nogach.
John van den Brom świetnie planuje dwumecze
To, w jaki sposób Lech Poznań po raz kolejny podchodzi do dwumeczu w Europie, może budzić podziw. Oczywiście, jesteśmy dopiero na półmetku tej rywalizacji, jednak z całym przekonaniem możemy stwierdzić, że na ten moment wszystko idzie zgodnie z planem. Właściwie nie można mieć całościowo zastrzeżeń do „Dumy Wielkopolski” w tym spotkaniu. Słowo „stłamsił” byłoby drobną przesadą, ale na pewno poznaniacy nie pozwolili gościom na wiele. Idealnym potwierdzeniem tego jest fakt, iż Filip Bednarek ani razu nie został zmuszony do parady po którymś ze strzałów. Szwedzi nie oddali celnego uderzenia, próbowali strzelać łącznie pięć razy. Chociaż statystyka xG w ekipie przyjezdnej wynosiła 0.71 do 0.85, które wykręcił Lech Poznań.
Lech Poznań od początku spotkania grał swoją piłkę, Szwedzi bardzo, ale to bardzo nie chcieli mieć futbolówki, bo po 10 minutach „Kolejorz” miał 80% posiadania piłki, co zdecydowanie robi wrażenie. „Duma Sztokholmu” miała przewagę głównie w statystykach dotyczących fauli oraz zagrań w defensywie, choć miała też dwie zmarnowane tak zwane wielkie okazje. Nie możemy więc mówić, że swoich sytuacji nie miała.
Pamiętajmy też o dwumeczu z Bodo/Glimt, w którym Lech w pierwszym spotkaniu postawił na defensywę i w wyrachowany sposób wywiózł remis z Norwegii. Przypominamy, że był to naprawdę bardzo trudny teren, na którym przegrywały drużyny o zdecydowanie wyższej jakości od mistrza Polski. W rewanżu trener van den Brom postawił jednak na piłkę ofensywniejszą, choć Lech Poznań cały czas prezentował się szczelnie w obronie. Defensywa, jeśli spojrzeć na ostatnie wyniki Lecha, jest kluczem do sukcesu w europejskich pucharach. Mecz z Djurgaden był czwartym kolejnym w Europie bez straty gola. Ostatni raz „Kolejorz” wyciągał piłkę z siatki w 69. minucie meczu z Austrią Wiedeń uwaga… 27 października.
Szymczak na skrzydle i Filip Marchwiński
W rundzie wiosennej mieliśmy już do czynienia z kilkoma decyzjami trenera Broma, które wydawały się niezrozumiałe. O ile Alan Czerwiński na lewej obronie się nie sprawdzał, a teraz do formy wrócił Rebocho, o tyle Filip Szymczak pokazuje, że potrafi grać na skrzydle. Oczywiście typowym skrzydłowym nie jest i nigdy nim nie będzie. Realizuje inne założenia od typowej „jedenastki”, ale znajduje się w podobnych obszarach boiskach. Oczywiście, grał tak już we wcześniejszych etapach sezonu, teraz jednak jest tam wystawiany coraz częściej.











