W związku ze zbliżającą się dużymi krokami inauguracją rozgrywek Primera Division pokusiliśmy się o wprowadzenie do nowego sezonu. Przedstawiliśmy już na naszym portalu sytuacje wybranych zespołów ze środka stawki oraz tych walczących o utrzymanie, zatem czas na kandydatów do walki o Ligę Europy.
Kandydatów do spadku już znamy, podobnie jak zespoły, które będą tylko ligowymi średniakami. Idąc w górę tabeli, natrafiamy w końcu na grupę drużyn, która nie będzie walczyła tylko o kolejny sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale także o chwałę i splendor, jaki można doświadczyć za sprawą pokazania się na europejskiej arenie.
Sevilla
Wykupienie Martina Caceresa to z pewnością dobra wiadomość dla kibiców z Sanchez Pizjuan (fot. thehardtackle.com)
Sytuacja kadrowa: Klub z Andaluzji już od dłuższego czasu imponuje rozeznaniem na rynku transferowym i ściąganiem do klubu za naprawdę niewielkie pieniądze piłkarzy, którzy idealnie wkomponowują się w taktykę aktualnego szkoleniowca. Przykładem może być chociażby postać Ivana Rakiticia, sprowadzonego w zimie, który stał się z miejsca czołową postacią klubu z Sanchez Pizjuan i pozwolił zapomnieć kibicom o kontuzjowanym Navasie, a kosztował zaledwie 1,5 miliona euro. W letnim okienku transferowym Sevilla znowu pokazała, że pomimo wielu przetasowań w składzie, nadal będzie liczącą się siłą w Primera Division. Z klubu odeszli co prawda wartościowi zawodnicy, tacy jak Diego Capel (Sporting Lizbona), Alejandro Alfaro (Mallorca), Didier Zokora (Trabzonspor), Ivica Dragutinović (wolny transfer) czy Sergio Sanchez (Malaga), ale pozyskani za dużo mniejsze pieniądze zawodnicy na pewno zapełnią po nich luki w kadrze Marcelino. Jeszcze w zimie zakontraktowano Piotra Trochowskiego, w lecie udało się natomiast wykupić dotychczas tylko wypożyczonego z Barcelony Martina Caceresa, do tego sprowadzono snajpera z Getafe, Manu, oraz – co typowe dla klubu ze stolicy Andaluzji – ściągnięto za bardzo małe pieniądze graczy, którzy nie są wielkimi gwiazdami, ale w Sevilli prawdopodobnie pokażą najlepsze, co potrafią. Mowa tutaj o 30-letnim stoperze Emirze Spahiciu z Montpellier, podkupionym z Rayo Vallecano Coke oraz o powracających z wypożyczenia Tomie De Mulu (ze Standardu Liege) i Emiliano Amensterosie (z Rayo Vallecano). Jeśli do tej listy doda się pozostałych zawodników, wyjdzie nam naprawdę solidna kadra, która jeśli tylko przebrnie przez ostatnią rundę eliminacji do Ligi Europy, to może zdziałać wiele zarówno w La Liga, jak i na europejskich boiskach. Nie można tutaj także zapomnieć o Pucharze Króla, który po rocznej przerwie wielu chciałoby zobaczyć ponownie w Sewilli.
W zeszłym sezonie: Sevilla ukończyła zmagania na 5. miejscu, finiszując z taką samą liczbą punktów co Athletic i Atletico, jednak dzięki korzystniejszemu bilansowi bramkowemu, wyprzedziła obydwie drużyny. Sam początek sezonu Andaluzyjczycy mieli imponujący, będąc przez krótki czas nawet wiceliderem rozgrywek, ale w połowie jego trwania przyszedł regres formy, co poskutkowało spadkiem nawet na 11. lokatę. Później nastąpił marsz w górę tabeli i Sevilla sezon zakończyła na wysokim, 5. miejscu – było to absolutne maksimum tego, co zespół mógł osiągnąć, gdyż zarówno Valencia, jak i Villarreal, były przez większą część sezonu poza konkurencją i to one walczyły między sobą o najniższe miejsce na podium. W rozgrywkach Pucharu Króla obrońcy trofeum dotarli do półfinału, w którym musieli uznać wyższość przyszłego triumfatora, Realu Madryt. Podobnie rzecz się miała w Lidze Europy – w ćwierćfinale tych rozgrywek Sevilla przegrała z późniejszym zwycięzcą, FC Porto. Po zakończonym sezonie podziękowano za pracę Gregorio Manzano i na jego miejsce zatrudniono Marcelino.
