W starciu mistrza i wicemistrza Polski górą był Lech Poznań. Podopieczni Jacka Zielińskiego pokonali Wisłę Kraków 4:1 i tym samym odnieśli trzecie zwycięstwo w sezonie.

Mecze Wisły i Lecha od pewnego czasu chyba najbardziej elektryzują fanów polskiej Ekstraklasy. Tak się złożyło, że mecz 11. kolejki Ekstraklasy był starciem pomiędzy mistrzem i wicemistrzem Polski. Oba zespoły jednak dotychczas spisywały się poniżej oczekiwań. Szczególnie dotyczy to lechistów, którzy po sobotnich spotkaniach Ekstraklasy znaleźli się w strefie spadkowej!
W pierwszej połowie w poczynaniach żadnej z drużyn nie było widać woli poprawy obecnego układu tabeli. Zarówno w obozie poznaniaków, jak i krakowian w pierwszej połowie sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Wprawdzie to gospodarze mieli optyczną przewagę, jednak nie zdołali udokumentować jej trafieniem. W 10. minucie główkował Kikut, którego uderzenie zablokował Cikos. Trzy minuty później po kontrze podopiecznych Jacka Zielińskiego na strzał zdecydował się Kriwiec, który w tej sytuacji powinien jednak podawać. Z jego uderzeniem bez większych problemów poradził sobie Pawełek. Ten sam zawodnik w 17. minucie uchronił swój zespół przed utratą bramki, uprzedzając Rudnevsa, który był adresatem prostopadłego podania Arboledy. Bramkarz Białej Gwiazdy w pierwszej połowie nie mógł narzekać na brak emocji. W końcówce najpierw fatalnie wybił piłkę, która trafiła do Peszki. Pomocnik „Kolejorza” w tej sytuacji fatalnie przyjął futbolówkę, która wróciła do golkipera Wisły. Pięć minut przed końcem umiejętności Pawełka sprawdził Kikut, jednak w tym starciu górą był były bramkarz Odry Wodzisław, który sparował piłkę na rzut rożny.

Wiślakom wyraźnie w tym meczu nie szło, jednak to oni lepiej zaczęli drugą połowę. Już 240 sekund po wznowieniu gry Paweł Brożek wykorzystał podanie od Sobolewskiego i strzałem w długi róg zaskoczył Kotorowskiego. Objęcie prowadzenia przez gości wydawało się bardzo krzywdzące. Sprawiedliwości w tym spotkaniu stało się jednak zadość – Lech, który dominował w tym spotkaniu, w ciągu ostatnich 40 minut udowodnił swoją wyższość.











