W pierwszym meczu 3. rundy eliminacji Ligi Konferencji Europy Lech Poznań zmierzył się z Vikingurem Reykjavik. Przed meczem był wyraźnym faworytem, powinien nawet nie dać swoim rywalom stworzyć jakiegokolwiek zagrożenia. Zagrał jednak już kolejny zły mecz w tym sezonie i przegrał 0:1, będąc bezradnym jak dzieci we mgle. Jednocześnie w Lechu nie widać nawet małej iskierki nadziei, ten zespół jest całkowicie bezbarwny.
Jak to możliwe, że mistrz Polski przylatuje na Islandię i nie umie nawet dobrze wyprowadzić akcji? Nie umie oddać więcej strzałów od rywala. Nie umie zdobyć bramki. Nie potrafi wygrywać pojedynków. Nie jest w stanie nawet zaoferować czegokolwiek ciekawego po stałych fragmentach gry.
Oczekiwania a rzeczywistość
Gdy do Poznania przychodził John van den Brom, wszyscy byli optymistami. Trener z doświadczeniem w europejskich pucharach, prowadzący świetne drużyny, mający przeszłość w Lidze Mistrzów. Obietnica ofensywnej, widowiskowej gry napełniła serca poznańskich kibiców nadzieją po odejściu Macieja Skorży. Minęły już prawie dwa miesiące od momentu zatrudnienia Holendra, osiem oficjalnych spotkań, a zapytani o styl Lecha Poznań pod wodzą van den Broma nie moglibylibyśmy nic powiedzieć.
Naprawdę ten zespół nie prezentuje sobą nic szczegółnego. Nie powiemy, że Lech Poznań jest efektywny w ataku, „Kolejorz” nie potrafi grać w ataku pozycyjnym, gubi się, nie jest w stanie wykreować sobie po nim okazji. A może Lech Poznań dobrze potrafi wyprowadzić piłkę z obrony? Otóż nie. „Duma Wielkopolski”, swoją drogą, jeżeli tak gra duma regionu, to co dopiero musi oznaczać zakała? Ale już wróćmy, Lech Poznań jest bardzo niechlujny, nie przykłada się do grania od formacji obronnej.
O Lechu nie możemy też powiedzieć, że gra dobrze w pressingu. Zresztą on w ogóle nie gra w pressingu. Obrona także nie pokazuje się z dobrej strony. Dośrodkowania, choćby tylko w tym meczu, były za mocne, zbyt wysokie, za słabe, zbyt głębokie, przeciągnięte, jednym słowem – fatalne.
Człowiek teraz patrzy z oddali na ten zespół i drapie się po głowie, zadając pytanie: „jak do tego doszło?” Ekipa „Kolejorza” jest naprawdę nie do poznania. Jest cieniem własnego cienia. Nie ma ofensywnej gry, nie ma jakiejkolwiek gry. Chyba jedyną pozytywną informacją dotyczącą Lecha po tym meczu jest ta, że ma koszulki z solidnego materiału, bo przy kilku okazjach niektóre już by się rozerwały.