Prognoza: Pozyskani piłkarze trenują już od dłuższego czasu z zespołem, zatem w przypadku Sevilli kwestia niezgrania się drużyny nie będzie zapewne widoczna. Podobnie jak w zeszłym roku Andaluzyjczycy powinni zacząć sezon od kilku ważnych zwycięstw, ale nie będzie o nie łatwo, gdyż już na początku rozgrywek czekają ich najgorętsze derby na Półwyspie Iberyjskim z Betisem oraz starcia z mającą ogromne ambicje Malagą czy Valencią i Villarrealem, bezpośrednimi rywalami w walce o czub tabeli. Ważne będzie także to, czy podopieczni Marcelino rozprawią się z Hannoverem i awansują do Ligi Europy – jeśli dodamy do tego jeszcze rozgrywki Pucharu Króla, walka na trzech frontach może okazać się męcząca dla nieprzyzwyczajonych do tego nowych zawodników. Jednak umiejętności szkoleniowe Marcelino oraz doświadczenie trzonu drużyny powinno zaprocentować i po raz kolejny kibice z Sanchez Pizjuan zanotują udany sezon.
Atletico Madryt
Adrian ma przed sobą mission impossible – zastąpienie Sergio Aguero (fot. deportivo-la-coruna.com)
Sytuacja kadrowa: Cóż, nie ma co ukrywać – zespół z Vicente Calderon opuściły dwie gwiazdy, Sergio Aguero i David De Gea, którzy przenieśli się na Wyspy i spróbują swoich sił w klubach z Manchesteru. O ile brak De Gei w bramce może nie być aż tak widoczny (obok meczów genialnych, zdarzały mu się te bardzo przeciętne), to już brak Aguero sprawił, że drużyna straciła przynajmniej połowę swojej wartości. To on w ubiegłym sezonie wyciągnął zespół niemal w pojedynkę ze środka stawki do grona ekip walczących o europejskie puchary i jak żaden inny piłkarz zasłużył na wdzięczność kibiców. Zdobywając przez pięć lat ponad sto goli dla tego klubu, wypracował sobie szacunek, dlatego też szkoda, że w tak nieprzyjemnych okolicznościach pożegnał się z klubem. Jednak mogło skończyć się dużo gorzej niż tylko na niepochlebnych okrzykach i transparentach. Spróbujmy sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby klub nie zablokował mu transferu do Realu Madryt… Konto klubu zasiliła pokaźna suma 45 milionów euro, która do tej pory nie została jeszcze właściwie rozdysponowana. Nazwiska nowych zawodników także nie powalają – jeśli nie liczyć pozyskanego za darmo solidnego Adriana z Deportivo La Coruna w miejsce Kuna i nowego bramkarza, Sergio Asenjo z Malagi, są to piłkarze raczej nieznani szerszej publiczności. Wyjątkiem jest Arda Turan, pomocnik reprezentacji Turcji, kupiony z Galatasaray Stambuł za 12 milionów euro, natomiast oddanego jako część rozliczenia Tomasa Ujfalusiego raczej na Vicente Calderon nikt nie żałuje. 24-letni Turek ma być lekiem na wszystko dla swojego nowego zespołu, ale czy razem z osamotnionym Diego Forlanem będzie w stanie podołać wyzwaniu?
W zeszłym sezonie: Siódme miejsce było dla „Colchoneros” lekkim rozczarowaniem, zważywszy na fakt, że przystępowali do rozgrywek jako zwycięzca Ligi Europy i zdobywca Superpucharu Europy. Zawiódł przede wszystkim najlepszy piłkarz mundialu, Diego Forlan, który przez większą część sezonu był cieniem samego siebie, a w całym sezonie w 41 spotkaniach zdobył zaledwie 10 bramek. Jednak to właśnie w najgorszym dla klubu momencie ciężar zdobywania goli na swoje barki wziął Aguero i to dzięki jego fantastycznej formie Atletico zdołało odnieść wiele zwycięstw i ukończyć rozgrywki na siódmym miejscu. W ćwierćfinale Pucharu Króla w derbach Madrytu to Real okazał się dwukrotnie lepszy, natomiast europejska przygoda Atletico zakończyła się kompromitacją, bo obrońcy trofeum, którzy przegrali z Bayerem Leverkusen i Arisem Saloniki, nie wyszli nawet z grupy LE. Po zakończeniu sezonu włodarze klubu nie zdecydowali się na przedłużenie kontraktu z Quiquem Sanchezem Floresem, ojcem europejskiego sukcesu Atletico sprzed dwóch lat, i jego miejsce zajął Gregorio Manzano, z którego usług zrezygnowano w Sevilli.
