Szaleństwa Kurty w Wellington Phoenix. Ekstraklasowa kolonia w A-league w natarciu


Trio z przeszłością w polskiej lidze poprowadzi klub z Nowej Zelandii do czołówki?

10 stycznia 2019 Szaleństwa Kurty w Wellington Phoenix. Ekstraklasowa kolonia w A-league w natarciu
stuff.co.nz

Losy piłkarzy bywają naprawdę intrygujące. Kto by pomyślał, że Michał Kopczyński, całkiem niedawno występujący w pierwszym składzie Legii przeciwko Realowi, trafi na wypożyczenie do klubu z Nowej Zelandii. I, co jeszcze ciekawsze, spotka się tam z innym Polakiem, Filipem Kurtą.


Udostępnij na Udostępnij na

Kurtę niektórzy mogą pamiętać jeszcze z czasów jego pobytu w Wiśle Kraków. Trafił tam jako utalentowany, 18-letni bramkarz Promienia Opalenicy. Przyjrzyjmy się więc, jak potoczyły się losy tego zawodnika, że ostatecznie wylądował w tak egzotycznym dla polskich kibiców klubie jak Wellington Phoenix FC.

Nieopierzony mistrz i smak porażki

Wychowanek Naków Olsztyn w „Białej Gwieździe” kariery nie zrobił, przez trzy sezony wystąpił w zaledwie dwóch spotkaniach. Mistrzostwo 2010/2011 może jednak zaliczyć na swoje konto, gdyż to właśnie w nim zdołał dwukrotnie pojawić się na boisku.

Po trzech latach Kurto postanowił spróbować swoich sił za granicą. Był to dość zaskakujący ruch jak na 22-latka bez większego doświadczenia. Trafił do holenderskiej Eredivise, do bijącej się o utrzymanie Rody Kerkrade. Mimo wszystko holenderski klub postanowił zaufać nieopierzonemu bramkarzowi i niemal od początku na niego stawiał.

Między słupkami wiodło mu się różnie, ale mimo to przez dwa sezony był podstawowym bramkarzem, wystąpił w aż 65 spotkaniach. Holenderskie ligi należą do specyficznych, poziom defensywy jest tam bardzo niski, toteż Polak wpuszczał tam mnóstwo bramek. Zdarzały mu się zresztą spektakularne wpadki:

Tu akurat wyszło dość komicznie, ale bywało też i tragicznie

Koniec końców w swoim drugim sezonie na obczyźnie Polak poznał prawdziwy smak porażki. Roda zleciała do niższej ligi, a jego samego wymieniano jako jedną z przyczyn spadku tej drużyny. Niemniej Kurto wyrobił sobie pewną markę w Holandii i pomimo relegacji Rody do Eerste Divise z jego usług postanowił skorzystać FC Dordrecht. Tam polski bramkarz również przeplatał świetne występy z kompromitującymi wpadkami. Koniec końców i z Dordrechtem zleciał z najwyższej ligi.

Holenderska stagnacja i zaskakująca zmiana

Następny klub, do jakiego trafił, to Excelsior Rotterdam. I tu można było mieć nadzieję, że wreszcie Kurto przeszedł do nieco silniejszego zespołu, z solidniejszą defensywą. W tej ekipie nie był już jednak numerem 1 i w ciągu dwóch lat rozegrał zaledwie 11 spotkań (trzeba jednak też dodać, że zmagał się z urazami). Później próbował ratować się powrotem do swojego pierwszego holenderskiego klubu, jednak w Rodzie nie zaliczył już żadnego spotkania.

Łącznie w holenderskiej pierwszej lidze 6-krotny reprezentant Polski U-21 rozegrał 108 spotkań. Bilans przyzwoity jak na pięć lat pobytu, kilka urazów i przede wszystkim na pozycję startową, z jakiej Kurto rozpoczynał swoją przygodę w Holandii.

Ostatecznie 27-latek po zmarnowanym sezonie 2017/2018 postanowił zmienić otoczenie i 18 lipca (tydzień przed Kopczyńskim) trafił do… Nowej Zelandii. Tak, nie przecierajcie oczu, do Nowej Zelandii. Konkretnie do drużyny, która występuje w australijskiej A-league i jest uważana za jedną z najsłabszych w jej historii. Mowa tu o Wellington Phoenix.

