Wiele europejskich drużyn Ligę Europejską traktuje z przymrużeniem oka. Szczególnie wielkie zespoły z Anglii, Hiszpanii czy Francji uważają te rozgrywki za mało atrakcyjne i prestiżowe. W tym sezonie w finale zagrają dwa zespoły Portugalii, FC Porto oraz Sporting Braga. Obie te drużyny zasłużyły na grę na tym poziomie, ponieważ bardzo poważnie podchodziły do każdego spotkania, co zapewne sprawi, iż ostatni mecz w Lidze Europejskiej przyniesie nam sporo emocji.
Pierwszy raz dla Aviva Stadium
Aviva Stadium w Dublinie jest już gotowy do przyjęcia kibiców, którzy z bliska chcą przyglądać się poczynaniom obu drużyn. Dla stolicy Irlandii będzie to pierwsze tak poważne futbolowe wydarzenie. Na co dzień Irlandczycy nie mają bowiem sposobności oglądania w swoim kraju tak wielkich spotkań jak finał rozgrywek o jeden z europejskich pucharów. Decydującym o zwycięstwie w tegorocznej edycji meczem Ligi Europejskiej będą się jednak emocjonować nie tylko mieszkańcy Dublina. Spotkanie zostanie bowiem pokazane w wielu zakątkach świata. Obie drużyny grają więc nie tylko o pieniądze czy puchar, ale również o prestiż.
Niespodzianka z Bragi

O ile obecność w finale zespołu Porto nie może dziwić, o tyle Sporting Braga może być uznany za niespodziankę. Podopieczni Domingosa Paciencii do Ligi Europejskiej dostali się poprzez rozgrywki grupowe Ligi Mistrzów. Do najbardziej elitarnych rozgrywek na świecie Portugalczycy zakwalifikowali się, zwyciężając w dwumeczu Sevillę, po uprzednim wyeliminowaniu Celtiku Glasgow. W następnym etapie Sportingowi przyszło zmierzyć się z takimi zespołami jak Arsenal, Szachtar czy Partizan. Zespół z Bragi wywalczył dziewięć punktów, w tym trzy w pojedynku z „Kanonierami”. Taka zdobycz nie wystarczyła jednak, by zagrać w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Sporting mógł jednak kontynuować przygodę z europejskimi pucharami w Lidze Europejskiej, w której jego pierwszym rywalem był Lech Poznań. W pierwszym meczu po bramce Rudnevsa wygrali mistrzowie Polski. W rewanżu w Bradze gospodarze udowodnili jednak, że są klasowym zespołem, wygrywając 2:0. Kolejnym rywalem Portugalczyków był Liverpool, który starał się wygrzebać z kryzysu. Po zwycięstwie 1:0 u siebie, bezbramkowy remis w Anglii wystarczał do przejścia do następnej rundy. W ćwierćfinale podopiecznym Domingosa Paciencii przyszło zmierzyć się z Dynamem Kijów. Remisując 1:1 na Ukrainie, Portugalczycy zadowolili się remisem 0:0 w rewanżu na własnym boisku, który dał im awans. Atut własnego obiektu Sporting wykorzystał również w półfinale, w którym zwycięstwo 1:0, po uprzedniej porażce w Lizbonie z Benfiką 1:2, dał awans do wielkiego finału tych rozgrywek.
– Nasz występ był naprawdę bardzo dobry – mówił Paciencia po spotkaniu.













