Lech Poznań podczas wczorajszego wieczoru stanął przed szansą, aby zdobyć pierwsze trofeum w nowym sezonie. Mistrz Polski zmierzył się ze zdobywcą Pucharu Polski – Górnikiem Zabrze w ramach Superpucharu kraju i odniósł zwycięstwo. Oczywiście nie wyglądała gra Lecha idealnie, jednak „Kolejorz” zagrał naprawdę dobrze, a w szczególności może cieszyć postawa debiutantów.
Lech Poznań stanął przed szansą, aby zbudować morale przed meczem w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów i tę szansę wykorzystał. „Kolejorz” wygrał 3:1 nad Górnikiem Zabrze i podniósł w górę pierwsze trofeum w nowym sezonie. W szeregach Mistrza Polski zagrało trzech nowych zawodników: Terry Yegbe, Mateusz Lis, a także Allahyar Sayyadmanesh. Warto sobie jednak zadać pytanie, jak nowe nabytki Lecha zaprezentowały się w debiucie?
Lech Poznań ma prawdziwą bestię na obronie
Terry Yegbe wczoraj był prawdziwym tyranem. Wygrywał bardzo dużo pojedynków i pokazał, jakim jest potworem fizycznym. Nie dawał ani chwili oddechu innemu debiutantowi, tylko że po stronie Górnika – Prekopowi. Ghańczyk tylko i wyłącznie potwierdził to, co o nim wiedzieliśmy. Z biegiem spotkania również coraz częściej podejmował próby podań wertykalnych. Nie grał już tylko do najbliższego, tak jak to miało miejsce w pierwszym sparingu. Widać było u niego ogromną pewność siebie. Po słabszym okresie we Francji niektórzy kibice innych polskich drużyn mówili, że Lech przepłaca, kupując defensora za aż 3 miliony euro, jednak tym debiutem Terry Yegbe wystawił sobie bardzo dobrą wizytówkę.
Wiele lat czekał na debiut i nie zawiódł
Mateusz Lis jest wychowankiem Lecha Poznań, który powrócił tego lata do macierzystego klubu. Był w pierwszym zespole „Kolejorza” od 2015 roku, jednak dopiero wczoraj udało mu się w nim zadebiutować. Pierwszy mecz, pierwsze trofeum, jednak niestety nie ma pierwszego czystego konta, tego zabrakło Mateuszowi do debiutu idealnego. Można, a wręcz trzeba powiedzieć, że był jednym z bohaterów Lecha w tym spotkaniu. Mimo wcześnie straconej bramki, golkiper z biegiem spotkania udowodnił swoją wartość. Niejednokrotnie ratował „Kolejorza” na linii oraz miał bardzo dobre pojedyncze wyjścia za własne pole karne. Podejmował się spektakularnych interwencji, wyciągając się jak struna.









