Villarreal z łatwością poradził sobie z zespołem Twente Enschede. Hiszpanie, niczym dziki zwierz, rozszarpali rywali, którzy po pierwszej bramce cofnęli się do głębokiej defensywy. Wynik 5:1 nie pozostawia wątpliwości, która drużyna zagra w półfinale Ligi Europy. Wydaje się, że jedynie cud może przywrócić do życia marzenia Twente o awansie do kolejnej rundy.
W pojedynku Villarrealu z Twente faworytem wydawali się gospodarze, jednak w pierwszych minutach spotkania to Holendrzy mogli się pochwalić większą liczbą przeprowadzonych akcji ofensywnych. Największe zagrożenie stwarzał Theo Janssen, który w 7. minucie jako pierwszy oddał strzał na bramkę. Po 15 minutach przewagę uzyskał Villarreal, lecz większość akcji kończyło się tylko rzutami rożnymi. Jednak 22. minuta i trzeci z rzędu korner przyniósł bramkę. Mocne dośrodkowanie Cazorli przedłużył Borja Valero, a piłkę do siatki strzałem głową skierował wielokrotny reprezentant Hiszpanii, Carlos Marchena.

Szkoleniowiec gości, Michel Preud’homme, wyraźnie nie był zadowolony z postawy swoich podopiecznych, o czym świadczy zmiana przeprowadzona w trakcie pierwszej połowy. Nie ma w tym nic dziwnego, bo poza pierwszym kwadransem ta roszada nie zmieniła obrazu spotkania, Villarreal wciąż przeważał, a Twente ograniczało się jedynie do przeszkadzania w grze. Holendrom nawet przeszkadzanie nie wychodziło już zbyt dobrze, co skwapliwie wykorzystał Borja Valero, zamieniając na bramkę doskonałe podanie ze środka pola i podwyższając prowadzenie na 2:0.
Hiszpanie, niczym wytrawny drapieżnik, poczuli krew ofiary i ruszyli do kolejnych ataków. W efekcie już kilka chwil później holenderscy obrońcy popełnili kolejny koszmarny błąd, niedokładnie wybijając piłkę we własnym polu karnym. Z tego prezentu skorzystał Nilmar, dla którego gol strzelony głową w 45. minucie był jednym z najłatwiejszych w karierze.

Początek drugiej połowy to kontynuacja demolowania Twente. Od początku to Villarreal miał inicjatywę, a efekty przyszły już po dziesięciu minutach. Tym razem w roli głównej wystąpił Giuseppe Rossi. 24-letni Włoch doszedł do piłki tuż przed polem karnym i technicznym strzałem posłał piłkę w samo okienko bramki strzeżonej przez Mihajłowa.
Kolejne minuty meczu wciąż toczyły się pod dyktando „Żółtej Łodzi Podwodnej”. Jednak grający na dużym luzie gospodarze nie stwarzali sobie zbyt wielu okazji strzeleckich, choć jeśli już do nich dochodziło, to były one szalenie niebezpieczne. Piłkarze Twente nawet nie szukali kontaktowej bramki, która pozostawiałaby marzenia o awansie przy życiu. Wyglądało na to, że strach przed pogromem pętał im nogi. Defensywne nastawienie nie uchroniło ich przed stratą kolejnej bramki. W 80. minucie Nilmar uwolnił się spod opieki obrońców i uderzył mocno z linii pola karnego, pieczętując dzieło zniszczenia. Piłka jeszcze prześlizgnęła się przez palce Michajłowa, ale nie uchroniło to gości przed utratą piątego gola w tym spotkaniu.