Prognoza: Nie ma się co oszukiwać – brak Sergio Aguero będzie bardzo widoczny w grze „Los Rojiblancos” i jeśli do zamknięcia okienka transferowego klub nie sprowadzi wartościowego napastnika, będzie trudno powtórzyć osiągnięcie sprzed roku. W najbliższych dniach Atletico czeka dwumecz z Vitorią Guimaraes o prawo gry w Lidze Europy i wynik tego spotkania zaważy na dalszych prognozach na sezon 2011/2012 – jeśli klub z Madrytu odpadnie i będzie mógł się skupić na tylko na krajowych rozgrywkach, to możliwe że uda mu się powtórzyć lub nawet poprawić osiągnięcie sprzed roku, jednak z drugiej strony, po tak wczesnym odpadnięciu z europejskich rozgrywek rozczarowanie kibiców będzie ogromne. Natomiast jeśli awansuje do kolejnej rundy LE, wtedy może się okazać, że walka na trzech frontach to za dużo dla piłkarzy z Vicente Calderon i sezon zakończą bez żadnego sukcesu.
Getafe
Pablo Sarabia – kolejny wypchnięty z Castilli (fot. corazonblanco.com)
Sytuacja kadrowa: Jeśli popatrzeć na rotację zawodników w kadrze Getafe to widać, że coś się dzieje. Głównym motorem napędowym klubu stała się grupa inwestorów ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, która w kwietniu tego roku stała się właścicielem klubu. Pomijając zmianę nazwy klubu na Getafe-Dubai Team, nie rozpoczęła jednak swoich rządów tak, jak zrobili to ich koledzy-szejkowie w Manchesterze City czy nawet dużo rozsądniej, jak w Maladze, tylko postanowili na początku zrobić miejsce dla nowych graczy i rozsprzedali wielu czołowych piłkarzy z Danim Parejo (do Valencii), Manu (do Sevilli) czy Derekiem Boatengiem (do Dnipro Dnitropietrowska) na czele. Pozyskane pieniądze zainwestowano bardziej w stylu kolegów z Malagi niż z Anglii, wydając je mądrze na zawodników już sprawdzonych w Primera Division, którzy jednak wciąż mogą tchnąć nową jakość w podmadrycki zespół. Respekt na pewno wzbudza pozyskanie za darmo takich piłkarzy jak: Diego Castro (ze Sportingu Gijon), Mehdi Lacen (z Racingu Santander) czy Alberto Lopo (z Deportivo La Coruna) – zawodnicy może nie do końca rozpoznawalni w kraju nad Wisłą, ale osobom zorientowanym w realiach hiszpańskiego futbolu na pewno dobrze znani. Do grona piłkarzy dołączył Miguel Moya, który nie był usatysfakcjonowany rolą trzeciego bramkarza Valencii, oraz Michel, znany przed laty piłkarz Sportingu Gijon, ściągnięty z Birmingham City. Dodatkowo Getafe jak zawsze mogło liczyć na pomoc „starszego brata”, czyli Realu Madryt, który sprzedał za 3 miliony euro Pablo Sarabię, utalentowanego 19-latka, który ma rządzić w środku pola. Póki co podpisano z nim 5-letni kontrakt i patrząc na historie graczy, takich jak Juan Mata, Roberto Soldado, Alvaro Negredo, Dani Parejo czy Alvaro Arbeloa, wielce możliwe, że podąży on ich śladem i dołączy do długiej listy niechcianych wychowanków Castilli, którzy swoją szansę otrzymali dopiero po opuszczeniu Realu Madryt.
W zeszłym sezonie: Podopieczni Michela bardzo rozczarowali i zakończyli sezon dopiero na 16. miejscu, zaledwie punkt przed strefą spadkową. Zatem dość szybko po zakończeniu sezonu postanowiono o nieprzedłużaniu kontraktu ze szkoleniowcem i zatrudnieniu Luisa Garcii. Jednak nie musiało tak być – przez 3/4 sezonu Getafe imponowało i skutecznie walczyło o europejskie puchary, jednak plaga kontuzji oraz dużo słabsza forma w samej końcówce sezonu sprawiły, że podopieczni Luisa Garcii stali się piłkarzami własnego podwórka – zbierali punkty tylko na własnym boisku, a seriami przegrywali mecze na boisku rywala, przez chwilę będąc nawet w strefie spadkowej. Całkiem dobrze wiodło się w Copa del Rey, gdzie okazało się jednak gorsze w 1/8 rozgrywek od drugoligowego wówczas Realu Betis Balompie.
