Dla klubu o takiej renomie, jaką cieszy się drużyna z Gelsenkirchen, po prostu nie wypada kończyć sezonu w środku tabeli, nie mówiąc już o dolnych jej rejonach. Taki wynik należy nazwać po imieniu, czyli klapą. Kibice „Die Koenigsblauen” z pewnością liczyli na coś więcej, tym bardziej że ich apetyty zostały wyostrzone po ostatnim wicemistrzostwie kraju. Niestety tego sukcesu zespół w trwającym sezonie nie powtórzy. Co gorsza nie zakończy rozgrywek na miejscu dającym start w europejskich pucharach. Lokata tuż nad strefą spadkową na cztery kolejki przed końcem również jest marnym pocieszeniem. Schalke zapewne się utrzyma, ale nie na takie momenty czekano.
Trzeba jednak żyć dalej i nie można wiecznie zamartwiać się słabym sezonem. Tak to już z tegorocznym uczestnikiem Ligi Mistrzów bywało w poprzednich latach, że po słabszym sezonie przychodziły te lepsze. W obecnym należy przypilnować utrzymania, które wcale nie jest jeszcze przesądzone, choć wiele na to wskazuje, że 2. Bundesliga wicemistrzowi Niemiec nie grozi. Powodem jest jeszcze gorsza dyspozycja m.in. VfB Stuttgart, który traci sześć punktów, nie wspominając o Hannoverze 96 czy Norymberdze.
Niemniej tegoroczne rozgrywki dobrze byłoby zakończyć w odpowiednim stylu. Takim, by pozostawić chociaż jakieś dobre wrażenie i wlać w serca swoich kibiców nadzieję na to, że za kilka miesięcy będzie lepiej i ci zamiast patrzeć na dół tabeli, będą mogli liczyć na występy w europejskich rozgrywkach. To właśnie one wydają się tym, czego w klubie się oczekuje. Kolejnych zmagań w Lidze Mistrzów, występów na miarę pierwszego starcia z dwumeczu przeciwko Manchesterowi City bądź chociaż rywalizacji w Lidze Europy, bo i ta, jak się okazuje, jest nie do końca łatwym do osiągnięcia szczeblem.
Trener potrzebny od zaraz
Jednym z pierwszych warunków, jakie Schalke powinno spełnić, by wrócić na odpowiednią drogę ku normalności, jest oczywiście znalezienie odpowiedniego człowieka, który objąłby nie do końca chyba zorganizowaną kadrę. Huub Stevens to tylko „strażak”, który przybył na Veltins-Arena w celu wypełnienia bardzo ważnej misji. Miał uratować klubowi ligę i zająć możliwie jak najwyższe miejsce w tabeli. Poniekąd misja ta została wykonana. Schalke 04 może i nie zachwycało, więcej meczów przegrało, mimo to uczyniło kilka ważnych kroków. A trzeba pamiętać, kiedy 65-letni Holender dostał batutę służącą do dyrygowania zespołem.

Klęska z „The Citizens” 0:7 w Lidze Mistrzów to nie jest codzienny wynik i takie lanie jest w stanie zdołować niejednego zawodnika. Gdy jednak w kolejce czeka RB Lipsk, trudno wierzyć w szybką rehabilitację. Było zatem wiadome, że pojedynek z „Bykami” w debiucie Stevensa nie będzie najprzyjemniejszym spotkaniem. Mimo to porażka 0:1 wstydu nie przyniosła.
„Die Koenigsblauen” potrafili się podnieść w następnym spotkaniu, gdy naprzeciwko nich stanęła ekipa z Hannoveru. Trudno jednak też powiedzieć coś pozytywnego o obecnym szkoleniowcu. Ten ani nie zmienił niczego na lepsze, ani, co od razu było wiadome, nie będzie trenerem na dłuższy okres. Wobec tego trwają poszukiwania kogoś, kto poukłada zespół w jedną całość, tak by ten nie przynosił wstydu na murawie.












