Jeśli ktoś miał w piątek nockę albo wychodził na miasto i skończył oglądać mecz Zagłębie-Lech w 80. minucie, musiał dostać sporego szoku, sprawdzając końcowy wynik. W identycznym nastroju do dziś pozostają fani Kolejorza i pewnie sami piłkarze. Trudno w tym wszystkim szukać jakiejkolwiek logiki. Jednak trener Żuraw musi spróbować, aby Lech Poznań uniknął podobnych problemów w czwartkowy wieczór w meczu eliminacyjnym z Valmierią.
W końcówce ubiegłego sezonu twierdzono, że Lech Poznań gra najlepszą piłkę w lidze. W Lubinie momentami Lechici wyglądali, jakby żadnej przerwy między rozgrywkami nie było, a wygrany mecz z Jagiellonią 4:0 dzieliły nie 33 dni, a raptem 3. Kolejorz grał z pomysłem, dochodził do sytuacji i wydawało się, że kwestią czasu są kolejne gole. Jednak błędy przy stałych fragmentach gry okazały się być bezlitosne i trzy punkt zostały na Dolnym Śląsku.
Często mówi się, że klasowy zespół poznaje się po tym, gdy wygrywa, nie grając wielkiego meczu. A co powiedzieć, gdy sytuacja jest odwrotna? Z tym pytaniem muszą się zmierzyć w Poznaniu. Drużynie, której celem jest mistrzostwo (a po roku przerwy Lech znów się za taką uważa), powiedzieć, że nie może takich meczów przegrywać, to jak nie powiedzieć nic.
Oczekiwania
– Sezon przejściowy za nami, w kolejny jazda z k… – takiej treści transparent kibice Kolejorza wywiesili podczas ostatniej kolejki poprzedniego sezonu. Przekaz był, jak widać, prosty. W tej kampanii nikt w Poznaniu wicemistrzostwem Polski się nie zadowoli. Lech wreszcie chce coś wygrać, bo od mistrzostwa Polski w 2015 roku sięgnęli tylko dwukrotnie po zupełnie nieistotny Superpuchar. Jak widać, i działacze Lecha mają podobną chęć i póki co zbytnio nie osłabili zespołu sprzedażą wyróżniających się piłkarzy z zeszłego sezonu.