Prognoza: Pomimo iż „Geta” walczyło do samego końca o utrzymanie w lidze, rozpoczynający się sezon będzie dla nich dużo bardziej udany, głównie za sprawą dużej rotacji piłkarzy oraz nowych właścicieli. Jeśli klub z przedmieść Madrytu będzie zawodził w rundzie jesiennej, to nie ulega wątpliwości, że wzorem Malagi właściciele ruszą zimą na transferowe łowy i pozwolą poważnie myśleć o dużo lepszym sezonie niż ten miniony w wykonaniu Getafe. Dyrektor techniczny klubu, Toni Munoz, przyznał niedawno, że klub wciąż potrzebuje jeszcze trzech-czterech graczy, aby ostatecznie domknąć kadrę na rozpoczynający się sezon.
Espanyol Barcelona
Z kolei Jose Callejon to inny były gracz Castilli, który wraca jednak w chwale (fot. pichichideliga.com)
Sytuacja kadrowa: Drużyna ze stolicy Katalonii nie szalała póki co na rynku transferowym, wierząc bardziej w swoją obecną kadrę i młodzież, niż szukając pomocy w nowych graczach. Kilka dni temu przekonała się także, że może także polegać na swojej młodzieży, która pokonała w finale Copa Catalunya derbowego rywala aż 3:0, a hat-trickiem w tamtym spotkaniu popisał się 19-letni Thievy. Największym osłabieniem jest odejście Jose Callejona do Realu Madryt za ponad 5 milionów euro – to kolejny przykład tego, jak „Los Blancos” powinni bardziej wierzyć w swoich wychowanków, gdyż trzy lata temu Callejon opuścił Castillię na zasadzie wolnego transferu, bez szans na grę w podstawowym składzie pierwszej drużyny. Co prawda teraz drogę ku temu ma równie długą i krętą, ale przynajmniej wrócił do Madrytu w glorii i chwale. Osłabieniem jest także bez wątpienia wymuszone kontuzjami przejście na emeryturę wieloletniej legendy Espanyolu, Ivana de la Peny, który był prawdziwym liderem zespołu, zwłaszcza w szatni. Wszyscy pozostali piłkarze, którzy odeszli z klubu, nie zasilili kasy klubu choćby eurocentem. Patrząc przez pryzmat finansowego kryzysu, który coraz mocniej dotyka kluby ligi hiszpańskiej, Espanyol przeprowadził wyważone i przemyślane transfery. Pozyskano m.in. za darmo 21-letniego Rui Fonte, napastnika ze Sportingu Lizbony, 23-letniego Hectora Moreno z AZ Alkmaar oraz 24-letniego Juana Albina z Getafe. Wszyscy ci piłkarze to przyszłość Espanyolu, ale powinni doskonale wpasować się w kadrę Katalończyków, którzy i tak mają mocną i wyrównaną drużynę.
W zeszłym sezonie: Przez większość sezonu Espanyol był spokojny o miejsce premiowane grą w Lidze Europy, a parę kolejek spędził nawet na pozycji dającej eliminacje do Ligi Mistrzów. Niestety w samej końcówce sezonu podopieczni Mauricio Pochettino sami zrezygnowali z gry na europejskich boiskach, seryjnie remisując i przegrywając mecz za meczem, podczas gdy ich bezpośredni rywale – Sevilla, Athletic i Atletico – mimo iż sporadycznie tracili punkty, to jednak jeszcze bardziej systematycznie je gromadzili. W Pucharze Króla Espanyol odpadł w 1/8, wyeliminowany przez Atletico, zatem zakończenie sezonu na 8. miejscu, nie dającym nic oprócz satysfakcji, spotkało się z umiarkowanym rozczarowaniem kibiców.
Prognoza: Podobnie jak w przypadku Sevilli, bardzo przemyślane i perspektywiczne transfery pozwalają wierzyć, że ten sezon będzie dużo lepszy od ubiegłego. W przeciwieństwie do najgroźniejszych rywali, Espanyol nie będzie musiał skupiać się w ogóle na europejskich rozgrywkach, co może okazać się kluczowe w końcowym rozrachunku. Mimo iż do zamknięcia okna transferowego pozostało jeszcze dużo czasu, kadra Espanyolu już teraz jest bardzo szeroka, zatem nie powinniśmy spodziewać się spektakularnego transferu z udziałem „Los Pericos”.