Nic bardziej nie irytowało kibiców Lecha poza wynikami jak gadki trenera Żurawia o meczu na przełamanie. Do takowego w teorii doszło tydzień temu, bo Lech Poznań po 70 kilku dniach znów wygrał w lidze. Jednak trudno do tamtego spotkania było dorobić jakąś wielką teorię bo to jeden z tych meczów, o których po sezonie nikt pamiętać nie będzie, za to o tym wczorajszym już tak.
Jesienią doliczony czas gry dla Lecha Poznań był prawdziwym koszmarem. Straty goli z Legią, Rakowem czy Benfiką po 90. minucie kosztowały Kolejorza bardzo wiele. Poza wymiarem sportowym, także w kwestii mentalnej. I właśnie ta słynna mentalność była czymś co powracała przy każdym spotkaniu. Bo Lech przegrywał, wyglądał nijako i nie potrafił odwracać losów spotkań.
Miało być jak zawsze
Derby Poznania przez długi czas wyglądały dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać. Warta dobrze zdyscyplinowana i cofnięta, a Lech w ataku pozycyjnym, bezradny, próbujący przebić się przez skomasowaną obronę rywala. Oglądając długimi fragmentami to spotkanie, miałem inny pomysł na ten tekst. Mianowicie chciałem poruszyć kwestię stylu. Dlaczego Warta go ma, a Lech obecnie nie? Już nawet wymyśliłem tytuł: „Grasz z Wartą? To grasz na jej zasadach!”
I tak właśnie się ten mecz toczył. Nawet gol strzelony przez Johannssona nie sprawił, że Lech zaczął jakoś przesadnie dominować i raczej 95% osób oglądających ten mecz twierdziło, że skończy on się remisem. Lech znowu miał być obiektem do drwin, tak jak było przez cały tydzień, gdy Warta prześcignęła go w tabeli.
Kolejnym łakomym kąskiem do kpiny z Lecha i Dariusza Żurawia miała być zmiana w 89. minucie Bartosza Salomona za Arona Johannssona. I gdyby nie gol Pedro Tiby mówiłoby się o tym tak długo, jak o wystawieniu rezerw na Benfike czy daniu w trąbę Mainz. Bo przecież jak przy remisie trener może wstawić obrońcę za napastnika. Zrozumiałbym tą zmianę w jakimś stopniu, gdyby nieobecność Filipa Marchwińskiego na ławce. Swoją drogą to też jest bardzo wymowne, że chłopak, który jeszcze kilka miesięcy temu przymierzany był do kolejnego wielkiego transferu Lecha, dziś nie mieści się w w 16 występującej w meczu.