Słońce, mewy i pełne stadiony. A-League!

Ten news wywołał spore zaskoczenie, bo jednak australijskie rozgrywki ligowe wciąż są dla nas owiane tajemnicą. Swego czasu w wywiadzie dla portalu Pilkarskiswiat.com przybliżał je nieco komentator Eurosportu, TVP oraz Sportklubu, a przede wszystkim specjalista od australijskiego futbolu, Adam Kotleszka:

(..) Oczekuję emocjonującego meczu z wieloma golami, zwrotami sytuacji, nawet kuriozalnymi wpadkami? To tak jak z filmem – gdy bohater jest niezniszczalny i niszczy każdego przeciwnika bez większego wysiłku. Jaki jest sens emocjonować się takim seansem? Poza tym podchodząc do meczów piłki tylko ze względu na wysoki poziom, powinniśmy oglądać 3–4 spotkania w cyklu czteroletnim gwarantujące najwyższy piłkarski poziom: finał mistrzostw świata, finał Euro oraz finał Ligi Mistrzów. Przecież każde inne spotkanie teoretycznie musi mieć niższy poziom! To jakieś chore podejście, którego ja nie kupuję, dlatego nie mam problemu z emocjonowaniem się spotkaniami w Australii.

O piłce w Australii ludzie w Polsce nie mają większego pojęcia i dlatego potem powielają stereotypy na jej temat. Kiedy pokazuję takiemu sceptykowi, co działo się na trybunach podczas derbów Sydney, które potrafi obejrzeć 60 tysięcy fanów, momentalnie pojawia się ogromne zdziwienie. Takie rzeczy w Australii? Niemożliwe!

Poziom? Wyższy od ekstraklasy i to w jakich warunkach! Słynne mewy, które oczywiście mogą irytować, ale są nieodłącznym elementem tamtejszego folkloru, i naprawdę piękne, pełne kibiców stadiony. To właśnie piłkarska Australia. Sam Kurto w ostatnim czasie zrobił furorę w mediach społecznościowych, po tym jak „kradł” sekundy swoimi interwencjami na notę przy prostych piłkach:

Oprócz tego Polakowi trzeba jednak oddać, że prezentuje się tam naprawdę solidnie. Jego ekipa przestała być ligowym outsiderem, zajmuje szóste miejsce w dziesięciozespołowej lidze. Wiele wskazuje na to, że w związku z widmem upadku klubu podopieczni Marka Rudana wzięli się w garść. Kto wie, czy nie powalczą nawet o poprawę swojego najlepszego osiągnięcia w lidze, jakim była czwarta pozycja w sezonie 2009/2010.

Ekstraklasowe trio na drugim końcu świata

Na sam koniec warto jeszcze wspomnieć co nieco o formie wypożyczonego z Legii do końca sezonu Michała Kopczyńskiego. W dwóch pierwszych spotkaniach ogrywał się on w rezerwach, dopiero w czwartej kolejce zaliczył 17-minutowy występ w A-league. Już w następnej wybiegł w pierwszym składzie (co ciekawe, na pozycji stopera) i od tego czasu w miarę regularnie grywa w pierwszym składzie.

Z ekstraklasowych akcentów nie wypada nie wspomnieć o Cilianie Sheridanie, który dołączył do polskiego duetu 3 stycznia. Już cztery dni później Irlandczyk wszedł na 26 minut, jego zespół wygrał 3:2 z Western Sydney, a on sam zaliczył asystę (od 1:47) i kluczowe podanie (od 4:00):

Jak widać, piłkarskie spełnienie można odnaleźć nawet na drugiej części globu. Kurto zdecydowanie odkrył tam swoje miejsce na ziemi, jest lubiany przez kibiców i zalicza się do czołówki ligowych bramkarzy. Kopczyński miał trudny start, ale wydaje się, że też powoli nabiera wiatru w żagle, u Sheridana od dawna było widać, iż potrzebuje zmiany otoczenia i początek zdaje się wskazywać na to, że australijska A-League będzie dla niego idealna.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze